Grudzień 2013

Jak ja nienawidzę świąt!

26 grudnia 2013
Kategoria: Blog

Doskonale pamiętam rok 2006, w którym poszedłem do wojska. Był to rok, w którym moja mama zachorowała na nowotwór. Pamiętam ten rok szczególnie, bo bałem się, że będą to ostatnie święta Bożego Narodzenia z jej udziałem i pierwsze bez moich. Byłem pewien, że spędzę je na wojskowym wikcie. Na święta do domu nie mogli jechać wszyscy żołnierze, padła więc komenda – musicie podzielić się na dwie równe grupy. Jedni jadą do domu na Wigilię, drudzy na Sylwestra. Jako młody stażem wojak, byłem przekonany, że wszyscy będą chcieli jechać do chaty na święta. W takim przypadku idąc „falowo” trzeba podporządkować się starszym żołnierzom. O dziwo ci, woleli jechać do domu na Sylwestra, co mnie zarazem ucieszyło i zaszokowało.

Do tej pory nie mogłem zrozumieć, dlaczego ci ludzie woleli jechać do domu na Sylwestra? Przecież święta Bożego Narodzenia spędzone poza domen to największa katastrofa jaką można było przeżyć, a spędzając je w koszarach wojskowych to wizja mojego armagedon. Dołączając do tego okoliczności rodzinne w jakich zostałem postawiony, czułem się jak żołnierz stojący pod murem, w którego zaraz wypalą salwy ognia za dezercję.

Pojechałem do domu na święta i co najważniejsze, nie były to ostatnie święta z udziałem mojej mamy. Udało się przeżyć je raz jeszcze w następnym roku. – Niestety, więcej nie było nam dane spędzać ich razem. Kolejne święta bez udziału głowy rodziny były straszne i smutne. Następne nudne, a kolejne bez klimatu. Minęło już kilka lat i zbliżające się święta, zamiast mnie cieszyć, zwyczajnie mnie irytują.

Wyjeżdżasz na zakupy – brak miejsc na parkingu. Wchodzisz do sklepu, kolejka w mięsnym na dziesiątki metrów, a przy kasie ludzie z pełnymi koszami. Jedziesz przez miasto 20 km/h w miejscu, w którym śmiało można jechać 50. Na krzyżowaniach korki, na prostej maruderzy, a w domu – czeka cię gruntowne sprzątanie. Mieszają się wszystkie możliwe zapachy. Od tych, którymi czyści się kible, po te przyjemniejsze jak zapachy potraw, które od kilku dni przyprawiają cię o mdłości.

O gotowaniu nie wspominam, bo w ogóle się na tym nie znam i tego tematu się nie tykam. Jednak kobiety kilka dni pieką ciasta, przygotowują potrawy, stół Wigilijny, a później to wszystko sprzątają. Co roku trzeba wysłuchać dennych życzeń, w których życzy się to samo, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Dochodzi do masowych morderstw ryb i choinek. Te pierwsze trzyma się w wannie, a później wali się młotkiem w głowę. Te drugie się wyrąbuje i trzyma w gorącym pokoju. Nikt z obchodzącycvh te święta w moim domu nie wspomina o Jezusie, nie śpiewa kolęd i nie chodzi do kościoła. Dla nas to święto to zwykła tradycja i nic więcej.

Zrozumiałem, że ci żołnierze, którzy woleli jechać do domu na Sylwestra, mogli mieć nieciekawą sytuację. Może nie mili rodziców, a może któreś z nich nadużywało alkoholu, albo zwyczajnie i po ludzku musieliby się wziąść za sprzątanie? Zrozumiałem też, że święta te rządzą się swoimi prawami. Nasi rodzice z wielkim bólem i w męczarniach przygotowywali świąteczny nastrój, by było w domu przytulnie, pod choinką wiele prezentów i by dzieciaki były szczęśliwe. Gdy rodzice odchodzą, szczęście zanika i znajduje się je we własnej rodzinie – żonie i dzieciach, bo to dla nich tworzy się ten magiczny klimat świąt. W przypadku takim jak mój, bez żony i dzieci, święta nie mają prawa być już częścią radości i przyjemności. Czy naprawdę ktoś oprócz dzieci, ma prawo czuć się w święta Bożego Narodzenia szczęśliwy?

Czy warto kupować na raty przez internet?

20 grudnia 2013
Kategoria: Blog

W desperacji człowiek zdecyduje się na wszystko. Najpierw chciałem kupić komputer Apple Mac Mini w oficjalnym sklepie iSpot, następnie w MediaMarkt i na końcu w Neonet. Gdy okazało się, że chwilowo w żadnym sklepie go nie ma, zdecydowałem się na zakup przez internet. Trochę szkoda mi było wydać 2,500 złotych za jednym zamachem, zdecydowałem więc skorzystać z możliwości zakupu na raty.

Zamówiłem towar w sklepie i jako formę płatności zaznaczyłem „raty”. Następnie wypełniłem wniosek na stronie banku. Następnego dnia zadzwonili do mnie i potwierdzili wszystkie dane oraz oznajmili mi, że raty zostały zaakceptowane przez bank. Zadzwonili ponownie kilka godzin później czytając mi regulamin, który musiałem słownie zaakceptować. Oznajmili, że następnego dnia przyjedzie do mnie kurier z dokumentami do podpisania. Podpisałem, dołożyłem wymagane dokumenty (w moim przypadku ksero dowodu osobistego), włożyłem w kopertę zwrotną i wysłałem.

Aby obniżyć wysokość odsetek, zdecydowałem się na wpłatę własną w wysokości 1000 złotych, a resztę 1500 złotych rozłożyłem na raty. Ten tysiąc musiałem wpłacić na konto sklepu, w którym kupowałem. W sumie zapłacę za ten produkt 145 złotych odsetek, więc raty pod względem finansowym są jak najbardziej korzystne i co do tego nie mam zastrzeżeń. Najgorszy był jednak czas oczekiwania na załatwienie wszystkich formalności. Po trzech dniach od zakupu bank otrzymał ode mnie podpisane papiery, szóstego dnia potwierdził w sklepie o przyznaniu mi pożyczki, siódmego wysłali towar, a ósmego dnia od momentu zakupu przywiózł mi go kurier.

Odpowiadając więc na tytułowe pytanie, czy warto kupować na raty przez internet? Z finansowego punktu widzenia wyszedłem dobrze. Odsetki w wysokości 145 złotych za roczny okres płatności to naprawdę dobra opcja. Najgorsze jest jednak to czekanie na towar. Siedzisz napalony na nowy komputer, a tu trzeba czekać. Następnym razem mocno się zastanowię, czy kupię coś przez internet na raty. Jeśli byłyby to buty, koszula, spodnie czy inne badziewie to nie widzę problemu, ale jeśli chodzi o towar nie cierpiący zwłoki, to pewnie nie zdecyduje się na ponowny zakup. To ciągnące się oczekiwanie na produkt, którego nie można się doczekać skutecznie niszczy frajdę z tego, co ma się za chwilę posiadać. Choć przyznaję, że 8 dni od momentu zakupu do realizacji to nie jest aż tak długi okres czasu wliczając w to sobotę i niedzielę.

Reasumując. – Formalności poszły szybko i sprawnie, za co przyznaję punkt na ich korzyść. Czekanie jest obłędne i paranoiczne, więc stawiam punkt na niekorzyść rat. W sumie raty przez internet oceniam na 1:1, czyli neutralnie. Nie liczę jednak na dogrywkę, a raty przez internet wziąłem z braku dostępności Maca Mini w tradycyjnych sklepach.

P.S.
Zapewne niedługo się odezwę na temat tego, co myślę o nowym Apple Mac Mini.

„Chce pan torebkę?”

17 grudnia 2013
Kategoria: Blog

Załóżmy, że robisz zakupy w dużym centrum handlowym, w którym są dziesiątki sklepów – mniejszych bądź większych. Sprzedawcy na wejściu mówią dzień dobry, podchodzą do Ciebie, bo kręcisz się jak gówno w przeręblu, więc pytają czy mogą w czymś pomóc. Są mili i uśmiechnięci, więc i Ty robisz zakupy z przyjemnością. Wybierasz produkty za 50, 100, a może 200 złotych. Podchodzisz do kasy z wrażeniem, że obsługa jest miła, a sklep jest przytulny i nagle słyszysz pytanie: – „Podać torebkę?”. I aż chce się na to odpowiedzieć: – Nie kurwa! Wezmę w kieszeń! Jeśli będziecie chcieli torebkę, to doliczą Wam do rachunku 30 groszy. To nazywa się szczyt bezczelności.

Jeśli właściciel sklepu nie chce ponieść kosztów związanych z obsługą klienta, a co za tym idzie z jego zadowoleniem z zakupów do samego końca, to niech zamknie ten interes. Gdybym prowadził sklep, to wstydziłbym się zaoferować klientowi płatną reklamówkę. Cieszyłbym się, że przyszedł do mnie na zakupy, więc z przyjemnością dałbym mu ją za darmo nie pytając czy chce.

Gdyby tego było mało, płacę za reklamówkę bądź papierową torbę, a na niej widnieje nazwa sklepu. Do cholery nie chcę płacić za torbę z reklamą! Nie dość, że zapłaciłem za towar, kupiłem reklamówkę, to jeszcze paraduję z reklamą przez całe miasto. Jeśli takich rzeczy uczą mistrzowie marketingu i „pijaru”, to mam wrażenie, że zbyt nadgorliwie wykonują swoją robotę, zapominając o kliencie. A jeśli to wymysł właściciela, który jeździ luksusowym samochodem i mieszka w ekskluzywnym domu, to czy ubyłoby mu coś z tego wielkiego kawałka tortu, gdyby dał reklamówkę wartą 30 groszy swojemu klientowi? Nie sądzę.

Słyszałem też opinię, że reklamówki płatne są nie dlatego, że są ekologiczne, czy że nagle stały się takie drogie. Płacąc za każdą torbę, nie będziemy chętni do ich kupowania, a później składowania na wysypiskach. Czyli miało być ekologicznie, a stało się drogo i żenująco. Ale to tylko moja opinia…

Prawa transmisji EURO 2016 w Cyfrowym Polsacie

14 grudnia 2013
Kategoria: Media

Najważniejsi ludzie w telewizji Polsat na specjalnej konferencji prasowej poinformowali widzów, że wszystkie mecze eliminacyjne oraz turniej finałowy EURO 2016, który odbędzie się we Francji, transmitowane będą na kanałach Cyfrowego Polsatu. Stacje Polsatu wykupiły również prawa do transmisji wszystkich meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata w 2018 roku w Rosji. – W sumie przez 4 lata Cyfrowy Polsat wyemituje ponad 500 meczów piłkarskich. W turnieju EURO 2016 we Francji po raz pierwszy zagra 24 zespoły, a nie 16 i rozegranych zostanie 51, a nie 31 meczów. – Czy wszystkie będą kodowane?

Właściciel Polsatu pan Solorz-Żak ma prawa piłkarskie i prawo do bycia dumnym z tego powodu. Niestety, ja jako kibic nie ciesze się już tak bardzo. Nie lubię oglądać meczów w telewizji Polsat, bo zwyczajnie nie lubię ich komentatorów i jakoś nie mogę znaleźć w ich transmisjach unikalnego klimatu, który towarzyszy reprezentacji Polski. Poza tym trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że większość tych meczów będzie kodowana. Co prawda duża część Polaków ma dostęp do cyfrowego Polsatu, ale nie wszyscy. Co to oznacza?

Wszystkie mecze eliminacyjne, z wyjątkiem tych z udziałem polskiej kadry, będą kodowane. Tym się akurat nie martwię, bo jakoś nie mam ochoty oglądać spotkań innych reprezentacji. Warto podkreślić, że mecze z udziałem reprezentacji Polski nie będą kodowane nie dlatego, że to taki gest ze strony właścicieli Polsatu, a specjalnej ustawy. Podobnie jest z samym turniejem finałowym mistrzostw Europy. Wszystkie mecze, oprócz tych z udziałem Polskiej reprezentacji oraz meczu otwarcia, półfinałów i finału będą musiały być transmitowane na antenie niekodowanej, bo tak nakazuje polskie prawo.

Gdy usłyszałem o tym, że Polsat ma prawa telewizyjne do transmitowania meczów eliminacyjnych i turnieju EURO 2016, poczułem się tak, jakbym dostał z otwartej dłoni w twarz. Nie kupię Cyfrowego Polsatu tylko dlatego, by oglądać to, za co Polsat wyłożył pieniądze (nieoficjalnie mówi się o 35 mln euro). Włodarze stacji zapowiadają, że nie mają jeszcze planu na to, które transmisje będą kodowane, a które nie i uzależniają to w dużej mierze od ilości reklamodawców. Telewizja Polska nie wykupiła tych praw, bo prezes po raz kolejny chce dać abonentom pstryczka w nos. – Nie płacicie, nie oglądacie. Ale to w „publicznej” standard, więc teraz czas poczekać, jak zaprzestaną nadawać „M jak Miłość”, by reszta nieobudzonych abonentów sięgnęła do portfela. Albo będzie to strzał w dziesiątkę, albo strzał w stopę.

Dlaczego tajfuny i huragany nazywa się ludzkimi imionami?

8 grudnia 2013
Kategoria: Blog

Od momentu gdy Europę odwiedził orkan nazwany „Ksawery” zacząłem się zastanawiać, dlaczego nadaje się tym niszczącym zjawiskom imiona. Okazuje się, że najpierw huragany i tajfuny oznaczane były literami greckiego alfabetu, ale szybko ich zabrakło. Australijski meteorolog Clement Wragge nazywał te zjawiska imionami znanych polityków. Oczywiście sprawa ta skończyła się w sądzie, więc nadawał huraganom imiona ich żon. – To głównie imionami kobiet nazywa się te zjawiska atmosferyczne. Dlaczego więc orkan nazwano męskim imieniem Ksawery? W latach 70-tych ubiegłego wieku oburzyły się feministki, które były przeciwne nadawania huraganom wyłącznie kobiecych imion. Od tamtego czasu huraganom, tajfunom, orkanom nadaje się imiona męskie i żeńskie.

Nie zastanawiając się nad płcią huraganów i orkanów, doszedłem do wniosku że nadawanie im imion ludzkich jest jak najbardziej na miejscu. Podglądanie Ksawerego było bardzo ekscytujące i niesamowite. Na początku Ksawery lekko podmuchiwał, dawał znać że już z nami jest, niczym małe dziecko, które właśnie przyszło na świat. Następnie wiatr zaczął dawać głos świstem i gwizdem, jak dziecko uczące się mówić. Gdy już dojrzał i zaczął wiać dość mocno z coraz silniejszymi porywami, skojarzyło mi się to z dojrzewającym nastolatkiem, który od stanu normalności do wybuchu przechodzi w setną część sekundy. Te najmocniejsze zjawiska orkanu czyli bardzo silny wiatr, świecące słońce przechodzące w gwałtowne i obfite opady śniegu, aż po wyładowania atmosferyczne, skojarzyły mi się z kobietą, która dostała miesiączkę i wyżywa się na ludziach i przedmiotach ją otaczających. Na końcu gdy wiatr i opady już zaczęły słabnąć, skojarzyło mi się to z umierającym człowiekiem, po którym pozostało to co zbudował i to co zniszczył przez całe swoje życie.

Co by o orkanie Ksawerym nie napisać, przeszedł przez nasz kraj dość spokojnie i bez jakiś szczególnych zniszczeń. Ofiary śmiertelne kojarzone z tym zjawiskiem to bardziej wina urzędniczego paradoksu, niż silnego wiatru. No bo jak nazwać śmierć trzech osób w jednym samochodzie, na które spadło stare i próchniejące drzewo? Uważam, że drzewa przy drogach powinny być badane i przeglądane bardzo często i bezwzględnie wycinane, jeśli są chore lub krzywe. Niestety nie dogląda się drzewostanu przy drogach, więc dochodzi do niepotrzebnej tragedii. Zdarzają się miejsca, w których drzewa stoją kilkanaście centymetrów od ulicy, a korzenie wypychają asfalt. Niestety przy dzisiejszym natężeniu ruchu przydrożne drzewa nie spełniają już swojej roli, ale to już temat na oddzielny wpis.

Dlaczego Ukraina nie chce Unii Europejskiej?

1 grudnia 2013
Kategoria: Polityka

Od kilku dni tematem numer jeden jest fakt, że prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, nie podpisał z Unią Europejską umowy stowarzyszeniowej. Zastanawiamy się dlaczego tego nie zrobił i jakie warunki przedstawił kontrkandydat UE czyli Rosja. A zastanawialiście się kiedyś, dlaczego była premier Ukrainy pani Tymoszenko siedzi w więzieniu? Bo podpisała niekorzystną umowę z Rosją na gaz, a to wynik tego, że w 2004 roku Ukraina w tzw., „pomarańczowej rewolucji” obaliła komunę, więc Putin zwyczajnie dał do zrozumienia – nie chcecie Rosji, to za to zapłacicie.

Podobnie ma się sprawa z obecnym prezydentem. Gdyby podpisał umowę stowarzyszeniową, która tak naprawdę nie daje w tej chwili członkostwa w Unii Europejskiej, to Rosja odwróciłaby się od Ukrainy i „gazem” wprowadziła prezydenta do więzienia. Rosja stawia swoje warunki ostro. Pójdziecie do „Europy”, my zatrzymamy import waszych produktów i wykończymy wasz przemysł. A Unia Europejska zapowiedziała – nie podpiszecie teraz, to może zrobicie to później? Jedni mają twarde stanowisko, a drudzy są żałośni.

Z drugiej strony szary Polak myśli, że jedynym warunkiem wejścia Ukrainy do wspólnoty europejskiej było wypuszczenie Julii Tymoszenko. W sumie nie mówiono o żadnych innych konkretach. Propozycje ze strony Rosji choć wydają się być bardziej tajemnicze, to tak naprawdę każdy wie o gazie i imporcie ukraińskich towarów, a to ma już bezpośredni wpływ na obywateli Ukrainy. Widać, że propozycja UE była zbyt „słaba”, a jej przedstawiciele zbyt pewni, że Ukraina pójdzie do nich na kolanach.

Niestety tego typu wydarzenia i wszelkiego rodzaju protesty na Ukrainie to wydarzenie polityczne. Dziś idą ramię w ramię, ale wszystko będzie mieć swój koniec. Wkrótce ukraińscy politycy będą się oskarżać o układy z Rosją i obwiniać za złe decyzje. Najbardziej dziwi mnie fakt, że do setek tysięcy Ukraińców na placu niepodległości przemawiał kurdupel Kaczyński. Człowiek, który w 2004 roku wraz z Tadkiem Rydzykiem straszył Polaków Unią Europejską. Dziś zaprasza ją do Europy i wierzy, że dzięki temu wzrosną mu słupki popularności w Polsce.

Ukraińcy w ciągu dziewięciu lat od upadku komuny, kierują się na zachód, a nie na wschód. Już nikt im nie wciska ciemnych, pustych i propagandowych haseł, że w Polsce jest bieda, na zachodzie latają smoki, a główny wódz siedzi na Kremlu. Wiedzą, że romansując z Rosją mogą dostać jedynie tańszy gaz i eksport swoich produktów, co jest dobre tylko na dziś. Romansując z Unią Europejską inwestują w przyszłość. Zacznie się modernizacja kraju, od postawienia rolnictwa na nogi, po infrastrukturę, a szczególnie drogi, które są w tym kraju w opłakanym stanie.

Nie widzę przyszłości Unii Europejskiej bez jednego prezydenta i premiera. Bez jednej władzy w UE ciężko będzie działać sprawiedliwie. W tej chili Polska płaci za gaz najwyższe stawki w całej Unii. Gdyby była jedna umowa i jedna stawka dla całej Europy, to w razie wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej, Rosja nie miałaby wpływu na cenę gazu w tym kraju. Jeden argument zostałby odrzucony, a Unia działałaby sprawiedliwie. Niestety to tylko marzenia „ściętej głowy”.

stat4u