Styczeń 2014

Tajne więzienia CIA w Polsce

26 stycznia 2014
Kategoria: Polityka

Wpis z cyklu „demokracji ciąg dalszy”. Poprzednio pisałem o słabości demokracji, w której niebezpieczny przestępca Trynkiewicz śmieje się z bezradności polskiego rządu. Tym razem jednak temat jest o wiele trudniejszy do przełknięcia, bo w amerykańskich gazetach pisze się o więzieniach CIA na terenie Polski. Dlaczego to takie oburzające? Bo amerykanie w porozumieniu w polskim rządem, mam na myśli czasy gdy prezydentem był pan Kwaśniewski, a premierem pan Miller, przygotowali więzienie dla ludzi podejrzanych o terroryzm i stosując wobec nich tortury wymuszano zeznania.

Tak! Tortury są nie do przyjęcia i oburzają wielu ludzi. Ale mówimy tu o bestialskich zachowaniach terrorystów, którzy we wrześniu 2001 roku samolotami wbijali się w World Trade Center. Zginęło kilka tysięcy amerykanów, a cały Pakistan i Afganistan tańczył wtedy na ulicach, paląc amerykańską flagę. To ci sami ludzie, którzy łapią zakładników, a w razie niespełnienia ich żądań, odcinają im głowy, a później nagrania wysyłają do telewizji. Nie radzę tego oglądać, bo raz to zrobiłem i ten obraz mam w głowie do dziś. Jednak dzięki temu co zobaczyłem jestem pewien, że walka z terroryzmem powinna odbywać się tak samo, jak walczą terroryści ze światem zachodu – bez jakichkolwiek zasad.

Tymczasem gazeta „Washington Post” publikuje informacje, że ich kraj w porozumieniu z Polską, stworzyli więzienie na naszym terytorium, a pieniądze które Polska za to otrzymała czyli 15 milionów dolarów, przywiezione zostały w kartonach. Informacja ta rozlała się już na cały świat, a tymczasem nasi jak i amerykańscy turyści czy pracownicy przebywają w krajach, w których terroryzm jest na porządku dziennym. Nikogo tez nie obchodzi, że taki zamach może mieć teraz miejsce w Polsce w ramach odwiecznej wojny terroryzmu z zachodem. Szuka się więc winnych, podsyca się konflikt na scenie międzynarodowej, a w Polsce politycy już skaczą sobie do gardeł.

Mam wrażenie, że niektórzy ludzie żyjący w kraju demokratycznym nadużywają swoich praw. Wykradają tajne informacje rządowe i wojskowe, po czym publikują je i szokują cały świat. Tymczasem terroryści zakopują żywcem w drewnianych skrzyniach „niewiernych”, obcinają im stopy, dłonie, odstrzeliwują palce bądź rozciągają samochodami. To nie jest problemem dla pismaków, problemem jest to, że na terytorium Polski stworzono tymczasowe więzienie, w którym wymuszano zeznania na terrorystach.

Skoro ten temat wyszedł już na światło dzienne, to powinien zostać zbagatelizowany przez społeczność i organy międzynarodowe. Im więcej o tym szumu tym gorzej dla Polski i „świata zachodniego”. Obawiam się, że terroryści w tej chwili już planują odwet, który nie koniecznie musi mieć miejsce w Polsce. Znów zginą niewinni, a pseudo dziennikarze doszukiwać się będą powodów takiego działania. Za przeproszeniem. – Sami sramy sobie na talerz i będziemy niestety musieli to gówno zjeść. Nie rozumiem dlaczego niektórzy dziennikarze wywalają takie brudy na wierzch. Jeśli tylko dla pieniędzy i sławy, to jest to naprawdę niepokojące zjawisko.

Nasuwa się pytanie co dalej? Czy te 15 milionów dolarów jakie otrzymali szefowie polskich służb mają wrócić do amerykanów, czy mamy płacić odszkodowania na rzecz terrorystów z Al-Kaidy? A może nasi żołnierze w ramach przeprosin mają wspomóc terrorystów i wstąpić w ich szeregi, walcząc z amerykanami? Jest wiele pytań, na które nie ma w tej chwili odpowiedzi. Tak naprawdę nie wiadomo co dalej z tym zrobić, jakie będą konsekwencje dla Polski i czego się spodziewać. Nie rozumiem jak to się dzieje, że takie informacje wyciekają do prasy i jaki mają cel. Czy chodzi tylko o dyskredytowanie Polaków w oczach międzynarodowej opinii społecznej, czy to tylko tani temat, by zbić kapitał dziennikarski i finansowy?

Trynkiewicz kontra demokracja

24 stycznia 2014
Kategoria: Polityka

W demokracji wkurwia mnie tylko jedna rzecz. – Bezradność. Gdy w latach osiemdziesiątych Mariusz Trynkiewicz zgwałcił czterech chłopców i wszystkich zabił, został skazany na karę śmierci. Ponieważ wtedy panował w Polsce ustrój komunistyczny, który w roku 1989 został obalony na rzecz demokracji, wprowadzono amnestię dla wszystkich skazanych na śmierć. Zamieniono więc kary największym zwyrodnialcom na 25 lat pozbawienia wolności. Niestety po upadku PRL-u, nie było kary dożywocia, wprowadzono ją dopiero w 1997 roku.

Rozumiem, że w czasach „komuny” więzienia kojarzyły się z więźniami politycznymi. Wszyscy więźniowie zostali więc poddani amnestii, nie patrząc na to czy siedzi w więzieniu za gwałt, morderstwo, pedofilię czy za kradzież cukierków. Wszystkich bez wyjątku potraktowano tak samo. Dziś, po 25 latach stoimy przed problemem, bo wielu z tych skazańców takich jak wspomniany wcześniej Trynkiewicz, będą lada dzień wychodzić z więzień. Mówi się o tym w mediach od tygodni, a wszyscy począwszy od polityków, po psychiatrów, psychologów, biegłych, policję i zwykłego Kowalskiego są bezradni. To, co 25 lat temu zostało zrobione jednym pstryknięciem palca, mam na myśli amnestię, dziś przychodzi z wielkim bólem, niemożnością, bezsilnością, bezradnością i wreszcie kpiną.

Seryjny morderca i pedofil będąc w więzieniu powiedział, że nadal będzie to robił, a politycy mają związane ręce i nie mogą nic zrobić. W dodatku pozarządowe organizacje praw człowieka mówią jednym głosem. – Przecież wkrótce odsiedzi swoją karę i będzie wolnym człowiekiem. Bezradność wszystkich możnych sprawia, że pan Trynkiewicz będzie pod całodobowym nadzorem policyjnym. Będą siedzieć pod jego drzwiami, oknem i wszędzie za nim chodzić. I wiecie co usłyszałem? Że to dobrze, że Trynkiewicz będzie miał ochronę, bo ludzie mogliby go zlinczować! I przez te dwa tygodnie nikt, ale to nikt nie martwił się o to, że może zgwałcić i zabić kolejne dziecko. Najważniejsze jest to, że Trynkiewicz wyjdzie na wolność, będzie miał darmową ochronę i będzie sobie drwił z władzy.

Za komuny złapano pedofila i mordercę zarazem i skazano go na karę śmierci. Następnie użyto amnestii i zmniejszono wyrok na 25 lat więzienia, a teraz żyjemy w prawdziwej demokracji, w której każdy jest ważny tak samo. – Dzieci, Polacy i Trynkiewicz. Ten człowiek nigdy nie znajdzie sobie miejsca w tym kraju. Nikt mu nie da pracy i nie będzie potrafił się przystosować do normalnego życia po 25 latach odsiadki, ze skłonnościami pedofilskimi i morderczymi zapędami. To zwyrodnialec, który zawsze już taki będzie, a ludzie na jego widok rzucać będą kamieniami. I wiecie czego się obawiam? Że Trynkiewicz w ramach ułożenia sobie życia na nowo dostanie nowe nazwisko, mieszkanie i pracę. A my Polacy będziemy drżeć o swoje dzieci, które mogą być przez takiego człowieka wykorzystane i zamordowane. Ale trzeba to będzie zrozumieć, w końcu żyjemy w ustroju demokratycznym…

„Minister do dymisji”

21 stycznia 2014
Kategoria: Polityka

Zapewne doskonale wiecie, jak wygląda teraz sytuacja pogodowa. Temperatura ujemna, padający deszcz i śnieg oblodzone samochody, które trzeba „drapać” 20 minut, śliskie chodniki i ulice, zerwane linie energetyczne i łamiące się drzewa. Ludzie korzystający z samochodów pytają gdzie są drogowcy? Piesi pytają gdzie są dozorcy? Ci którzy nie mają prądu pytają gdzie jest energetyka? Podróżujący pociągami stojący gdzieś w szczerym polu zastanawiają się, dlaczego nie jadą? Na końcu jest opozycja, która już zbija kapitał polityczny, obwiniając za wszystko ministrów.

Z całym szacunkiem dla wszystkich czytelników tego bloga. Ale jeśli nie jesteś w stanie pojąć, że oblodzone przewody energetyczne są problemem dla prawidłowego funkcjonowania kolei, za które w dodatku oskarżasz ministra transportu, to albo jesteś bezwzględnym krytykiem wszystkiego – bo tak najłatwiej, albo głupcem. W tej chwili oblodzenie jest tak uciążliwe, że nie jestem w stanie przed garażem zerwać nawet cienkiej warstwy śniegu i lodu, a skrobanie samochodu do prawie półgodzinna męczarnia. Kto za to odpowiada, ja czy minister transportu?

Warto trochę zwolnić z zapędami, kto jest winny temu, że pogoda jest taka a nie inna. Pociąg bez prądu nie pojedzie, a my bez kilofa nie zdrapiemy lodu z chodnika. Ktokolwiek by był dziś ministrem transportu, każdemu oberwałoby się za ten paraliż, bo nikt, nawet szanowny pan Kaczyński nie podnieciłby na tyle linii energetycznej kolei, by ją rozgrzać do czerwoności. – Są też tacy, którzy w to wierzą, ale pozostawmy fanatyzm na inną okazję.

Złą i kompromitującą rolę odgrywają sami dziennikarze, którzy krytykują PKP za kilkunastogodzinne opóźnienia pociągów. Rozumiem, że nasza kolej nie jest idealna, że pociągi spóźniają się z powodu deszczu, śniegu, mrozu, a nawet upału. W tym jednak przypadku nie ma powodów do radości i ironicznego śmiechu. Padający deszcz i temperatura lekko poniżej zera to najgorsza możliwa sceneria pogodowa. Oblodzone linie energetyczne, słupy czy gałęzie drzew są kilkukrotnie cięższe niż zwykle, a dodatkowy choćby lekki wiatr powoduje ich zerwanie. Siedząc sobie w ciepłym studio radiowym łatwo jest krytykować wszystko i wszystkich, a gdy jeszcze mówi się to, co chcieliby usłyszeć słuchacze, to już jest bajka.

Niestety. Politycy to kolejni frajerzy, którzy podburzają zwykłych szarych obywateli i uprawiają swoją „degrengoladę”. Wierzą w to, że zmianą ministra transportu osiągną odwilż, a pociągi zaczną kursować zgodnie z rozkładem jazdy. Gdybym więc miał możliwość być premierem Tuskiem, to w przyszłym roku (jeśli wygra wybory), na ministra transportu powołałbym kogoś z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwość, by zaraz po opóźnieniu pociągu, zdymisjonować go ze stanowiska. Temat ten wkrótce umrze (i bardzo dobrze) śmiercią naturalna tak samo, jak umarł już przetarg na wysokość kar dla pijanych kierowców, padlina przerabiana na kiełbasy, sól przemysłowa w produktach spożywczych, czy choćby bezradność państwa polskiego w zatrzymywaniu w więzieniu najniebezpieczniejszych przestępców…

Koniec abonamentu RTV

15 stycznia 2014
Kategoria: Media

Już niedługo skończy się wymigiwanie od płacenia abonamentu RTV, bo zwyczajnie zostanie zniesiony. Ale nie martwcie się, świat to nie próżnia i zostanie powołana do życia nowa opłata zwana audiowizualną. Płatność zależna będzie od posiadanego licznika elektrycznego lub od adresu – co jest jeszcze tematem ustaleń. Opłata ma wynosić 10-12 złotych miesięcznie, a przy opłacie za rok z góry nie więcej niż 100 złotych.

Podstawą do ściągalności opłaty audiowizualnej nie będzie już posiadanie telewizora, komputera, tabletu czy telefonu komórkowego, na których można odbierać dziś telewizję. Nie będzie więc już konieczności rejestrowania posiadanego odbiornika radiowego bądź telewizyjnego. Jak podkreślił minister Zdrojewski, opłata pobierania będzie nie tak jak teraz za posiadanie odbiornika, ale za możliwość odbioru programów.

Co ważne nie tylko telewizja publiczna będzie korzystać z tych środków. Szacuje się, że w pierwszym roku 10% z wpływów zostanie przeznaczona na programy misyjne tworzone przez stacje komercyjne. Z tytułu opłaty audiowizualnej ma się też zmniejszyć ilość emitowanych reklam na kanałach Telewizji Polskiej.

W internecie wybuchł szał, że abonament będzie musiał płacić każdy i już nazywa się go haraczem. Osobiście uważam, że jeśli rzeczywiście to będzie kwota 10 złotych miesięcznie, a TVP zmniejszy ilość reklam i zwiększy „misyjność” to opłata ta będzie do przyjęcia. Mając na myśli „misyjność” nie mam na myśli kolejnego programu typu „Taniec z gwiazdami”, a konkretne programy mające na celu edukować Polaków i informować o wszystkich ważnych zmianach w prawie.

Ponieważ jestem zdania, że w szkołach uczy się nas dosłownie i w przenośni o „dupie Maryni”, to Telewizja Publiczna powinna przejąć część edukacji. Programy typu jak założyć firmę, czym jest ZUS, jak wypełniać PIT czy choćby programy typu jak się zachować podczas wybuchu pożaru, wypadku czy choćby do banalnych – na co zwrócić uwagę przy zakupie samochodu, mieszkania czy przejmowania spadku.

Może to głupie co wcześniej napisałem, ale gwarantuję, że część z Was nie ma pojęcia o wielu tych sprawach tak samo jak ja. W szkole najważniejsze były takie informacje jak budowa dżdżownicy, jak Jagnę z powieści „Chłopi” wywozili na taczce gnoju, albo czym różni się sinus od tangensa. To nie ważne, że nic z tego nie pamiętacie, albo przypomina Wam się jedynie to, jak dostawaliście „pałę” za niewiedzę.

Dlaczego telewizja powinna przejąć pałeczkę edukacyjną? Bo dociera do niemal 100% mieszkańców, a interesujące porady zapewne zapadłyby w pamięć na dłużej, a niekiedy oprócz zwykłej wiedzy, mogłyby ocalić komuś życie w trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Gdyby tak rzeczywiście było, to opłatę audiowizualną uznałbym za słuszną i sprawiedliwą.

Obowiązek posiadania alkomatu w samochodzie

12 stycznia 2014
Kategoria: Polityka

Polityka w naszym kraju od lat jest brudna. W sumie to chyba jedyna dziedzina, która nie cieszy się wielkim zaufaniem społecznym. Gdy do tego dołożymy pomysły polityków, którzy przez prawie dwa tygodnie licytują się w pomysłach na karanie pijanych kierowców, to zaczynamy się zastanawiać, czy Sejm nie jest okrągły dlatego, że przypomina cyrk. Kara śmierci, dożywocie, konfiskata samochodu, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, to tylko niektóre z pomysłów na karanie pijanych kierowców.

Najdurniejszy pomysł o jakim usłyszałem padł jednak z ust premiera Tuska. – „Od 2015 roku chcemy wprowadzić obowiązek posiadania alkomatu w samochodzie.” I zadaje sobie niegrzeczne pytanie – po jaką cholerę? Może jeszcze wprowadźmy obowiązek posiadania gumy do żucia, by zmniejszyć smród alkoholu, tabletki na kaca lub piwo, gdy zajdzie potrzeba popić wczorajsze balety?

Wyobrażam sobie, że Chińczycy na wieść o obowiązkowym posiadaniu alkomatów przez polskich kierowców uruchomili już nowy „obóz pracy” i produkują masowo te urządzenia za 5 złotych. Zostaną zapakowane do kontenerowców i zaleją nasz rynek. Szef chińczyk zarobi miliony, pracownicy nabawią się choroby, a my Polacy zapłacimy VAT. Państwo zbije fortunę na podatku, a my uszczuplimy swój budżet o kilkadziesiąt lub kilkaset złotych.

Byłem przekonany, że kary mają dotyczyć tylko i wyłącznie kierowców jadących po wypiciu alkoholu. Tymczasem zostanie na nas nałożona kara zbiorowa. Wszyscy będziemy ukarani za to, że jeździmy samochodem. I jeśli naprawdę dajecie wiarę w to, że pijak zanim wyjedzie sprawdzi stan trzeźwości, to jesteście w błędzie. Używać go będą tylko ci, którzy następnego dnia po libacji z ciekawości będą chcieli zbadać ile mają promili w wydychanym powietrzu. Dla alkoholika, który jeździł i nadal jeździ na podwójnym gazie, będzie on pełnił w samochodzie rolę statysty.

Jeśli tak durny przepis zostanie wprowadzony w naszym kraju to już zastrzegam, że nigdy nie kupię alkomatu i nie będę go woził w samochodzie. Zastanawiam się tylko, czy dostanę za to od władzy karę wyższą niż prawdziwi przestępcy, którzy jeżdżą bezkarnie po spożyciu alkoholu, czy dla przykładu dostanę dotkliwą karę finansową, a może kara więzienia w zawieszeniu będzie bardziej miarodajna? Wydaje mi się, że na niektóre pytania nie trzeba odpowiadać by wiedzieć, że pomysł Donalda Tuska jest idiotyczny.

Nowi właściciele Legii Warszawa

10 stycznia 2014
Kategoria: Blog

Grupa ITI z prezesem Walterem na czele, sprzedała udziały Legii Warszawa panu Leśniodorskiemu i Mioduskiemu. Obaj panowie w ramach wyjaśnień postanowili zorganizować konferencję prasową, na której odpowiadali na pytania dziennikarzy. Dowiedzieć się z niej można wielu ciekawych rzeczy, takich jak choćby plan budowania silnego klubu w Europie i profesjonalnej akademii piłkarskiej.

Chciałbym się jednak zająć sprawą nieco inną, a mianowicie kibicami Legii Warszawa. Z wideo konferencji wynika, że pan Mioduski to facet z klasą, umiejący się wypowiadać, przyjmujący prostą postawę ciała. Profesjonalista pod każdym względem. Po jego lewej stronie siedzi drugi właściciel Legii, który wyglądał jak Lucky Luck przed speluną gryząc źdźbło trawy. Jego wypowiedzi nie dość, że niewyraźne, to w dodatku wypowiadane na luzie, jakby mówił o worku mleka, który kupił dwa dni temu i nie było już o czym gadać. Co prawda to nie świadczy o jego profesjonalizmie, ale widać wielką różnicę, między oboma panami.

Różnice między nimi to nie tylko wizerunek. Pan Leśniodorski pracował w Legii już jakiś czas, a pan Mioduski dopiero wchodzi w ten biznes. Różnice polegają na tym, że ten starszy stażem już wie co nieco o swoich kibicach, a ten drugi zdaje się tego nie widzieć. Dwóch panów chce stworzyć wielki klub, który będzie w przyszłości regularnie grał w europejskich pucharach. Muszą zbudować akademię, zatrudnić fachowców od prowadzenia klubu i powoli wdrażać zmiany.

Boję się, że trudno będzie panu Mioduskiemu przełknąć jeden fakt, że należy także pozbyć się ludzi z trybun, którzy dumnie sami nazywają się kibicami, a są zwyczajnymi bandytami. To tacy ludzie, którzy jadą z Legią wszędzie i demolują co się da. Mieliśmy już tyle pokazów z ich strony, że już nawet nie wiem, o którym napisać. Zdaje się, że Pan Walter miał ich już dość i postanowił sprzedać klub. Obawiam się, że pan Mioduski też wreszcie pęknie, bo gdy zwróci uwagę „złym” kibicom, ci zapewne odwrócą się od Legii, a na trybunach będzie pustka i cisza. No chyba, że rzeczywiście powstanie wielki klub, który przyciągnie nowych kibiców w miejsce tych „złych”.

Mam wrażenie, że Warszawa nie będzie dumna z Legii tak długo, jak długo będą na mecze przychodzić niereformowalni pseudokibice tego klubu. Prezesi będą budować klub, sprowadzać zawodników, a tymczasem mecze w lidze europejskiej lub lidze mistrzów odbywać się będą bez udziału kibiców. Zamiast zbijać pieniądze z biletów i praw do transmisji meczów, będą co najwyżej mieć grobową atmosferę i poczucie, że coś poszło nie tak. A to już tylko wstęp do tego, by zaniechać dalszych działań i ponownie sprzedać klub. Mam nadzieję, że historia jednak nie zatoczy koła i moje prorocze zapowiedzi nie spełnią się. Choć nie jestem wielkim fanem Legii, to czekam jednak na jakiś wielki krok, by Polska piłka nie była zieloną wyspą w Europie, na której nikt nie chce grać.

„W życiu żałujemy tylko tego, czego nie spróbowaliśmy”

6 stycznia 2014
Kategoria: Blog

Kojarzycie tekst z tytułu? To fragment reklamy razowego kwasu chlebowego, który mocno mnie zaintrygował. Będąc w sklepie natrafiłem na ten napój i mimo mojego wewnętrznego sprzeciwu, postanowiłem go kupić. Nastawiony byłem sceptycznie, ale pomyślałem, że kupię, spróbuję i napiszę o tym. Co prawda to przeżycie było o wiele mniej miłe niż jazda na stu metrowej wysokości diabelskim młynie, ale smak kwasu chlebowego mocno mnie zaskoczył.

razowy kwas chlebowySpodziewałem się kwaśnego i gorzkiego smaku, który będzie mnie odpychał. Otworzyłem butelkę, powąchałem, odskoczyłem i pomyślałem – a co tam, niech się dzieje wola Boża. Zdziwiłem się, że ten napój jest gazowany. Wlewając go do szklanki robi się w niej piana do połowy jej wysokości, coś na wzór Pepsi czy Coca-Coli. Jednak ta pianka wizualnie wydaje się być delikatna i utrzymuje się o wiele dłużej. Na początku walory zapachowe kwasu chlebowego nie zrobiły na mnie wrażenia. Wręcz przeciwnie, napój odpychał wonią i byłem już pewien, że wpis na blogu będzie krytyczny dla tego trunku.

Spróbowałem najpierw pianki, dotarłem do napoju i poczułem smak słodki, gorzki, przyjemny i nieprzyjemny. Uczucia mieszały się tak jak bąbelki w napoju. Po dwóch łykach miałem ochotę go wylać, ale zwyczajnie nie chciało mi się iść do kuchni. Po kilkunastu minutach miałem ochotę ponownie się go napić. Przełamałem więc lody i po raz kolejny spróbowałem. Pierwszego dnia wypiłem dwie szklanki, a następnego dnia o poranku biegłem już do lodówki po więcej.

Ten napój zaskoczył mnie pod każdym względem. Po pierwsze sięgnąłem po produkt spożywczy tylko dlatego, że spodobało mi się hasło reklamowe. Po drugie przełamałem swoją niechęć do napoju, którego nazwa mówiła mi, że to kwas. Po trzecie kilka lat temu moja mama kupowała kwas chlebowy, po którym omal nie zwymiotowałem. Wróciłem więc do produktu, który z góry skazałem na porażkę. O dziwo, pijam go od czasu do czasu i nie przeszkadza mi jego smak ani zapach. Zdarzyło mi się nawet wąchać pustą butelkę. Zaczynam się czuć jak alkoholik, który w desperacji wsadzi język do dna butelki po jedną kropelkę. Z całego serca polecam spróbować kwasu chlebowego i piszę to tylko dlatego, że mi naprawdę smakuje. To nie jest wpis sponsorowany, ani żadne takie duperele. Aha. – Kwas chlebowy występuje w kilku smakach, ja piłem tylko ten o smaku śliwkowym.

Kto da więcej, czyli jak wyeliminować pijaków za kierownicą?

2 stycznia 2014
Kategoria: Polityka

Temat pijanego kierowcy, który w Kamieniu Pomorskim wjechał na chodnik i zabił 6 osób i dwie ranił, nie daje się zamknąć. Temat podniesiono do rangi tych najważniejszych i wszystkie media żyją nim już drugą dobę. Politycy się licytują kto jest dobry, a kto zły. Ile taki przestępca powinien siedzieć lat w więzieniu i na ile lat powinno się zabierać prawo jazdy. Opozycja grzmi od propozycji i zaczyna popadać w paranoję. Socjolodzy mówią o przyzwoleniu społecznym na jazdę po alkoholu, a w rzeczywistości cała szara Polska grzmi i huczy o tym wydarzeniu.

Wszystkich polityków, socjologów, psychologów i mądrych tego świata, którzy mieli już szansę wypowiadać się w mediach przyćmił jeden człowiek – Janusz Popiel. Powiedział on w programie TVP.info, że na 226 osób skazanych za wypadek pod wpływem alkoholu, 213 zostało skazanych na karę więzienia, z czego 73 w zawieszeniu, a tylko cztery karę powyżej 8 lat. W moim przekonaniu nie ma sensu karać pijanego kierowcy na 25 lat, ani na dożywocie. No chyba, że przyzna się do tego, że celowo wbił się w ludzi.

Politycy już zaczynają wymyślać, ile lat więzienia powinno się dać pasażerce za to, że przyzwoliła na kierowanie pojazdem pijenemu mężczyźnie. W programie na żywo w TVP.info, w którym wypowiadają się widzowie padł nawet pomysł, by karać sprzedawców, którzy sprzedali alkohol kierowcy. Jeden z ratowników medycznych na TVN24 powiedział, że ludzie korzystają z gier komputerowych, a później wsiadają do samochodu i myślą, że mają dwa życia.

A ja chciałbym powiedzieć wprost. Dość obłudy politycznej, dość pierdolenia o „dupie Maryni”, gdy mówi się o ludzkim życiu. Nie wierzę, że zwiększenie kary dla pijanych kierowców przyniesie jakąkolwiek zmianę. Karanie sprzedawców za sprzedaż alkoholu, albo wmawianie nam szarym obywatelom, że jesteśmy tak głupi, iż wierzymy w kilka żyć tak jak ma to miejsce w grze, to dla mnie zwykła obraza i zwyczajny chłam tych, którzy uwążają się za lepszych.

Jest gatunek ludzi pojebanych, których nie zmieni nawet świadomość dożywotniego więzienia. Myślicie, że pijak przed odpaleniem samochodu pomyśli o tym ile mu grozi lat więzienia za to przewinienie? Politycy szukają i licytują się na wysokość kary, podsuwają pomysły konfiskaty samochodu i inne pierdoły. Tymczasem sądy wymierzają brutalnie niskie kary. Więzienne cele zapełniały się rowerzystami po piwie, którzy jechali gdzieś na wsi po polnych drogach. Tymczasem pijani kierowcy samochodów dopuszczają się recydywy i dopiero wypadek z ich udziałem sprawia, że lądują w więzieniu.

Jestem zdania, że kara powinna być zależna od ilości promili we krwi oraz rodzaju przewinienia. Powiniem to być stały taryfikator, jak w przypadku mandatów za szybką jazdę. Tak, aby każdy wiedział co za to grozi i był bezwzględnie karany. W dodatku upubliczniłbym wszystkie dane przestęcy wraz z wizerunkiem w lokalnej prasie, a w szczególnych przypadkach w telewizji. Szkoda, że w Kamieniu Pomorskim nie było żadnego fotoradaru na tej ulicy. Może to mżonka, albo moja głupia wiara w działanie tego urządzenia, ale gdyby stało tam gdzie doszło do wypadku, to może kierowca opamietałby się i jechał wolniej? Ale nie, fotoradary robią na cały etat na autorstradach i pustyniach, gdzie ujrzenie człowieka to taka sama sensacja jak ujrzenie rekina w Bałtyku. I nadal będziemy słuchać głuchego gadania o karach, o fotoradarach i celu ich działania, a tymczasem sędziowie wymierzać będą śmieszne kary, a fortoradary będą stały jak dziwki – w lasach.

stat4u