Maj 2017

Egzamin teoretyczny na prawo jazdy co 10 lat

11 maja 2017
Kategoria: Blog tagi: ,

W 2000 roku zdawałem egzamin na prawo jazdy kategorii B. W 2016 roku na kategorię C oraz C+E. Nie napisałem tego po to, by się chwalić, ale by powiedzieć Wam, że w prawie drogowym w tym czasie wiele się zmieniło. Przyznaję także, że egzamin po 16 latach całkowicie odmienił moje oblicze jako kierowcy. Stałem się w samochodzie bardziej tolerancyjny dla innych użytkowników drogi, jeżdżę bezpieczniej i zwracam większą uwagę na rowerzystów czy pieszych. Zgadzam się z teorią, że nowe przepisy odmóżdżają pieszych, ale zauważyłem także, że kierowcy omijają ich na pasach wymachując przy tym rękami.

Jestem zdania, że egzamin na prawo jazdy (ten teoretyczny) powinien być powtarzany co 10 lat. Po pierwsze gdyby każdy z nas poduczył się trochę z przepisów albo po prostu przyswoił zmiany jakie w tym czasie wystąpiły, nic by się nie stało. Obstaję także przy tym, by punkty przyznawane za łamanie przepisów ruchu drogowego były rozdawane w większej ilości, a mandaty droższe. Nie miałbym nic przeciwko temu, by zbierane punkty nie kasowały się co rok, ale co 5 lat. Po ich przekroczeniu należałoby odbierać prawo jazdy do momentu zdania ponownego egzaminu.

Pójdę dalej i powiem, że ktoś taki jak premier czy inny przedstawiciel rządu powinien wystąpić w homilii i powiedzieć Polakom wprost. – Od 1 stycznia 2018 roku nie ma tolerancji za wykroczenia prędkości. Jeśli jest znak 50 km/h, to przekroczenie go o 1 km/h skutkuje wysokim mandatem i punktami karnymi. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej odebraniem prawa jazdy na 3 miesiące. Myślę, że sytuacja na drogach nieco by się uspokoiła. Jeżdżę samochodem i powiem Wam, że powrót do domu cały i zdrowy to loteria. Kierowcy wpychający się na trzeciego, czy wciskają się między dwa samochody, pędząc na złamanie karku. Wygląda to trochę tak, jakby przepisy ich nie obowiązywały czy byli bezkarni.

Oczywiście należałoby także zweryfikować wiele znaków. Teren zabudowany w polu, czy ograniczenia prędkości na prostym odcinku drogi powinny zniknąć lub być zwiększone limity prędkości. Patrole policji powinny stać nagminnie przy drogach i walić mandaty aż miło. Myślę, że wielu kierowców wyeliminowałoby się z drogi samych. Nie potrzeba by do tego celu pogotowia, straży pożarnej, helikoptera ratownictwa medycznego czy w ostateczności księdza i grabarza. Wystarczyłoby przekroczyć parę razy prędkość i prawo jazdy stałoby się historią dla takiego kierowcy, a droga bez niego stałaby się bezpieczniejsza.

Wszyscy kochają „Lewego”

5 maja 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , ,

Mężczyźni zazdroszczą Robertowi Lewandowskiemu tego, że jest przystojny, ma umiejętności piłkarskie, jest medialną gwiazdą i jest bogaty. Nasze babki, matki, siostry, koleżanki, dziewczyny, narzeczone, żony i kochanki – wszystkie bez wyjątku poszłyby z nim do łóżka bez zastanowienia się choćby przez sekundę. Niektóre z nich, te najbardziej zdesperowane zrobiłyby mu loda na środku boiska przy 80-tysięcznym tłumie. Tego my faceci też mu zazdrościmy. Ile więc trzeba zrobić, żeby być podobny do Roberta, by stać się sławnym, bogatym i rozszarpywanym przez kobiety?

Zazdrość to najbardziej wkurwiająca wada człowieka. Sami lenimy się na łóżku, przełączając pilotem kolejne stacje telewizyjne, bądź stukając w klawiaturę podnosimy swoje morale w świecie wirtualnym. Brzuchy zwisają nam do jaj, podbródek dotyka sutków, a ostatnio na spacerze byliśmy miesiąc temu. Właśnie tyle zrobiliśmy, by kobiety nas ubóstwiały, inni nam zazdrościli, a gwiazdy telewizyjne zapraszały nas do swojego programu.

Zanim zaczniemy komuś zazdrościć, zastanówmy się przez chwilę ile musiał taki człowiek w swoim życiu przejść, by osiągnąć to, co teraz ma. Robert już od najmłodszych lat uprawiał sport. Jest to jego pasja, więc wyrzeczenia typu – idziemy na trening, dla nas śmiertelników byłaby straszna, a dla Lewandowskiego to była czysta przyjemność. Ćwiczenia kilka godzin dziennie, wyjazdy na mecze piłkarskie i chęć wyjechania do lepszego klubu setki kilometrów od domu, bez przyjaciół, znajomych i rodziny. Czy to rzeczywiście takie proste i przyjemne?

Przygodę z piłką nożna zaczynał w zespole Partyzant Leszno (…), aż przypadkowo trafił do Znicza Pruszków. Tam w wieku 20 lat (2008 rok) został zauważony przez Lecha Poznań, do którego przeszedł . Ćwiczył, biegał, zapierdalał jak wół, by być jeszcze lepszym i zajść jeszcze wyżej niż liga Polska. Z Poznania przeszedł do Borussi Dortmund, zostawiając nie tylko przyjaciół, kolegów i rodzinę, ale także swój kraj. Dla wielu patriotyzm to nic nie warte gówno, ale będąc za granicą zaraz tęskni się za krajem. Zderzył się z nową kulturą, językiem, a przede wszystkim chcąc trafić do jeszcze lepszej drużyny, trzeba było przebić się do pierwszego składu, pozostać w nim, a następnie wyróżnić się wśród oszlifowanych piłkarskich diamentów. Zapewne nie zrobił tego za pomocą konsoli do gier.

Po zdobyciu czterech goli w meczu z Realem Madryt w półfinale ligi mistrzów jego notowania wzrosły i stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny na świecie. – Przeszedł do Bayernu Monachium, w którym bardzo szybko się zadomowił. Czy przejdzie teraz do ligi angielskiej – Manchesteru United czy Manchesteru City? A może hiszpański Real Madryt lub Barcelona? Nie trzeba być znawcą piłkarskim by wiedzieć, że to największe futbolowe marki na świecie. Gdyby dziś trafił do któregoś z wcześniej wymienionych klubów, to zapewne byłby zawodnikiem grający pierwsze skrzypce…

Tak czy siak, w tym czasie będzie ciężko trenował, po raz kolejny zmieni miejsce zamieszkania, trafi do nowej kultury, uczył się będzie nowego języka i będzie walczył o swoją pozycję w nowym zespole. My będziemy nadal leżeć na kanapie, wpierdalać chipsy, popijać piwo i wychodzić na całonocne imprezy alkoholowe. Następnego dnia zobaczymy Lewandowskiego strzelającego gola Realowi Madryt na Camp Nou i będziemy zazdrościć mu tego, co osiągnął…

stat4u