Kwiecień 2014

Lech TV, czyli dla kogo ten produkt?

24 kwietnia 2014
Kategoria: Media

W 2013 roku powstał pierwszy klubowy kanał telewizyjny Lech TV. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że aby go odbierać trzeba spełnić mnóstwo wymagań. Oprócz tego, że trzeba posiadać telewizję kablową, to w dodatku musi to być sieć INEA, w której to znajduje się kanał w pakiecie od 60 złotych miesięcznie. Mało tego. – Aby posiadać tą sieć telewizji kablowej, trzeba mieszkać w Wielkopolsce, w dodatku w mieście i jeszcze w bloku. Jak na mój gust, ilość wymagań jakie trzeba spełnić by oglądać telewizję klubową jest zbyt dużo.

No dobra, gdyby Lech Poznań był klubem formatu Realu Madryt, FC Barcelona czy Bayernu Monachium, to może ktoś rzeczywiście dążyłby do tego, by spełnić wszystkie wymagania, by posiadać w swoim pakiecie telewizyjnym kanał ulubionego klubu. W przypadku Lecha Poznań odpowiedź jest prosta. – Nikt tego nie zrobi specjalnie dla tego kanału. I choć rozumiem, że oficjalnym sponsorem Lecha jest INEA i to ona stworzyła ten kanał, to już dystrybucji nie rozumiem.

Patrząc na ramówkę tej stacji w sumie nie dziwię się, że nie jest dystrybuowany. Nie ma w nim wiele ciekawego, a co gorsza nie posiada praw do transmitowania meczów Lecha Poznań. – To jest nie do zaakceptowania w telewizji klubowej.

Wiem, że INEA tworząc ten kanał chce na tym zarobić. Tylko, że dystrybucja ich kablówki możliwa jest tylko dla wybranych, więc nie widzę w tym sensu na dłuższą metę. Ja z chęcią widziałbym ten kanał na wszystkich platformach cyfrowych. Gdyby ktoś zaproponował mi Lech TV za 50 złotych rocznie, to z chęcią skorzystałbym z tej okazji. Niestety nie mam takiej szansy i nic nie wskazuje na to, że cokolwiek się zmieni. A szkoda, bo byłem przekonany, że stacja telewizyjna klubu piłkarskiego, ma za zadanie przyciągać i scalać kibiców, a tu okazuje się, że jest to produkt hermetycznie zamknięty.

Co by było, gdyby…?

18 kwietnia 2014
Kategoria: Blog

Zdarzyło Wam się kiedyś pomyśleć o tym, co by było gdybyście zrobili coś danego dnia? Czy życie nie potoczyłoby się inaczej i nie doszło do jakiejś tragedii, lub jej uniknięcia? Ja ostatnio zacząłem się zastanawiać nad dwoma dziwnymi przypadkami, które szczerze mnie gryzą. Pierwszy wydarzył się w 2004 roku, a drugi w 2014 roku, a dokładniej w tym tygodniu.

2004 rok, jakiś dzień w tygodniu. Dzwoni do mnie koleżanka z pytaniem. Ej Pablito, wpadniesz do nas z Dawidem i Maćkiem w sobotę. Nudzimy się jak cholera, a fajnie by było pogadać, coś zjeść i posiedzieć. Odmówiłem mimo tego, że to pytanie padło jeszcze raz w sms-ie następnego dnia. Skoro odmówiłem, to dziewczyny postanowiły pojechać na imprezę… Kilka dni później przypadkowo spotykam w markecie koleżankę, która do mnie dzwoniła z propozycją spotkania. Była zapłakana i załamana. Na moje pytanie co się stało, odpowiedziała. – Nie słyszałeś? W Lądku zabili Gośkę!

Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że gdybym jej wtedy nie odmówił spotkania, to one nie pojechałyby na tą dyskotekę i nikt by nie zginął. Nikt mi nigdy tego nie wytknął, ale muszę Wam powiedzieć, że przez długi czas ta myśl mnie prześladowała. Nie da się w życiu przewidzieć takich rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że do dziś czuję się podle.

Kolejna sytuacja miała miejsce w poniedziałek 14 kwietnia 2014 roku. Postanowiłem, że tego dnia wybiorę się do fryzjera. Jak to już ze mną bywa, nie byłem do końca zdecydowany czy iść dziś, czy jutro. A, że nie bardzo mi się chciało, postanowiłem wybrać się następnego dnia. We wtorek o 10 rano dzwoni moja narzeczona z wiadomością. – Nie idź do fryzjera, bo podobno miał wypadek i leży w szpitalu.

W poniedziałek po pracy przypadkowo spotkał znajomą, która miała odwieźć go do domu. Nie dojechali, bo po drodze samochód wpadł w poślizg i niefortunnie wpadł do góry kołami do głębokiego rowu z wodą. – Efekt? On stracił przytomność i się podtopił. Świadek wypadku wydostał go z samochodu, reanimował i po przyjeździe karetki udało się przywrócić czynności życiowe. Niestety dwa dni później zmarł w szpitalu.

I zastanawiam się, czy gdybym poszedł do fryzjera w ten feralny poniedziałek, czy doszłoby do wypadku? Może byłbym kolejnym klientem, na którego musiałby przeznaczyć około 15 minut i nie spotkałby się z tą kobietą i tak jak zawsze pojechałby do domu autobusem? A może gdyby ją spotkał i pojechał, to nie wpadliby w poślizg i nie skończyliby w rowie?

Na niektóre pytania nie ma odpowiedzi. I choć często wydaje się nam, że jesteśmy nic nie znaczącą cząstką w tej wielkiej materii całego wszechświata, to jednak mamy wielki wpływ na to, co dzieje z nami, naszymi bliskimi i otaczającymi nas ludźmi. Nigdy nie dowiemy się, czy nasze spotkanie z fryzjerem czy kolegą nie wywarło na nich tak wielkiego wpływu, że dzięki temu żyją. Krótkie przywitanie, spotkanie, zagadanie mogło sprawić, że dzięki temu nadal możemy się z nimi widywać. Wszystkie te małe rzeczy mają ogromne znaczenie, z którego nie zdajemy sobie czasem sprawy.

Smoleńsk, polityka i Macierewicz

6 kwietnia 2014
Kategoria: Polityka

Ktoś kiedyś powiedział „Wiara Czyni Cuda”. – Chyba ten ktoś chciał przez to powiedzieć, że wiara kładzie nam klapki na oczy i jesteśmy przez nią ślepi – nie zauważając otaczającego nas świata i prawdy o nim, albo wręcz przeciwnie – chciał nas uświadomić, że wierząc można osiągnąć wszystko. Ja natomiast jestem zdania, że każdy fanatyzm jest niebezpieczny. – Nawet ten najmniej szkodliwy.

Podobnie jest z komisją zajmującą się katastrofa polskiego samolotu pod Smoleńskiem, zwana „Komisją Macierewicza”. Zasiadają w niej wybitni profesorowie, którzy latali już samolotami. Znani fachowcy nie wierzący, że skrzydło samolotu może się oderwać uderzając w brzozę, a na końcu tego łańcucha pokarmowego wielka głowa Macierewicz. – Człowiek który nie raz i nie dwa widział skrzydła samolotu. Komisja ta składająca się z szanującej elity i wybitnych fachowców posunęła się nawet do stwierdzenia, że mgła była sztuczna, że trzy osoby z tej katastrofy przeżyły i zostały dobite przez rosyjskie służby. Słyszałem też, że Donald Tusk piłował skrzydło, które rzekomo tego feralnego dnia trafiło w plastikowa brzozę z IKEA ustawioną na zamówienie Rosjan przez szwedzką firmę. Wszystko to oczywiście na potrzeby rosyjskiego filmu zatytułowanego „Putin bohaterem”, w którym charyzmatyczny przywódca uznany zostaje za tego, który zlikwidował „Kaczyzm” w Rosji i stał się drugim bohaterem tuż po żołnierzach stalinowskich, którzy w latach 40 ubiegłego wieku wymordowali polskich oficerów pod Katyniem. I wszystko to stało się niemal w tym samym miejscu. Czy to może być przypadek, błąd pilotów, czy choćby wina źle wyposażonego lotniska i jego załogi nawigującej? Nie!

Ta katastrofa nie jest przypadkiem. Wybuch był i nikt nie ma prawa mieć w tej sprawie wątpliwości. Jeśli ma, pójdzie do wiezienia, gdzie pod wpływem tortur zostaną na nim wymuszone zeznania i przyzna się, że wierzy w atak terrorystyczny. W innym przypadku skończy jak były prezydent polski Lech Kaczyński. Wiara w te wszystkie zdarzenia ma naprawdę wielkie znaczenie. Bo to właśnie na niej opierają swoje tezy w komisji Macierewicza. Nie chodzi o to by cokolwiek wyjaśnić, tylko udowodnić, że ta komisja jest bezstronna i ma tylko jeden cel – tak spreparować dowody, by ludzie uwierzyli że doszło do wybuchu na pokładzie samolotu. A wszystko opierają na zdjęciach z internetu przerobione Photoshopem przez grafików komputerowych, którzy wykorzystali zdjęcia na potrzeby własnych wpisów na blogu. Oczywiście nie można zapomnieć o profesorze Rońdzie, którzy w Telewizji Polskiej ogłosił, że ma dokument potwierdzający, że samolot nie zszedł poniżej 100 metrów, więc nie mógł uderzyć w drzewo. Po czym w TV Trwam wyznał z uśmiechem na twarzy, że żartował i tak naprawdę nie ma takiego dokumentu, a to co powiedział w TVP to był zwykły blef, bo wkurzył go prowadzący – pan Kraśko.

Wiara czyni cuda. Choć byśmy pokazali im film nagrany przez przypadkowych świadków, że samolot uderzył w drzewo, oni i tak by nie uwierzyli. A dlaczego? Bo dla nich prawda nie ma znaczenia, lecz wiara w to, że mają rację i starają się za wszelką cenę to udowodnić, a nie dojść do prawdziwych zdarzeń. Coś na wzór biblii. Jeśli jest w niej napisane, że pierwszym człowiekiem był mężczyzna imieniem Adam, a następnie z nudów Bóg stworzył z jego żebra kobietę, to oni naprawdę wierzą, że tak było. Kobieta według komisji Macierewicza uznana by była za zabawkę, która stworzona została dla faceta, by umilać mu czas.

No dobra, przejdźmy z powrotem do trzeciej RP, bo ta czwarta lansowana przez Prawo i Sprawiedliwość jest zbyt futurystyczna, by mógł w nią uwierzyć ateista taki jak ja. Może kiedyś będą mieli szansę wypłynąć z nią na głębsze wody, jednak w moim odczuciu ta IV RP opierać się będzie na kłamstwie i wierze, że jest słuszna. A to już nasz naród przerabiał za komuny, więc nie liczę na rychły powrót takiego stanu rzeczy – Rzeczypospolitej oczywiście.

stat4u