Sierpień 2016

Awans Legii Warszawa do ligi mistrzów

25 sierpnia 2016
Kategoria: Futbol

Legia Warszawa we wtorek 23 sierpnia 2016 roku awansowała do ligi mistrzów, pokonując w dwumeczu Irlandzki Dundalk FC 3:1. Ta wiadomość jest szczególna i wyjątkowa z dwóch powodów. Po pierwsze wiadomo, że poprzedni występ Legii w tej elitarnej lidzie miał miejsce w sezonie 1995/96, a ostani polski klub grał w sezonie 1996/97 (Widzew). To oznacza, że pokolenie ludzi mających dziś 26 lat w ogóle nie są w stanie pamietać udziału polskiej drużyny w lidze mistrzów. Po drugie, internet nie zanotował jeszcze wpisu, który pamiętałby tamto wydarzenie. Jeśli w ogóle wtedy był internet, to wiedzieli o nim w USA i kilku naukowców w Europie. To pokazuje, jak dawno Polska nie była reprezentowana w tej najlepszej lidze świata.

Nasza klubowa piłka może odnotować sukces. Co dalej? Myśle, że szykuje się teraz wielki „eurowpierdol”. Sześć meczów z drużynami, których jeden piłkarz wart jest więcej niż cała Legia Warszawa. – Real Madryt, Borussia Dortmund i Sporting Lizbona są grupowymi przeciwnikami Legii. Przeciwnicy z najwyższej półki, ale eliminacje dla Legii wyglądały jak żart prosto z humoru Monty Pythona. – Zrinjski z Bośni i Hercegowiny, Trencin ze Słowacji i na koniec Dundalk FC z Irlandii. – Wygląda jak przeciwnicy w nieistniejącym już pucharze Intertoto, albo jakby jakiś prezes posmarował pod stołem. W necie krąży żart, że Legia awans do ligi mistrzów wywalczyła 21 lat temu, teraz wylosowała…

Żarty się skończyły. Przeciwnicy na jakich trafiła Legia, nie są dwa razy lepsi niż Dundalk, lecz 10 razy lepsi niż sama Legia. Jeśli taki styl prezentować będzie nasza drużyna w lidze mistrzów jak w eliminacjach, to na boisku będzie sportowy i wizerunkowy dramat. Z mojego punktu widzenia Legia znalazła się na drodze do sportowego piekła i finansowego raju. Awans jest wielkim sukcesem finansowym, świat dowie się, że w Polsce uprawia się piłkę nożną, a my polscy kibice mamy swój kolejny sportowy sukces. – mam tylko nadzieję, że ten awans nie będzie sukcesem klubowej piłki nożnej w Polsce na kolejne dwie dekady…

Serial „Stranger Things” od Netflix

16 sierpnia 2016
Kategoria: Media

stranger-things

Telewizja internetowa na żądanie Netflix stworzyła serial „Stranger Things”. Składa się on z ośmiu odcinków i zaczyna dość obiecująco. Czworo dzieciaków bawi się u swojego kolegi. Gdy zabawa się kończy, rozjeżdżają się rowerami do domów, a jeden z nich znika. Matka zaginionego chłopca przeczuwa, że jej syn żyje i daje znaki poprzez mruganie światłem. Słyszy jego wołanie o pomoc, więc jak to już bywa i to nie tylko w serialu, ale i w życiu, uznawana jest przez środowisko jako jebnięta.

Oprócz matki, swoje śledztwo przeprowadza lokalna policja, policja stanowa, koledzy chłopaka, brat zaginionego i jego koleżanka. O dziwo wszyscy robią to w ukryciu, odkrywając niesamowite rzeczy. Oczywiście wszystko do czasu, a dokładniej do szóstego odcinka włącznie. Gdy robią to razem, serial traci swój urok i ostatnie dwa odcinki są „takie sobie”.

Pierwszy odcinek oprócz zniknięcia chłopaka niewiele nam mówi. Kolejne odcinki i zawiłe akcja sprawiają, że chce się oglądać więcej i więcej. Jest to dość dziwny serial, który bardzo ciężko sklasyfikować. Skoro są dzieci, to trochę to serial familijny, ale skoro jest potwór, to horror, ale jednak stawiałbym na fantastykę. – A to dlatego, że w horrorze jak jest jakiś stwór, to ma on za zadanie urwać jaja głównemu bohaterowi, zadławić się nimi i zwymiotować na grób teściowej ofiary. Tu jest potwór, ale do samego końca nikt nie wie po co on jest, co chce i ogólnie nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi.

Mimo tego, że to serial grozy, z dużą domieszką fantastyki, to ma jednak głęboki wymiar, który od razu odnajdujemy po ostatnim klapsie asystenta reżysera. Początek serii pokazuje rodzinę w pełnym rozpadzie. Synowie wychowujący się sami, brak ojca, matka uznawana za dziwadło. Na końcu, choć nadal bez ojca, to jednak kochająca się rodzina, opiekująca się sobą i dbająca o siebie na wzajem. Morał dobitnie pokazuje, że czasami przestajemy szanować kogoś nam bliskiego, traktujemy go rutynowo (jest bo jest), ale gdy nam kogoś z tego otoczenia zabraknie, choć wcześniej mieliśmy go w głębokim poważaniu, to jednak nam go brakuje. Gdyby tylko mógł wrócić, to bylibyśmy najszczęśliwsi na świecie i zmienilibyśmy swoje postępowanie wobec niego. Na mój rozum, o tym właśnie jest ten serial.

Nie chciałbym Wam opowiadać zbyt wiele o tym co się dzieje w serialu, bo nie chciałbym spieprzyć zabawy tym, którzy będą chcieli go obejrzeć. Ten wpis w sumie powstał po to, żeby Wam podpowiedzieć co można obejrzeć w coraz to krótsze i chłodniejsze wieczory. A no i od razu Wam podpowiem, że serial możecie pobrać z chomikuj.pl, a uczciwych odsyłam do Netflix-a.

Pogrzeb latem, czyli po cholerę ta cała ceremonia?

3 sierpnia 2016
Kategoria: Blog

Byłem na pogrzebie. Żadna sensacja. Jednak latem o godzinie 13, gdzie temperatura w cieniu przekracza 33 stopnie Celsjusza, wilgotność jest na poziomie 80%, wiatru brak, a Ty stoisz w czarnym garniturze, to już przegięcie pały. Wchodzisz na stypę, a tam gorączka taka, że wszyscy goście zamiast jeść rosół wycierają pot w serwetki. Dlatego wpadłem na pomysł, że tego typu ceremonie powinny odbywać się na innych zasadach. – Prostych i przejrzystych. Wsadzasz trupa do worka, wyrzucasz za płot i zadzwonisz po śmieciarkę. – Ta przyjeżdża, zabiera zwłoki, pali gdzieś w spalarni, a Ty dostajesz kolejny worek jakby co.

Oczywiście ta metoda może wydać się głupia, wręcz idiotyczna, a szczególnie wtedy, gdy zmarła osoba jest Ci bliska. Ale gdyby opisana powyżej przeze mnie metoda była stosowana od dawna i była na porządku dziennym, to wyobrażenie sobie tej obecnie panującej, czyli załatwianie mnóstwa urzędowych spraw, wybór firmy pogrzebowej, zakup trumny, odprawienie mszy, ceremonia „zakopania” zwłok i wreszcie stypa wydawałaby się nam jeszcze bardziej idiotyczne. A gdyby Wam ktoś powiedział, że taka ceremonia ze wszystkimi obrzędami kosztowałaby Was 10 tysięcy złotych, to już napewno popukali byście się w głowy.

stat4u