Maj 2016

Dlaczego żebracy proszą mnie o pieniądze?

26 maja 2016
Kategoria: Blog

Kilka dni temu byłem w Poznaniu i przechadzałem się po jego ulicach. Chodziłem sobie wolnym krokiem, oglądałem witryny sklepowe, patrzyłem na repertuar kina, oglądałem twarze ludzi goniących gdzieś za czymś. W ciągu 45 minut spaceru spotkałem trzech spłukanych finansowo i życiowo ludzi. Każdy z nich znajdował się w innej sytuacji. – Jeden leżał na ławce, drugi stał podparty o mur kamienicy, a trzeci szedł chwiejnym krokiem. Łączyło ich to, że żaden z nich nikogo innego nie zaczepił tylko mnie. Zastanawiam się, czy wyglądam na tak dobrego i hojnego czy tak głupiego i naiwnego?

Pierwszy facet siedział na ławce. Nieogolony, brudny i śmierdzący, na oko około sześćdziesiątki. Widziałem go jakieś 100 metrów wcześniej. Nikogo nie zaczepiał, choć patrzył na ludzi. Gdy się do niego zbliżyłem popatrzył na mnie i zapytał – „nie poratowałby pan groszem?” – Nie wiem dlaczego, ale po raz pierwszy w życiu cieszyłem się z tego, że zaczepił mnie jakiś żebrak. W sumie nie dlatego, że żebrak, ale dlatego, że to pierwsza osoba, która zauważyła mnie w tym tłumie. Nie zastanawiając się dałem mu 2 złote. Nie dlatego, że mam potrzebę ratowania świata i nie dlatego, że mnie zauważył. W sumie dałem mu je za to, że miał odwagę zapytać.

Drugi facet stał podparty jedną noga o mur. Zapytał wprost – „panie nie będę panu ściemniał, ale brakuje mi na piwo”. Zwykle odezwałbym się jakąś ciętą ripostą, jednak nie wahając się oddałem drugiemu żebrakowi kolejne 2 złote. Odruchowo je wyjąłem, jakbym był jakimś pieprzonym robotem, bankomatem czy jak to tam się jeszcze nazywa. Podziękował i poszedłem dalej, jakbym był zahipnotyzowany, jakbym to nie ja mu dawał te pieniądze.

Trzeci facet wyglądał tak, jakby cały dobytek swojego życia miał w jednym mocno upchanym plecaku, który targał na własnym grzbiecie. W zielonej kurtce, jakby wojskowej, ale nie moro. Brudny, nieogolony, śmierdzący jakby właśnie wyszedł z szamba i po drodze wpadł jeszcze do kadzi z browarem. Mówiąc wprost, śmierdział tak, że od porzygania dzielił mnie tylko jeden krok. Gdy coś do mnie mówił to nawet nie wiedziałem co. Tak jebał niemiłosiernie, że skupiłem się na tym, żeby nie oddychać niż go słuchać. Nie wiedząc o co mnie prosi wyjąłem z kieszeni złotówkę, dałem mu ją i życzyłem powodzenia. Miałem wrażenie, że słownie podziękował, ale nawet nie wiem co powiedział.

Po dwóch dniach od tego zdarzenia zrozumiałem kilka ważnych rzeczy. Chodząc po poznańskiej ulicy, mijałem setki ludzi, którzy szli na niej jak roboty. Wszyscy się śpieszyli i odnosiło się wrażenie, że byli zaprogramowani. Nie wyrażali żadnych uczuć. A ja zagubiony, biedny wieśniak, w tłumie pędzących mieszczuchów spacerowałem spokojnym krokiem, patrząc na ludzi, którzy mnie nawet nie zauważali. Odniosłem nawet wrażenie, że im zawadzam, bo spowalniałem ruch i nerwowo musieli mnie wyprzedzać tak, by nie zderzyć się z człowiekiem z naprzeciwka.

Mnie i tych trzech biednych żebraków łączyło jedno. Nikt nas nie widział. Na zatłoczonych ulicach dużych miast jesteś niewidzialny. Nikt nie przejmuje się losem tych ludzi i nikt ich nie zauważa. Zauważyli mnie jednak oni. Nie wiem czy wiedzeni instynktem wyczuli, że ich zauważam więc pytali o pieniądze, czy po prostu zobaczyli i pomyśleli. – „O idzie jakiś frajer, widać że słoma wystaje mu z butów, więc może da się wydymać na parę groszy?”…

Książka „Zombie.pl”

20 maja 2016
Kategoria: Blog

Jestem świeżo po przeczytaniu książki Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego zatytułowanej „Zombie.pl”. Na wstępie muszę pogratulować autorom pomysłu. Wydanie w naszym kraju książki o zombie to naprawdę wielki wyczyn. Nie dlatego, że katolicy i nie dlatego, że tabu, ale dlatego, że niewielu jest chyba fanów horroru, a szczególnie tego o żywych trupach. Ba! Myślę, że gdyby spytać ludzi po 40-tce co to jest zombie, to 60% nie wiedziałoby o co ich się pyta, kolejne 30% wiedziałoby o co chodzi, ale nigdy nie widziała filmu o żywych trupach. Z tej ostatniej części pytanych czyli 10% wiedziałoby w czym rzecz, ale tylko co dziesiąty z nich byłby w stanie kupić film, a nie książkę…

zombiepl

Zakupiłem książkę w Empiku, bo jak zwykle nie potrafię oprzeć się tytułom, w których występuje słowo „zombie”. A gdy zobaczyłem końcówkę .pl, to wyskoczyły mi oczy z orbit. Czytałem książki o żywych trupach, widziałem filmy i seriale, ale wszystkie te produkty były made in USA. A tu nagle pojawia się… z przekąsem można powiedzieć polski tytuł o zombie. Wziąłem bez wahania książkę z półki.

Zanim ją przeczytałem, sprawdzałem w internecie jej recenzje. I jak to już bywa z tego typu rzeczami, są gusta i guściki. Opinie były od tych pełnych podziwu, po nic niezwykłego, aż po totalne dno. Tych gorszych chyba było trochę więcej od tych dobrych, ale niesiony doświadczeniem wiedziałem, że recenzje w internecie są tak trafne jak zapowiedź prognozy pogody. – Albo się sprawdzi, albo nie.

Na początku książki uderzyło mnie to, że nie ma w niej nic o „Majku” z Miami w stanie Floryda, lecz o Karolu z Poznania, który otwiera restaurację w Gdańsku. W dodatku opisy miejsc, w których znajdują się bohaterowie powieści są prawdziwe i tak naprawdę wystarczy tylko wsiąść do samochodu, pojechać i zobaczyć je na własne oczy.

Nie jestem regularnym czytelnikiem książek. Jakoś tak wyszło, że szkoła wpoiła mi do głowy raczej odruch wymiotny na widok okładki. Na szczęście sam zacząłem po nie sięgać, by nie stać się kretynem nie mogącym pochwalić się choćby jedną przeczytaną książką. Na szczęście są tacy autory jak Robert i Łukasz, którzy już od początku książki wciągnęli mnie w nią tak bardzo, że ci którzy mnie nie znają pomyśleliby, że jestem wprawionym czytelnikiem.

Bez dwóch zdań chłopaki zrobili kawał dobrej roboty. Opisy szczegółowe wydarzeń i miejsc sprawiło, że czułem się tak, jakbym też był wśród bohaterów książki. Niesamowite są też opisy zmarłych ludzi, których flaki walały się po ziemi. Potrafili w taki sposób opisać sytuację rozszarpanych ciał, że czasami myślałem, ze będę wymiotował mimo tego, że twardy jestem na tego typu obrzydzenia.

zombiepl-fragment
powyżej fragment książki „Zombie.pl” – strona 33

Nie ma to tamto, ale scena erotyczna między Karolem i Zuzą (żoną bohatera) sprawiła, że poczułem się podniecony jak sto fajerek i gorący jak lufa Kałasznikowa po całej serii wystrzałów. Pomyślałem wtedy, że chłopaki mogliby też pisać pornosy i pewnie odnieśliby w tej branży wielki sukces. Ale przyznam szczerze, że nawet nie wiem czy taki gatunek literacki istnieje. – Hehe

Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to ostani finałowy rozdział. Przez niemal 90% czytałem o potyczkach bohaterów z żołnierzami, który wydawał mi się zbyt chaotyczny. Tzn., w takim momencie chcesz przeczytać coś o losach bohaterów, w których zdążyłeś się zakochać, a tu tylko jeb i boom. I ten dziwny Behemot niewiadomo skąd i co. – Taki niepasujący w mojej opinii do żywych trupów. Samo zakończenie… Karol…. Sylwia (Samanta). – Chciało się krzyczeć to niemożliwe! To nie może się tak skończyć! Mam wrażenie, że autorzy tej książki zostawili sobie pole do popisu, by napisać drugą książkę o żywych trupach, tym razem być może zatytułowaną „Zombie.pl/ciag-dalszy”…???

Nie napisałem tu nic o losach bohaterów, bo jeśli ktoś jest zainteresowany przeczytaniem książki, to zapewne spieprzyłbym mu całą zabawę. Jeśli zastanawiasz się czy wydać 35 złotych na książkę „Zombie.pl” czy nie, to ja Ci mówię – nie żałuj! Ale to tylko kolejna nic nie znacząca opinia w internetowej otchłani.

W sezonie 2016/17 Ekstraklasa bez zmian

16 maja 2016
Kategoria: Futbol

Miałem wielką nadzieję, że od sezonu 2016/17 piłkarska Ekstraklasa zmieni się formułą rozgrywek. Niestety kluby nie dogadały się wczasie i w nowym sezonie znów piłkarze rozgrywać będą 37 spotkań, które poupychane będą gdzie to tylko możliwe. Zapewne wiecie, że Polska zagra na mistrzostwach Europy we Francji, a czy wiecie, że na dzień przed finałem tych rozgrywek zaplanowano Superpuchar Polski? A wiecie, że tydzień po finale zaczyna się nowy sezon Ekstraklasy? I tak chłopaki grać będą od połowy lipca w upalne dni, gdy w tym czasie Polacy wylegują się na wakacjach. I grać tak będą aż do Bożego Narodzenia. Po dwóch miesiącach przerwy zimowej znów przystąpią do rozgrywek, by po trzydziestu kolejkach podzielić ligę i punkty…

Nie podoba mi się już formuła ESA37. Choć kiedyś wymieniałem wiele punktów „za”, tak teraz jestem już tym znudzony. Nie ma ani jednego argumentu, by te rozgrywki nadal istniały w takiej formule. Najgorsze jednak jest to, że już nikt nie broni ESA37, a w nowym sezonie znów będziemy zmuszeni ją oglądać.

Jest nadzieja, że od sezonu 2017/18 rozgrywki w Ekstraklasie rozpocznie 18 zespołów i nie będzie już podziału na grupę mistrzowską i spadkową oraz nie będzie podziału punktów. Zasady tej gry powinny być proste i czytelne. Zaczynamy sezon, rozgrywamy 34 kolejki i kto pierwszy ten mistrz, a kto ostatni ten spada. – Proste.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale wiele krajów w Europie zaczyna mieszać zasadami ligi. Podziały, eliminacje do pucharów i braże o utrzymanie stały się standardem nie tylko w Polsce, ale także w Holandii, Belgii, Grecji czy Rosji. Jednym słowem zaczyna grzebać się po to, by nieco ożywić ligę, by dać szansę słabszym, ale zazwyczaj odnosi to odwrotny skutek. Do lig europejskich awansują przypadkowe zespoły, które już w rundach eliminacyjnych lecą na łeb na szyję. Niestety, a może i stety okazuje się, że udziwnione reguły gry odpychają kibiców od tej pięknej dyscypliny sportu.

Mam wielką nadzieję, że przestaniemy bezcześcić reguły gry w piłkę nożną. Niech będą one proste i czytelne. Niech nie będzie spekulacji i dawania szansy na zwycięstwo przypadkowym zespołom. Choć w tym sezonie Piast Gliwice do ostatniej kolejki walczył z Legią o mistrzostwo kraju, to nie oszukujmy się, ten klub nie miałby czego szukać w eliminacjach do ligi mistrzów. Legia, choć też prawdopodobnie skazana jest w walce o awans do tych elitarnych rozgrywek, to ma już jednak jakieś doświadczenia, a działacze dążą do tego, by ten cel osiągnąć. Dlatego nie kibicuję już słabeuszom i przypadkowym klubom. Niestety w Polsce na mistrzostwo zasługuje tylko jedna drużyna. Miejsca od 2 do 16 może zająć każdy. – A to ewidentnie dowodzi słabości Ekstraklasy, a nie jej potędze.

Leicester City mistrzem Anglii

3 maja 2016
Kategoria: Blog

leicestercityDrużyna Leicester City została mistrzem Anglii. Choć dla wielu ta wiadomość jest niewiele znacząca, to jednak trzeba to napisać. – To drużyna, która przerwała hegemonię wielkich angielskich klubów piłkarskich. Aby nie być gołosłownym napiszę, że od czasu gdy w Anglii powstała grająca na obecnych zasadach Premier League czyli od 1992 roku, mistrzostwo zdobyło tylko 5 klubów w tym jeden Kopciuszek – Blackburn (94/95). W tym czasie 13 razy cieszył się z mistrzostwa Manchester United, 4 razy Chelsea, 3 razy Arsenal i 2 razy Manchester City.

A tu nagle mistrzostwo zdobywa klub Leicester City, który 4 lata temu grał w League One (trzeci szczebel rozgrywek). Trzy lata temu awansował do Championship (drugi szczebel rozgrywek). Dwa lata temu drużyna Leicester City awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej i zajęła w niej czternaste miejsce, mając 6 punktów przewagi nad strefą spadkową. W sezonie 2015/16 zdobyła mistrzostwo na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu. Myślę, że to wydarzenie na długo będzie zapamiętane, bo kolejna drużyna, która przerwie władanie największym w Anglii wydarzy się pewnie za 20-30 lat.

stat4u