Październik 2013

Platini musi odejść!

28 października 2013
Kategoria: Futbol

Michael Platini – no wiecie, ten który jest prezydentem UEFA, chce aby na mistrzostwach świata w 2018 roku wystąpiły nie tak jak dotychczas 32 zespoły, lecz 40. Ten pomysł to odpowiedź na słowa szefa FIFA Seppa Blattera, który podkreślił, że Afryka i Azja zasługują na większą liczbę reprezentantów w mistrzostwach.

Potrzebujemy więcej drużyn z Afryki i Azji. Ale zamiast odbierać Europie miejsc, lepiej powiększyć liczbę zespołów do czterdziestu – powiedział Platini

Platini spieprzył już ligę mistrzów, w której rozgrywają swoje mecze wielcy i kopciuszki. Spartolił też ligę europejską, w której gra 48 drużyn i która nie przyciąga na stadiony nawet tych kibiców, których drużyny biorą w niej udział. Mistrzostwa Europy też powiększył z 16 do 24 drużyn i tak naprawdę dopiero w 2016 roku przekonamy się, czy był to dobry, czy zły pomysł. Ten sam człowiek chce teraz dopuścić do zwiększenia ilości drużyn z Azji i Afryki na mistrzostwach świata. Nie wiem, czy gra na mundialu takich drużyn jak Togo, Republika Zielonego Przylądka czy Kongo, albo z Azji takich jak Jordan, Oman czy Tadżykistan wniosą cokolwiek dobrego do mistrzostw świata?

Mam wrażenie, że Platini chce „z kopciuszkować” wszystkie możliwe rozgrywki piłkarskie do tego stopnia, że oglądanie ich będzie nudne. Nie chce mi się oglądać meczów pomiędzy Brazylią a Jordanią, albo Hiszpanią i Kongo na mistrzostwach świata. To będzie sportowa, medialna, kibicowska i mistrzowska klapa, a jeszcze gdy ogłosi się, że porażka 4:0 z Brazylią to wcale nie taki zły wynik, to będę liczył na rychły upadek takich rozgrywek. Jak sama nazwa wskazuje – mistrzostwa świata, zobowiązuje żeby grali w niej najlepsi. Nie chcę w nich oglądać meczów o nic, albo o jak najniższą porażkę. Takie mecze rozgrywane mogą być na szczeblu eliminacyjnym lub towarzyskim.

Dla mnie Platini nie jest rewolucjonistą, lecz człowiekiem który chce dawać szanse nawet tym, którzy na to nie zasługują. Czy ktoś wierzy, że dzięki zwiększeniu ilości drużyn w mistrzostwach świata z Azji i Afryki, przyniesie cokolwiek dobrego dla tych rozgrywek? Jeśli tak, to bardzo się myli. Nawet dziś oglądanie 32 zespołów to zbyt duża dawka sportowa, a gdy dołoży się jeszcze miernoty mające niewiele wspólnego z piłką nożną, to poziom tych rozgrywek rozczaruje i zapewne zniechęci do siebie wielu zapalonych kibiców…

Liga europejska, liga mistrzów

25 października 2013
Kategoria: Futbol

Trzecia kolejka słabej, nudnej i mało popularnej ligi europejskiej dobiegła końca. Piłkarze Legii jako jedyni przedstawiciele ligi polskiej przegrali trzeci mecz z rzędu, dostarczając swoim rywalom w tej grupie 9 punktów na 16 przez nich zdobytych. Legioniści nie strzelili jeszcze gola, tracąc 4. I powiem Wam, że nie martwię się tym, że Legia przegrała kolejny mecz i już o nic nie walczy. Martwi mnie to, że rządzi i dzieli w lidze polskiej, a w Europie leży i kwiczy. To dobitnie pokazuje jak nisko pod względem piłkarskim stoją nasze kluby. I choćby prezesem PZPN-u był Platini i choćby naszych grajków trenował Mourinho, to musiałoby upłynąć naprawdę wiele wody w rzece, żebyśmy mogli nie tyle coś w lidze europejskiej zwojować, ale w ogóle do niej awansować. Ci, którzy nie pamiętają przypomnę – Legia do ligi europejskiej nie awansowała, ona tam spadła nie dostając się do ligi mistrzów.

Martwi też fakt, że liga Europy, choć po reformach, zmianie nazwy, zwiększeniu ilości drużyn, nie przyniosła spodziewanego rezultatu. No bo jak tu mówić o sukcesie, skoro w meczach takich jak Slovan Liberec – Sevilla czy Dynamo Zagrzeb – PSV kibice wypełniają stadiony w 1/3, a o frekwencji u siebie takich ekip jak Lazio czy Bordeaux lepiej nie wspominać? Skoro te mecze nie interesują kibiców, to zastanawiam się, czy rzeczywiście jest sens ratować europejską piłkę przez zapaścią, skoro gra w niej to dla większości marne pocieszenie, albo raczej smutna powinność.

Niestety musimy sobie powiedzieć szczerze, że większość europejskich klubów z drugiego planu nie chce grać w elicie, a ewentualne pieniądze zdobyte przez nich w pucharach nie są przeznaczane na budowanie silnego klubu, lecz są zwyczajnie przejadane. W lidze mistrzów nie powinny grać tak jak do tej pory 32 drużyny, lecz szesnaście. Powinna znajdować się tam elita – po dwie najlepsze z takich lig jak angielska, niemiecka, włoska hiszpańska czy francuska, a reszta powinna walczyć o awans w eliminacjach. Liga europy powinna wyglądać podobnie, z tą różnicą, że awansować powinny po jednym zespole z najlepszych lig, a reszta grać powinna w eliminacjach. To co z tego, że moglibyśmy wtedy nie awansować do europejskich pucharów przez 5 dekad? Przecież nasi i tak grają słabo, a na stadionach rywali nie przyciągają kibiców.

Oglądaliście ostatnią kolejkę ligi mistrzów? Nikt nie zastanawiał się czy Bayern wygra z Pilznem, tylko zastanawiano się, czy będzie tam wynik jedno czy dwu cyfrowy. Oprócz dwóch meczów Arsenal – Borussia i Real – Juventus, reszta meczów przechodziła mi koło nosa. Mecze były nudne, a wyniki iście z ligi hokejowej. A widzieliście ile kibiców było na meczach Porto – Zenit albo Benfica – Olympiakos? W sumie wystarczyłby im stadion w Wodzisławiu Śląskim, a to przecież liga mistrzów.

Wolałbym po losowaniu ligi mistrzów widzieć grupy w stylu Barcelona, Bayern, Arsenal i PSG, niż oglądać tą mizerię nie mająca nic wspólnego z zawodami sportowymi. Oglądanie takich „potęg” jak Victoria Pilzno, Steaua Bukareszt czy FC Kopenhaga, które w sześciu meczach tracą łącznie 60 goli i strzelają zaledwie 7 nie przynosi tej elitarnej lidze rangi mistrzowskiej. Statystyki nie kłamią, spada frekwencja na stadionach i przed telewizorami i dotyczy to ligi europejskiej jak i ligi mistrzów.

Przez lata promowano tylko największe piłkarskie marki w Europie, które w tej chwili odstają w swoich ligach od przeciwników. Z pośród wszystkich drużyn w grających w takich ligach jak angielska, hiszpańska, francuska czy niemiecka, mistrzostwo zdobywają dwie, może trzy drużyny na przemian. W tej chwili dając łatwiejszy awans do ligi mistrzów drużynom z krajów, które nigdy tam nie grały, albo ich awans był przypadkiem, nie mają szans z takimi przeciwnikami jak Real, Barcelona czy Bayern. Dogonienie tych najlepszych jest raczej niemożliwe, albo zajmie to przynajmniej 20 lat. Chyba, że właściciele tych najlepszych stwierdzą, że nie ma już sensu ładować niebiańskich pieniędzy w piłkarzy i zaczną się rozbrajać, a ci słabi zaczną budować potęgę – w co chyba nikt nie wierzy.

Wyobrażacie sobie co by się stało w Polsce, gdyby jakiś Ekstraklasowy klub zdobył puchar ligi mistrzów? Zawodnicy rozjechaliby się po świecie, prezesi podzieliliby się pieniędzmi, a klub z powodu braku płynności finansowej zostałby zdegradowany do IV ligi. Takie są realia naszej piłki i niemal wszystkich innych klubów piłkarskich, nie wliczając w to kilku naprawdę wielkich klubów z zachodniej Europy. Moim zdaniem nie ma więc sensu ładować do elity europejskiej piłki kopciuszków, którzy będą statystować udając tych szczęśliwych, że mogli zagrać z najlepszymi.

Ksiądz = Pedofil

18 października 2013
Kategoria: Blog

Na przełomie XX i XXI wieku zespół muzyczny Slipknot nagrał utwór zatytułowany „People=Shit”, w którym porównali ludzi do gówna. Z wielką chęcią porównałbym do niego księży, jednak gdybym to zrobił moglibyście pomyśleć, że jestem ateistą, satanistą bądź wywrotowcem, który pójdzie krok w krok z Januszem Palikotem krytykując wszystko co związane jest z kościołem i Bogiem. Moje porównanie „Ksiądz = Pedofil” nie tyczy się Boga, religii ani innych świętości, w które być może wierzycie lub czcicie…

Będąc kibicem piłkarskim na hasło Maradona, kojarzy mi się niski super piłkarz, który na mistrzostwach świata strzelił gola ręką. Na hasło Fidel Kastro, kojarzy mi się wysoki, chudy, długobrody i siwy facet, który walczył z komuną, a następnie sam stał się jej przywódcą. Na hasło wibrator, kojarzą mi się erotyczne rozkosze kobiet i wielkie murzyńskie fiuty. Na hasło Chuck Norris, kojarzy mi się facet, który ma 4 metry wzrostu, waży dwie tony, zieje ogniem, może zjeść młotek i przyjąć strzał z shotguna bez upadania, bo jest twardy jak żelki z Biedronki. Na hasło ksiądz kojarzy mi się zdemoralizowany facet, który nie mógłby zostać zaakceptowany w świecie realnym, więc ląduje tam, gdzie będą go bronić nawet wtedy, gdy będzie wtykał swoje przyrodzenie w dupy dzieciaków.

Kościół stał się przytułkiem dla moralnie pozbawionych uczuć, dla których liczy się kasa i dzieci. Jaki normalny facet chce zostać księdzem, widząc za oknem kobiety, o których marzy? Chyba żaden i dlatego jestem zdania, że idą tam ludzie, których nie kręci płeć piękna. Nigdy nie uwierzę w to, że dwudziestolatkowi nie staje. Kandydaci na księży zdecydowanie wolą facetów, a do tej prawdy ciężko się przyznać, mieszkając na prowincji lub bojąc się krytyki znajomych czy rodziny. Przyjmują więc szaty, pieprzą się na plebaniach, a jeśli nie są spedaleni, to molestują dzieci, wkładając im język w ucho, a później wacka w pupę.

Nie muszą się martwić o prawo, bo w Polsce są autorytetem bez względu na wszystko. Pedofilia jest w ich świecie pomówieniem, a ci na wyższych stanowiskach zawsze ich bronią. Niektórzy robią to z taką zaciętością jak arcybiskup Michalik, który wmawia nam, że to nie księża są winni pedofilii, lecz dzieci, których rodzice wzięli rozwód albo przeżyli inną traumę. I naprawdę nikt nie odnosi wrażenia, że te tłumaczenia wyglądają tak, jakby wymawiał je sam pedofil we własnej obronie? Jakim prawem ksiądz pedofil dostaję karę w zawieszeniu, a zwykły śmiertelnik ląduje tam na lata?

Dla mnie cała ta czarna banda jest niegodna tego, by nauczali nas o istnieniu Boga, by wychowywali nasze dzieci i traktowani byli lepiej niż każdy inny obywatel. Podatków i ZUS-u nie płacą, a my jeszcze dajemy im datki by mogli zaopatrzyć się w cukierki i świecidełka, potrzebne do zbajerowania dzieci. W całym tym szaleństwie są metody na to, by księży pedofilii wyeliminować, albo przynajmniej tak zmniejszyć ich ilość, by temat ten nie był szałem na skalę całego kraju. Zdjąć celibat i dać możliwość zakładania rodzin tak, jak Bóg przykazał. A jeśli na to się nie chcą zgodzić, to każdego księdza publicznie wykastrować. Jeśli nie potrafią nosić jaj w gaciach, to niech noszą je w kieszeni. Jeśli nie kastrować fizycznie, to zrobić to farmakologicznie i to by był dla mnie akt prawdziwej wiary i pewności, że nie zniszczą życia kolejnemu dziecku…

Koniec Eliminacji

15 października 2013
Kategoria: Futbol

Co można napisać po piłkarskich eliminacjach do mistrzostw świata w 2014 roku w Brazylii? Mimo braku sukcesu można napisać wiele. Większość zgodnie mówi, że trener Fornalik nie spisał się na swoim stanowisku i powinien odejść. Nie spisał się, bo nie awansował, ale ciężko byłoby to zrobić komukolwiek mając w grupie Anglików z pierwszego koszyka, Ukraińców z drugiego, Czarnogórców z trzeciego. Po ciężkich bojach i tragicznie nudnym meczu wygraliśmy z Mołdawią (piąty koszyk) 1:0 i zremisowaliśmy na wyjeździe 1:1. Z San Marino (szósty koszyk) straciliśmy nawet gola, co odbiło się głośnym echem na całym świecie.

Eliminacje w naszej grupie zakończyły się tak, jak wynika to z rankingu FIFA. To świadczy o tym, że miejsce polaków w siódmej dziesiątce nie jest przypadkowe i wcale nie jest dziwne – jak uważał Franciszek Smuda. Nie awansowaliśmy do mistrzostw świata, bo zwyczajnie i po ludzku – daliśmy dupy w eliminacjach. Wygraliśmy tylko jeden mecz na wyjeździe z najgorszą drużyną świata – San Marino. To za mało, by pojechać na mundial i grać w grupie z Brazylią, Belgią i USA.

Najbardziej było mi szkoda najwierniejszych kibiców kadry, którzy pojechali do Warszawy na mecz z Anglią i zamiast na stadionie narodowym, wylądowali na „basenie narodowym”. Ulewne deszcze i nie zamknięty dach sprawiły, że śmiali się z nas na całym świecie, a w Anglii mówili, że dach na stadionie można zamknąć tylko podczas słonecznych dni. Przedstawiono tą sytuację jako dobrą scenę do kolejnego odcinka „Monthy Pythona”. Organizatorzy tłumaczyli się ciężarem wody i to rzekomo był powód do nie zamykania dachu. Pół roku później, podczas meczu z Ukrainą i intensywnych opadach śniegu dach zamknięto i nikt nie tłumaczył się jego ciężarem. Można? Można!

Czy trener Fornalik powinien odejść? Tak wynika z kontraktu między nim a PZPN. Nie awansował, więc kończy się przygoda. Ale powiedzcie mi tak szczerze, czy jakikolwiek inny polski trener zrobiłby cokolwiek więcej i będzie w stanie zmienić coś w kadrze? Mówi się o Janasie i Skorży na następcę, ale jakoś w nich nie wierzę? Mam wrażenie, że tu potrzebna jest męska decyzja, że Fornalik zostaje na stanowisku i poprowadzi Polaków w eliminacjach do mistrzostw Europy. Te eliminacje będą łatwiejsze, bo we Francji w 2016 roku awansuje po raz pierwszy nie 16, ale 24 drużyny! W dodatku trener zapłacił już frycowe i teraz będzie się od niego oczekiwać wyników. Inny trener będzie się tłumaczył rozwaloną kadrą i budowaniem wszystkiego od podstaw. Decyzja należy do Bońka i trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że kibice oczekiwać będą od niego linczu na trenerze, a jego sprzeciw może wywołać znane już wszystkim śpiewy – „jebać PZPN”.

Eliminacje przegraliśmy, ale nie można się było spodziewać niczego innego. Słabe wyniki, nieciekawa gra uświadomiła mnie tylko w przekonaniu, że lepiej jednak zostać w domu, a nie dostawać regularny lincz w Brazylii. Te eliminacje były dla nas okropne pod względem sportowym i organizacyjnym. W dodatku ta huśtawka nastrojów podczas gdy prezesem PZPN był Grzegorz Lato było nie do zniesienia. Nie pozostaje mi nic więcej jak wierzyć w to, że następne eliminacje będą bardziej udane i ciekawsze niż te…

Śmierć

14 października 2013
Kategoria: Blog

Najbardziej dziwi mnie to, że boimy się wszystkiego co może nas w życiu spotkać, oprócz tego co nas spotka na pewno – mam na myśli śmierć. Jest ona nieodłącznym elementem każdego istnienia, a jednak nie zastanawiamy się czy umrzemy po ciężkiej chorobie, wypadku czy może śmiercią naturalną. Choć może nas to spotkać w każdej chwili, nie myślimy o tym i mówiąc wprost mamy to gdzieś. Zastanawiamy się czasami, czy po śmierci będziemy istnieć w jakiejś innej formie. Ciężko skumać, dlaczego żyjąc 80 lat, ucząc się kilkanaście, pracując kilkadziesiąt, wychowując dzieci, wnuki i kombinując przez całe nasze istnieje jak godnie żyć, nagle umrzemy i wszystko przepadnie. Czy wszystkie doświadczenia, rozczarowania, przyjemności, radości przepadną wraz z naszą śmiercią? To wydaje się niemożliwe!

Nikt nie odkrył innego świata i nikt z naszych znajomych czy naszych najbliższych którzy już odeszli, nigdy nas nie informowali, czy jest jakieś miejsce w którym bytują. Czy istnieje niebo, piekło, a może czyściec? Jedyne czego jestem pewien to tego, że tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki możliwe jest wykrycie ducha, których istnienie potwierdzone jest przez pseudo badaczy, którzy z dyktafonem, kamerami i noktowizorami w co drugim domu odnajdują duchy. Nie wnikam w to, czy są one faktem czy fikcją, ale przecież można zrobić o tym program i zbić na tym duże pieniądze. Jedni nagrywają duchy, inni filmy porno, a następni straszą nas przed piekłem. Ważne, że każdy z nich jest pewien, że robi to co potrafi najlepiej…

Dziś na świecie żyje ponad 6 miliardów ludzi. Za sto lat będzie ich pewnie trochę więcej, ale tylko niewielka część procenta z żyjących obecnie homo sapiens będzie mogło pochwalić się tym, że w 2013 roku byli już na świecie. Czy nasze istnienie ma jakiś sens jeśli nie ma innego świata, do którego przeniesiemy się po śmierci? Wszystko wskazuje na to, że śmierć jest ostatnią drogą. Trafimy na cmentarz, a tam rozkładać się będziemy w ziemi aż wreszcie znikniemy. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz – gdzieś kiedyś usłyszałem.

Zastanawiając się nad śmiercią doszedłem do wniosku, że to chyba najlepsze co może nas spotkać. Ja na przykład zawsze na końcu jem cukierka, którego lubię najbardziej. Zawsze najgorszą robotę biorę na początek, by później mieć lżejszą. Orgazm też zazwyczaj występuje na końcu, choć w tym przypadku bywa różnie. Jaką czuje się ulgę, gdy spuści się już wodę w kiblu. Jak przyjemnie jest na koniec dnia położyć się do łóżka, albo jak fajnie było usłyszeć na koniec szkoły ostatni dzwonek. Wszystko co jest na końcu, wydaje się być lepsze.

Jeśli śmierć nie jest najlepszym co może nas spotkać, to jest na pewno najsprawiedliwszym rozwiązaniem. Nie ważne czy jesteś osobą publiczną, wynalazcą, bogatym przedsiębiorcą, albo woźnym w szkole lub bezdomnym. Każdy z nas zakończy swoje istnienie w taki sam sposób. I może to dobrze, że po śmierci nie możemy nikomu opowiedzieć jak tam jest, bo gdyby było zajebiście, to każdy by się tam pchał, a gdyby było strasznie, to każdy bałby się śmieci. Nie znając odpowiedzi na pytanie jak tam jest, czekamy na śmierć nie zastanawiając się nad tym kiedy tam trafimy. Najważniejsze, że jesteśmy tego pewni – w odróżnieniu choćby od wygranej w totka….

I choć pytań o śmierć jest wiele i choć zastanawiamy się czy ma sens, to trzeba odpowiedzieć to sobie szczerze. To najlepsze co mogło spotkać człowieka i wszystkie inne żyjące stworzenia. Wyobrażacie sobie egzystencję w nieskończoność z ludźmi którzy urodzili się przed milionami laty? Wyobrażacie sobie życie wśród dinozaurów, niezliczoną ilością psów, kotów i innych mniej lub bardziej przyjemnych zwierząt? Gdyby żyjących istnień nie dało się zabić, to już dawno przestalibyśmy istnieć, bo nasza planeta zwyczajnie rozpadłaby się na części przez naszą niezgodę, wojny, konflikty, religie i inne duperele. Nasze miasta zaczynałyby się w punkcie a i w tym samym punkcie by się kończyły. Korki na ulicach nie miałyby końca, a tłok w komunikacji miejskiej byłby nie do zaakceptowania. Mieszkalibyśmy w 100 piętrowych wieżowcach jeden obok drugiego w kawalerkach, by znalazło się miejsce dla wszystkich. Dzięki temu zrozumiałem, że nasz świat jest idealny pod każdym względem i gdybyśmy chcieli w nim cokolwiek zmienić, wprowadzilibyśmy chaos, który doprowadziłby ziemię do samozagłady. Musimy to zrozumieć, że nasze życie zaczyna się w miejscu, w którym kończy się inne i działa też odwrotnie – nasze życie kończy się po to, by zaczęło się nowe. To ma sens!

stat4u