Sierpień 2013

Jak stworzyć popularnego bloga?

31 sierpnia 2013
Kategoria: Blog

Skoro weszliście na ten post i czytacie ten wpis, to oznacza mniej więcej coś takiego. – Kurwa, chcę być popularnym blogerem, ale nie wiem jak mam to zrobić. Jeśli więc szukasz porad w internecie jak być oryginalnym, to zapewne sukcesu nie osiągniesz. Uwierzcie mi też, że jestem ostatnim człowiekiem na Ziemi, który powinien Wam dawać radę jak zrobić popularnego bloga i pierwszym, który takich rad Wam dawać nie powinien. Przykładem niech będzie mój blog, który prowadzę od 2009 roku i statystyki (100 uu dziennie) oraz ilość komentarzy (250 przez 5 lat).

Nie jeden dobry bloger już dawno w moim przypadku popełniłby harakiri, bądź trafił na oddział psychiatryczny. Ustaliliśmy więc już, że nie jestem dobrym i popularnym blogerem, ale większość z nas uczy się na błędach i gdybym od dziś zaczynał prowadzić nowego bloga, zacząłbym mniej więcej w ten sposób. – Zakupiłbym domenę i na początek niedrogi serwer. Nie będę Wam opisywał jak to zrobić i jak je ze sobą połączyć – wystarczy użyć Google. Użyłbym do tego WordPressa, który ma nieograniczone możliwości edycji, ogromną ilość wtyczek i niezliczoną ilość porad w internecie.

Musicie też ustalić, czy chcecie być w internecie „kimś” czy „nikim”. Ja jestem nikim, nie wiecie jak mam na imię, gdzie mieszkam, czym się zajmuję. Siedzę po drugiej stronie ekranu i kto wie, być może jestem Twoim sąsiadem, kolegą, znajomym. Prowadzenie bloga od zera tzn., stworzenie nazwy własnej domeny – najlepiej jakaś ksywa, imię, może nazwisko, albo pseudonim artystyczny. I tu zaczyna się problem. Własny blog równa się tyle co nic – tzn., nikt na niego nie wchodzi, bo nikt o nim nie wie. I tu jeśli chcecie być kimś, czyli działać pod własnym imieniem i nazwiskiem, możecie wykorzystać do tego celu Facebooka. Napiszcie na własnym koncie, że piszecie bloga, a każdy post promujcie linkiem na portalu społecznościowym. Założę się, że Wasi znajomi będą ciekawi, co macie do powiedzenia w danej kwestii i nie tylko będą czytać i regularnie odwiedzać, ale i komentować oraz promować wpisy na własnym koncie.

Pisanie pod szyldem swojego imienia i nazwiska ma jednak sporo wad. Odkryjecie swoje przekonania, przemyślenia i poglądy osobom trzecim. Może komuś się nie spodobać, że jesteś ateistą, lubisz Tuska, jesteś gejem, masz małego wacka albo że masz hemoroidy. Warto więc pisać na tematy bieżące, niekoniecznie związane bezpośrednio z Twoją osobą. Pisz o tym, co byś zmienił w swoim o toczeniu, co sądzisz o tym czy o tamtym. Nie pisz o tym ile wypijesz piw, ile miałeś dziw i jak się dziś czujesz. To nikogo nie obchodzi, o tym pisz sobie na Facebooku.

Fajnie by było gdybyś miał atrakcyjny szablon. Dobre pierwsze wrażenie, to połowa sukcesu. Przyciągnie potencjalnego czytelnika choćby na chwilę i może zechce przejrzeć Twoje wpisy, a jeśli uzna je za ciekawe, to zapewne wróci. Mówi się, że oryginalna treść sama się obroni i nie nie trzeba pozycjonować swojego bloga. Najczęściej mówią tak znane osobistości lub popularni blogerzy, którzy mają już wyrobione imię i swoją markę. Pamiętaj, że najpierw Ty musisz pracować na swoją markę, a dopiero później ona pracować będzie na Ciebie. Gdybyś Ty, nikomu nie znany malarz namalował najlepszy obraz na świecie i chciał go sprzedać, nikt by się Twoją pracą nie zainteresował. Gdyby jednak odnaleziono obraz Picassa ze zwykłymi bohomazami na płótnie, zapewne jego wartość sięgnęłaby milionów dolarów.

Są też blogerzy, którzy uważają, że jeśli na blogu nie zarabiasz tzn., że marnujesz czas. To nie prawda. Każdy ma swój cel w działaniu. Jedni chcą na nim zarabiać, inni tylko pisać, a jeszcze inni czerpać przyjemność z pisania i zarabiania. To sztuka być popularnym, rozpoznawalnym, cytowanym i lubianym, w dodatku osiągać takie zyski, które nie mieszczą się w „pale” zwykłemu Kowalskiemu. Nie powiem, że nie byłoby fajnie być opiniotwórczym blogerem, o którym pisaliby w gazetach czy cytowali w innych mediach. I tu też pewna rada. Jak pisałem wcześniej, jestem nikim. – Nikt nie wie kim jestem i co ja tu robię. Nigdy więc nie będę popularny, znany, lubiany i cytowany. Co mają napisać? – Bijący wszelkie rekordy oglądalności „Kurdupel” przyznał, że jest gejem i obojnakiem? Kogo obchodzi Kurdupel i to kim on jest?!

Blogowanie i popularność wiążą się również z komentarzami i tak zwanymi „hejterami”. To ludzie, którzy z reguły wchodzą na blogi by napisać – „Ty chuju”, „Ty pedale”, „jesteś popierdolony” lub rozwiną swoją myśl na kilak zdań, ale nie obędzie się od „fiutów” i „kurew”. W takim przypadku polecam zamiast tradycyjnych komentarzy stosować możliwość komentowania po zalogowaniu na Facebooka. Każdy będzie więc firmował swój komentarz imieniem i nazwiskiem, a hejter w ten sposób musiałby zdradzić swoją tożsamość. Oczywiście nie unikniesz w stu procentach złośliwych komentatorów, którzy nie wnoszą do wątku niczego dobrego. Możesz ich jednak banować i wkrótce zrozumieją, że to nie ma sensu. Pokaż im kto tu jest szefem i nie zmieniał poglądów i chęci do pisania tylko dlatego, że ktoś nie zgadza się z Twoją opinią.

Jeśli chodzi o pozycjonowanie bloga, to naprawdę trudna sprawa. Nie znam się na tym, ale ostrzegam przed masowym dodawaniem bloga do przypadkowych katalogów stron. Nie ma sensu dodawać linków do byle jakich katalogów i w dodatku dodawać ten sam opis. Staraj się dodać go do kilku najlepszych katalogów typu onet.pl, wp.pl czy gwiazdor.pl. Nie ma sensu na masową skalę dodawać się tam, gdzie i tak nikt nie wchodzi, bo zazwyczaj taki katalog uznawany jest za spam. Jeśli chcesz skorzystać z usług profesjonalisty, znajdź odpowiednią firmę mogąca w uczciwy sposób wywindować Twoją stronę w Google. Nie korzystaj z tanich usług na Allegro, bo tam zwyczajnie przesiadują dzieciaki, które dodadzą automatami Twoją stronę do trzystu nic nie znaczących katalogów, a Twoja strona po szybkim wzroście odwiedzin, szybko zejdzie na Ziemię.

Warto też skorzystać z możliwości wymiany linków z innymi blogerami i oczywiście pisać porządne i ciekawe posty. Jeśli rzeczywiście takie będą, to zapewne nie jeden bloger wstawi link do Twojej strony, a to jest to, co najcenniejsze w pozycjonowaniu. Sztuczne dodawanie linków może jedynie zaszkodzić. Musicie sobie również zdać sprawę, że pisanie bloga musi być regularne. Co kilka dni dodawajcie nowy wpis, by przypomnieć o sobie Google i by było wiadomo, że żyjesz i działasz. Dłuższe przerwy cholernie źle wpływają na pozycję w wyszukiwarce. I na koniec pamiętajcie, abyście nie popełniali takich błędów jak na w tym wpisie. Piszcie krótko, zwięźle i na temat. Bez zbędnego przedłużania i okręcania w bawełnę. Jestem pewien, że ani jeden czytelnik tego bloga (jeśli w ogóle tacy są), nie przeczyta tego wpisu w całości, bo zwyczajnie i po ludzku jest zbyt długi…

Legia – Steaua 2:2

27 sierpnia 2013
Kategoria: Futbol

Cały tydzień czekałem na rewanżowy mecz Legii ze Steauą w eliminacjach do ligi mistrzów. Wiedziałem, że Legia nie gra ostatnio pięknej piłki, ale 17 lat bez ligi mistrzów i ten napompowany balon w mediach dawał mi się we znaki. Kibicowałem piłkarzom z Warszawy i przez cały dzień żyłem tym wydarzeniem. Remis w Bukareszcie dawał nadzieję na awans, a dziennikarze w swoich felietonach dywagowali, ile Legia zarobi i jak odsunie się finansowo od reszty klubów ekstraklasy. Marzenia o wielkiej piłce, spektakularnych transferach, sponsorach i darmowej reklamie miasta Warszawy, zdawały się być snem – snem o Warszawie.

Gdy tylko usłyszałem hymn w wykonaniu kibiców Legii Warszawa pomyślałem, że pewnie piłkarzom ugięły się nogi i pojawiła się łza w oku. Pewnie to stało się powodem dekoncentracji i tak naprawdę zamiast pomóc – zaszkodziło. Legia chwilę później straciła dwa gole – w 7. i 9. minucie meczu. Jak powiedział komentator, kibice zaśpiewali go na specjalne życzenie trenera Jana Urbana i piłkarzy Legii. Niestety oczy trenera w dziewiątej minucie meczu zdawały się ociekać łzami, ale nie z dumy z kibiców, lecz z żalu po stracie dwóch goli. Nie dziwię się, bo ja jako kibic i w dodatku nie z Warszawy czułem się tak, jakby ktoś strzelił mi w ryj i to nie z liścia, tylko porządnego sierpa.

Wielkie piłkarskie święto i nadzieje na awans zdaje się uleciały już po dziewięciu minutach. Stadion zamilkł, a gdy wrócił do głośnych śpiewów, to nie było w nich już tego przekonania i wiary. Widzieliśmy co prawda w pierwszej połowie atakującą Legię, ale to na nic się zdawało, bo szybko piłkę przejmowali piłkarze Steauy i wychodziły z tego groźne kontry. Bądźmy szczerzy i sprawiedliwi. Legia nie wygrała, bo grała gorzej i zawiodła na całej linii. Niestety nasza piłka jest na zbyt niskim poziomie, żeby rywalizować choćby z drużyną z Rumunii. Trzeba najpierw większych transferów i dopiero walczyć o ligę mistrzów, a nie odwrotnie.

Trzeba też powiedzieć, że decyzja UEFA o zamknięciu „najgłośniejszej trybuny” warszawskiej Legii zwanej „żyleta”, to jakaś pomyłka pomyłek. Zamiast nałożyć karę indywidualną na tych, którzy na meczu z The New Saint wywieszali rasistowskie hasła, to w ramach bezradności zamknęli całą trybunę. Karę więc ponieśli wszyscy kibice bez względu na to czy byli na meczu w Walii czy nie. Gdyby tego było mało, właściciele Legii przenieśli tych kibiców na inne sektory. Kara więc polega na tym, że winnych nie złapano, ukarano wszystkich, a w rezultacie Legia zarobiła mniej na biletach, bo tak czy siak słynna „Żyleta” musiała być pusta. Kibice w ramach przeprosin, albo jak kto woli drwin, na początku meczu złożyli z kartonów napis UEFA, który znajdował się na tle serca. Czy to pokazanie władzom piłkarskim, że was przechytrzyliśmy, bo jednak tu jesteśmy? A może zwykła drwina, bo po „kartonadzie” odpalono dziesiątki rac?

Po meczu ze Steauą trzeba powiedzieć, że nie awansowaliśmy, bo byliśmy zwyczajnie gorsi. Czy gra w lidze mistrzów z najlepszymi drużynami w Europie, to byłaby dla Legii i jej kibiców dobra przygoda? Przeczuwam, że sromotne lanie byłoby standardem. Może więc lepiej grać w mniej elitarnej lidze europejskiej? Tam będą szanse na zwycięstwa, wyrównane pojedynki i emocje. Niestety w tym całym szaleństwie i remisie na Łazienkowskiej najgorsze było to, że Legia straciła dwa gole w pierwszych dziewięciu minutach i zwyczajnie spieprzyła piłkarskie święto nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce.

Po meczu Legii ze Steauą

21 sierpnia 2013
Kategoria: Futbol

W ostatniej rundzie eliminacyjnej do ligi mistrzów, Legia zagrała na wyjeździe z rumuńskim klubem Steaua Bukareszt. W tej fazie eliminacji zagrało 20 zespołów tworzących 10 par. Legia Warszawa według bukmacherów nie była stawiana za faworyta. Na Steauę stawiano kurs 1,60, a na Legię 5,50. Według bukmacherów, tylko Victoria Pilzno i Schalke 04 miały większa szanse na zwycięstwo niż piłkarze z Bukaresztu. Wyglądało to więc niepokojąco, ale zazwyczaj stawki u bukmacherów są zwykłą zmyłką dla graczy, którzy z chęcią postawią na pewniaka i wtopią kupon. Tak było i w tym przypadku.

Na szczęście przewidywania bukmacherów nie potwierdziły się w rzeczywistości. Pewniak nie wygrał, choć po pierwszej połowie nic nie wskazywało na to, że tak się stanie. Wynik dla Legii jest korzystny, biorąc pod uwagę fakt ile sytuacji stworzyli sobie piłkarze z Bukaresztu. W pierwszej połowie legioniści mogli przegrywać nawet 3:0 i nikt nie mógłby mieć pretensji. Na szczęście, teraz pozostał już tylko rewanż w Warszawie, a na nieszczęście za odpalane race i rasistowskie transparenty trybuna na stadionie Legii zwana „żyleta”, będzie zamknięta dla najgłośniejszych fanów stołecznego klubu. Czy bez głośnego dopingu, po słabej pierwszej połowie i lepszej drugiej w Bukareszcie i korzystnym wyniku, Legia wykorzysta to w rewanżu?

Z drugiej strony nie wiem, czy chciałbym widzieć polski klub w lidze mistrzów, który będzie dostawał regularne „baty” z przeciwnikami nie o półkę lepszą, tylko o co najmniej 5 poziomów lepszą. Gra Legii przeciwko rumunom była na tyle słaba i wymęczona, że awans przy wyniku 1:1 jest w rewanżu sprawą otwartą. Gra w lidze europejskiej to chyba na razie najlepsze co mogłoby spotkać Legię. Występowaliby tam ze znanymi europejskimi markami, z którymi można stworzyć dobre widowisko i walkę o korzystny rezultat. Legia musi dojrzeć i powoli budować drużynę, sprowadzać znanych i wartościowych dla klubu piłkarzy i dopiero wtedy walczyć o awans do ligi mistrzów. Robienie czegoś od „dupy strony” nie ma najmniejszego sensu.

Nie kryję jednak, że kibicowałem Legii z wielkim zapałem i wreszcie poczułem adrenalinę, emocje i cisnąłem butelką w podłogę. Brakowało mi tego od czasu, gdy nasi reprezentanci nie walczyli w eliminacjach do mistrzostw Europy w piłce nożnej, które z powodu tego, że odbywały się na naszej ojczystej ziemi, nie braliśmy w nich udziału. Minęło od tego momentu wiele czasu i teraz należy podziękować drużynie z Warszawy, że daje nam wiele emocji i być może awansuje do ligi mistrzów po raz drugi w swoim wykonaniu i po raz trzeci w wykonaniu polskich klubów…

TVP Info w TVP1

19 sierpnia 2013
Kategoria: Media

Telewizja Polska od zawsze zaskakuje mnie swoimi decyzjami. Włączam rano TVP1 i widzę logo TVP Info, jej reporterów, reportaże i wiadomości. Co jest? Czy naziemna telewizja cyfrowa sama się przeprogramowała i wrzuciła mi „Info” na pierwszy kanał? Nie! Zamiast porannego programu „Kawa czy herbata”, który zawsze nadawany był od godziny 6 do 8, wsadzono program TVP Info. I może miałoby to sens, tak jak w przypadku telewizji Polsat nadawany jest Polsat News czy gdyby na TVN transmitowano TVN24, które dostępne są tylko drogą satelitarną i w dodatku są kodowane. Transmitowanie TVP Info na TVP1 w dobie naziemnej telewizji cyfrowej, gdzie dostępna jest ona dwa kanały dalej, to już jakiś paradoks.

Rozumiem, że w wakacje nadawanie programu porannego typu „Kawa czy herbata” nie ma sensu. Włóżcie więc w ramówkę tak jak zwykle, stare seriale lub filmy. Po co oglądać coś, co dostępne jest dla wszystkich? Od 1 września wystartuje nowy kanał TVP Regionalna, by zdjąć lokalne programy z ramówki TVP Info i żeby stacja ta mogła nadawać swój program nieprzerwanie. To zapewne świetny pomysł, ale przerywanie TVP1 ramówką TVP Info to już odwrotność tego dobrego pomysłu. Czy prezesowi skończyły się pomysły, czy to po prostu zwykła oszczędność? Miliard złotych z abonamentu i wszechobecna reklama nie wystarczają na TVP1 TVP2 TVP Info i kilka kanałów radiowych? Nie jest tajemnicą, że inne kanały typu TVP Sport, Kultura czy Historia nie są finansowane z abonamentu.

Pytanie się tylko nasuwa, z jakich funduszy powstały komercyjne stacje TVP i jak są finansowane skoro nie są rentowne? Prezes dopłaca ze swoich, czy zrzucają się pracownicy. Tak tak, mogą się zrzucić, bo np., pan Tomasz Lis dostaje kilkaset tysięcy złotych za realizację programu „Tomasz Lis na żywo”. Niestety abonament i reklama nie wystarczają na pokrycie kosztów działania TVP i PR. Skąd więc brać? Oszczędza się tworząc nowe stacje telewizyjne, na których emitowane są archiwalne nagrania lub transmituje się „dwie anteny” na jednej – tak jak TVP Info w TVP1.

Stereotyp: Kobieta za kierownicą

15 sierpnia 2013
Kategoria: Blog

Za każdym razem, gdy widziałem kobietę za “sterami” samochodu, puszczałem nogę z gazu i marudziłem pod nosem, że teraz będzie zamulać ruch. Od zdania przeze mnie egzaminu na prawo jazdy (rok 2000) minęło już sporo czasu, które odmieniły moją wizję kobiety za kierownicą. Wcześniej nieporadna, wystraszona z czołem “przyklejonym” do przedniej szyby, hamująca gwałtownie lub puszczająca kierownicę i piszcząca w trudnych sytuacjach.

Po kilkunastu latach wszystkie moje wizje kobiety “za kółkiem” zmieniły się niewyobrażalnie, ale nadal krzyczę, gdy widzę “babę” za kierownica. Teraz kobiety są bardziej niezależne, robią karierę, jeżdżą wielkimi bądź szybkimi samochodami i są za kierownicą wyjątkowo sprawne. Manewry na rondzie czy parkingu nie sprawiają im już takich problemów jak dawniej, ale…

No właśnie. Jest pewne ale, które z niewiadomych mi do końca przyczyn sprawiły, że kobiety wpadły ze skrajności w skrajność. Kiedyś skupiona i zestresowana za kierownica kobieta, a dziś jadąca szybkim samochodem, bez pasów, z telefonem w jednej ręce, z papierosem w drugiej i cisnąca samochód tak, jakby znęcała się nad swoim facetem. Co się takiego stało z paniami, że zachowują się za kierownicą jak rozbestwione zwierzęta?

Wydaje się, że kobiety w dzisiejszych czasach stały się bardziej niezależne. Facet alkoholik czy leń siedzący przed telewizorem nie jest już kobietom potrzebny do funkcjonowania. Zwyczajnie kobiety wzięły byka za rogi i potrafią dziś nie tylko same wychować dzieci, ale także prowadzić firmy, dbać o dom i potrafią też jeździć samochodem. Odnoszę wrażenie, że największymi zawalidrogami są starsi panowie w kapeluszach i kaszkietach, a nie kobiety jak zwykło się mówić…

500 premier w Canal+

8 sierpnia 2013
Kategoria: Media

Nie jest tajemnicą, że Cyfra+ wykupiła udziały w platformie „n” i powstała nowa o nazwie „nc+”. Dla zainteresowanych tematem nie jest tajemnicą, że ta fuzja spowodowała drastyczne podwyżki cen za poszczególne pakiety. Zmiany dotknęły też kanały premium Canal+. Przed połączeniem istniały takie stacje jak: – Canal+, Canal+Film (oba filmowe) oraz Canal+Sport, Canal+Gol (oba sportowe) i Canal+Weekend (nadający od piątku do poniedziałku wydarzenia sportowe oraz filmy). Za pakiet z Canal+ płaciłem co miesiąc 65 złotych przez cały okres osiemnastomiesięcznej umowy…

Zmiany w Canal+ spowodowały, że mamy tak naprawdę 5 kanałów filmowych: Canal+, Canal+Film, Canal+Film2, Canal+Family i Canal+Family2. Na kanałach Canal+Family i Canal+Family2 nadawane są też transmisje na żywo wydarzeń sportowych, które nie mieszczą się na antenie Canal+Sport. Za cały pakiet Canal+ zapłacimy dziś 99 złotych, ale w pierwszej wersji cena tego pakietu wynosiła aż 119 złotych miesięcznie, co spotkało się z wielkim niezadowoleniem obecnych abonentów przedłużających umowy.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że płacimy więcej tylko dlatego, że jest więcej kanałów spod szyldu Canal+ i więcej premier filmowych. Według reklam emitowanych w telewizji, jest ich aż 500 w ciągu roku. Szybko zrozumiałem, że reklama to pic, a podwyżki cen i klepane w niej formułki zachwalające nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Od czasu do czasu napada mnie ochota na obejrzenie jakiegoś filmu. Wchodzę na oficjalną stronę Canal+ i przeglądam ramówkę stacji. Wybieram film, który firmowany jest napisem „premiera” i oglądam go na głównym kanale premium. Po dwóch tygodniach skaczę po kanałach i widzę ten sam film na Canal+Film, również z napisem premiera. Kilka dni później ta sama sytuacja z tym samym filmem na Canal+Family, a ostatnio na Canal+Film2, po ponad miesiącu od premiery na głównym kanale.

Na czym więc polega magia Canal+? Na tym, że jeden film nadawany jest w pięciu stacjach spod szyldu Canal+ i aż 5 razy występuje jako premiera. Gdyby więc hasło reklamowe 500 premier rocznie podzielić przez ilość kanałów filmowych czyli 5, to premiery zmniejszają się do 100 filmów. A gdyby powstało 10 kanałów filmowych Canal+, to mielibyśmy 1000 premier rocznie. Ot to cała prawda o pakiecie premium Canal+ i całej akcji zakrawającej na absurd, a nawet skrajne oszustwo.

Wyhodowano sztuczne mięso

6 sierpnia 2013
Kategoria: Blog

Szumnie i dumnie na antenie brytyjskich stacji ogłoszono, że powstał pierwszy sztucznie wyhodowany kawałek mięsa. Został on usmażony i zjedzony w postaci hamburgera przez troje śmiałków. Zgodnie przyznali, że smakuje jak prawdziwe mięso z tą różnicą, że nie czuć tłuszczu. I już pewnie miliony kobiet na hasło „nie czuć tłuszczu” oniemiało i poszukuje tego produktu w hipermarkecie. Nic z tego, ta innowacyjna hodowla trzech kotletów kosztowała ponad 250 tysięcy euro, co w przeliczeniu na naszą walutę daje ponad milion złotych. Za te pieniądze polski rolnik może wyhodować w naturalnych warunkach 200 tysięcy kilogramów mięsa i przyznacie, że to o jakieś 199,999 kilogramów więcej.

Najdziwniejsze w tej historii jest to, że podano cenę wyhodowania sztucznego mięsa, a następnie stwierdzono:
[sws_blockquote align=”” alignment=”” cite=”” quotestyles=”style04″] Zdaniem naukowca, który wyhodował mięso w laboratorium, to może być źródło taniej i ekologicznej żywności. [/sws_blockquote]
Gdzie tu taniość, gdzie ekologia i kto na tym będzie bił pieniądze? Wielkie koncerny mutujące komórki zwierzęce celem hodowania idealnego produktu nadal zwanym mięsem i my konsumenci, Bóg jeden raczy wiedzieć czego. Będziemy pakować pieniądze wielkim koncernom, które sterować będą za pomocą naszych kubków smakowych spożycie swoich produktów. Ten stek będzie bez tłuszczu, węglowodanów, a w dodatku w promocji o smaku pomarańczy, ale bez cukru i cieknącego soku. Jeśli tak miałaby wyglądać niedaleka kulinarna przyszłość, to ja już się cieszę, że tych czasów nie dożyję.

Jeśli tego typu produkty kosztowałyby o połowę taniej niż tradycyjne mięso, z pewnością podbiłoby rynek i zniszczyło rolnictwo i cały dotychczasowy system żywienia oraz produkcji. Wystarczy opracować technikę do perfekcji i „produkować” żywność w probówce na szeroką skalę. Trzeba by też „grube” milionów przeznaczyć na reklamę i przekonanie pseudo naukowców oraz chwytliwych na pieniądze celebrytów, którzy zgodnie ogłoszą i przekonają mieszkańców Ziemi, że warto, bo jest zdrowo, ekologicznie i humanitarnie. Już nie trzeba hodować zwierząt na skalę przemysłową, wystarczy pobrać od zwierzęcia kawałek mięśnia, a następnie włożyć go do bioreaktora i pobudzać impulsami elektrycznymi.

Nie wiem czy ktoś pomyślał o tym, że ta załóżmy tańsza żywność mogłaby tak naprawdę spowodować, że niewielu byłoby na nią stać? Czy w przypadku upadku rolnictwa i wszystkich jej gałęzi, na której co tu dużo nie mówić opiera się cały świat, straciłoby pracę miliony – przepraszam miliardy ludzi na całym świecie. Czym by się mieli oni zając w czasach, których ludzie zastępowani są przez zautomatyzowane maszyny? Upadłe gałęzie gospodarki i ludzie bez pieniędzy, których nie stać by było na sztuczne mięso.

Złośliwie hamburger ten został nazwany frankenburger (od Frankensteina). Choć wiadomość o sztucznie wyhodowanym mięsie obiegła cały świat i wydaje się być rewolucyjnym rozwiązaniem, to wystarczy spojrzeć na minę kobiety spożywającej to mięso:

Wygląda tak, jakby co najmniej jadła krowi placek.

Co by o sztucznym mięsie nie powiedzieć złego, to naprawdę rewolucyjne przedsięwzięcie. Porównuje się je z produkcją samochodów, które zastąpiły konie. To świetny produkt, jeśli chcielibyśmy zamieszkać na Marsie czy innej planecie. Na Ziemi wydaje się nie mieć większego znaczenia i sensu. Jednak jak mawiam, nic nie dzieje się bez powodu. Może w przyszłości coraz to cięższy klimat będzie skutkował mniejszymi plonami, a ca za tym idzie niższą, mniej wydajną gospodarką rolną? Może rzeczywiście w przyszłości to mięso zapełni dziurę brakującej żywności i uratuje ludzkość? Nie wierzę jednak, że posłuży do tego, by rozdawać je dla ludzi cierpiących głód w Afryce czy innych zakątkach Ziemi. Dzisiejsze zasoby żywności są produkowane w nadmiarze, bo jak się szacuje na podstawie Włoskich gospodarstw domowych, średnio każdy Włoch wyrzuca rocznie jedzenia za 2,500 euro. Nadmiar żywności nie sprawia jednak, że trafia ono za darmo tam, gdzie jej brakuje.

Dziś nikt tego nie wie, czy sztuczne mięso będzie rewolucją ratującą nasze życie, czy też doprowadzi do krachu naszej cywilizacji, która opiera się na rolnictwie. Może po prostu przyjmie się do naszej świadomości i będzie ewentualną alternatywą na gorsze czasy? Zapewne czas pokaże…

Legia, Lech, Śląsk – Europa

2 sierpnia 2013
Kategoria: Futbol

Gdyby mi ktoś powiedział, że Legia zremisuje z norweskim Molde FK na wyjeździe, pomyślałbym że to możliwe, ale mało prawdopodobne. Gdyby mi ktoś powiedział, że Lech przegra na wyjeździe z Żalgiris Wilno, to bym go wyśmiał. Gdyby mi ktoś powiedział, że Śląsk Wrocław wygra pierwszy mecz z belgijskim Club Brugge, to posmarkałbym się ze śmiechu. Prawda jest jednak bolesna, bo remis Legii na wyjeździe to wynik „extra”. Gdyby gospodarze wykorzystali wszystkie sytuacje, mecz w Warszawie można by oddać walkowerem. Gra legionistów przypominała tą, którą na co dzień widywałem na osiedlowym podwórku. Ustawienie bez ładu i składu, bez taktyki, a formacje obrony, pomocy i ataku stały w miejscu czekając na piłkę.

Mecz Lecha z Żalgiris Wilno oraz Ślaska z Brugge nie oglądałem, ale widziałem obszerne dziesięciominutowe skróty. W Wilnie najbardziej obawiano się – kibiców z Poznania, a kibice Kolejorza – nikogo. Ci pierwsi się zdziwili, że na trybunach i w mieście było spokojnie, ci drudzy zawiedli się na swoich piłkarzach. Na koniec meczu o dziwo piłkarze Lecha jak i ich trener podeszli do kibiców tłumacząc się ze swojego niepowodzenia. Wyglądało to dość żałośnie. Skrót meczu Ślaska z Brugge mocno mnie zaskoczył. Śląsk choć skazany na pożarcie, wygrał ten mecz i grał jak równorzędny rywal. Mecz był szybki i porywający, a gdy do tego dołożymy przepiękną bramkę Plaku widać, że Śląsk jest w tej chwili na fali, przynajmniej w eliminacjach do ligi europejskiej.

Podsumowując całe to piłkarskie zamieszanie, widać słabość polskiej piłki. Piast Gliwice odpadł w poprzedniej rundzie z Karabakh Agdam z Azerbejdżanu. Legia zremisowała szczęśliwie w Norwegii z tamtejszym Molde i jeśli tak grający zespół ma jakimś cudem awansować do ligi mistrzów, to mówię zdecydowane nie. Nie wyobrażam sobie warszawiaków w fazie grupowej ligi mistrzów z FC Barceloną, Tottenhamem czy Trabzonsporem. Na szczęście gdyby udało im się przejść do kolejnej rundy, to nawet w razie porażki w dwumeczu z ostatnim rywalem legioniści będą pewni awansu do ligi europejskiej.

Piłkarze Lecha Poznań z super bramkarzem Kotorowskim i super strzelcem Ślusarskim, mogą co najwyżej podbić boiska ligi okręgowej. Awans do ostatniej rundy oczywiście jeszcze widzę, ale ewentualna gra w ostatniej rundzie będzie już katastrofą. Śląsk Wrocław ma szanse awansu po zwycięstwie we Wrocławiu 1:0, ale rewanż w Belgii może być dla nich piekłem. Paradoksalnie więc, Śląsk Wrocław na arenie europejskiej gra najlepiej i osiąga najlepsze wyniki, ale ma trudną sytuację. W meczach pozostałych ekip wszystko jest efektem przypadku i każdy wynik jest możliwy.

Czy w tym roku zagra Polska drużyna w lidze mistrzów lub lidze europejskiej? W tej najlepszej nie widzę szans, nie znając nawet potencjalnego rywala Legii w następnej rundzie. Legia ma szanse na awans do ligi europy, ale tylko dlatego, że wygrywając w dwumeczu z Molde ma już pewny start w lidze europy. Lech raczej nie da rady awansować i nie ma się co tu rozpisywać. Wielki stadion i wspaniali kibice, gorzej z trenerem i piłkarzami. Śląsk ma szansę awansować do kolejnej rundy, bo gra najładniej i efektownie. Jednak utrzymanie korzystnego wyniku w Belgii będzie nie lada wyzwaniem…

stat4u