Lipiec 2013

Piwo ze smakiem

30 lipca 2013
Kategoria: Blog

Siedząc przy jednym stole ze swoją siostrą i jej mężem, piliśmy piwo o smaku jabłkowym. Po raz pierwszy w życiu piłem piwo, które w ogóle nie znakuje jak piwo. Zero goryczki i tak naprawdę gdybym nie wiedział co piję, w życiu nie pomyślałbym, że to alkohol. Zaczęła się więc debata, czy smakuje dobrze czy źle. Moja siostra i jej mąż jak zwykle będąc podobnego zdania uznali, że smakuje wyśmienicie i zgodnie przyznali, że wreszcie zrobili piwo, które nie odpycha swoim smakiem. Ja jak zwykle, aby zagęścić nie co atmosferę powiedziałem, że rzeczywiście smakuje oryginalnie, ale tego typu piwo nie powinno być dostępne w sprzedaży.

Dlaczego? – Zapytali. Choć to niegrzeczne, odpowiedziałem pytaniem na pytanie. – Dlaczego produkują alkohol, który smakuje jak sok jabłkowy? Odpowiedzieli: – Żeby było dobre w smaku, bo do tej pory piwo piło się z obrzydzeniem, a jedynie fajnym efektem, a teraz oprócz efektu jest też smak. To przyjemne! – Oznajmili. Przyjemne?! Picie alkoholu nie może być przyjemne, bo wkrótce będą produkować alkohol o smaku pomarańczowym, cytrynowym lub waniliowym, po który będą sięgać dzieciaki. I choć sam nie widziałbym w tym problemu jako dzieciak czy nastolatek, to teraz będąc po 30-ce widzę, że słodki alkohol ma na celu podbić serca najmłodszych i sprawić, by pili go z przyjemnością. A od przyjemności do nałogu to już niedaleka droga.

Spadły na mnie gromy, a na końcu piękne zdanie: – Dobrze, że jest piwo smakowe, bo teraz będzie można je wypić z przyjemnością. I to ostatnie zdanie, które padło to właśnie to, co chciałem od nich usłyszeć. Piwo, które będzie wypijane z przyjemnością, będzie też wypijane przez młodych ludzi. Nie mam tu na myśli niepełnoletnich, ale przez młodzież, która zasmakuje w nim na dłużej. Wiem, że gadam jak nasi dziadkowie, ale to co powoduje nałóg nie powinno smakować. Przekonali się o tym włodarze Unii Europejskiej, którzy już zakazują produkowania mentolowych papierosów.

Na końcu zapytałem, czy chcieliby, aby ich dziecko spotkało się w szkole z narkotykami, które zawinięte będą w papierek i smakować jak landrynka? Nie! No właśnie. Choć niektórych na górze martwi, że zażywamy coraz więcej leków, pijemy coraz więcej alkoholu i „puszczamy życie z dymkiem”, to jednak nie przeszkadza to w reklamowaniu preparatów farmaceutycznych „na wszystkie dolegliwości” czy alkoholu o wyjątkowym i dobrym smaku. Jedynie papierosy choć nie są reklamowane, to jednak cieszą się dużą popularnością, a niektórzy palą cienkie i smakowe, tłumacząc to sobie mniejszą ich szkodliwością. Są też tacy, którzy lobbują za legalizacją tzw., „miękkich narkotyków”.

Uważam, że piwa smakowego nie powinno się produkować. Zachęca się tym samym do kupowania alkoholu przez ludzi, którzy nie lubią go o standardowym smaku goryczy. Sięgną po niego też najmłodsi. Zapełni się więc lukę i zachęci do picia nowe grono ludzi, którzy do tej pory nie lubowali się w piwie. Tak o to sięga się po nowe możliwości. I założę się, że nie chodzi tu o smak, lecz o nowy rynek zbytu i zwiększenie popytu. Przecież czego nie zrobi się dla pieniędzy?

„Wieczorynka” znika z TVP1

26 lipca 2013
Kategoria: Media tagi:

Od kilku tygodni mówi się o tym, że pasmo bajek pod nazwą „Wieczorynka” nadawana na antenie TVP1 zostanie usunięta z ramówki programowej. Najpierw mówiono, że bajki rodem z PRL-u oglądają tak naprawdę starsi ludzie, którzy lubią je ze względu na sentyment. Oglądalność więc systematycznie spada, a wraz z nią zmniejszają się wpływy z reklam. Ten przykład dobitnie pokazuje, że misja w TVP nie ma już znaczenia. Znaczenie ma natomiast reklama i wpływy z nią związane. Oficjalnie wiadomo, że „Wieczorynka” znika z TVP1 od września i pojawi się na antenie TVP Kultura od godziny 19:30.

Rozumiem, że wpływy z reklam spadają. Rozumiem, że bajki typu „Bolek i Lolek” czy „Reksio” nie cieszą się już popularnością wśród dzieci i młodzieży. Ba, uważane są one nawet za bajki dla dzieci specjalnej troski. Dla mnie jednak likwidacja pasma z bajkami tuż przed wiadomościami to nie tylko strata z dzieciństwa, to przekroczenie pewnej bariery, która nigdy nie powinna być przekroczona. To w młodzieżowym slangu istne „przegięcie pały”, tylko że dziś już jest niewielu takich, którzy się ze mną zgodzą.

Likwidacja pasma „Wieczorynki” jest dla mnie szokiem takim, jakbym się dowiedział, że likwidowane będzie pasmo głównego wydania „Wiadomości”, a następnie wszystkich bloków reklamowych. Na usprawiedliwienie likwidacji „Wieczorynki” jest tylko to, że przeniesiona ona będzie do innej stacji, która również jest dostępna za pośrednictwem naziemnej telewizji cyfrowej. Fani „bajek z przed lat”, będą więc nadal mogli cieszyć się nimi na kanale ogólnodostępnym…

Piłkarska Europa czeka

19 lipca 2013
Kategoria: Futbol

Przyznam szczerze, że mimo niskiego poziomu naszej rodzimej piłkarskiej ligi, to jednak kibicuję tym nieudacznikom od lat, by awansowali do ligi mistrzów i ligi europejskiej. Legia Warszawa jako mistrz Polski zagrała pierwszy mecz w eliminacjach ligi mistrzów z walijskim The New Saints. Lech Poznań wyjechał na mecz do Finlandii, a dokładniej Honka Espoo. Śląsk Wrocław zagrał u siebie z Czarnogórskim Rudarem. Debiutantem w eliminacjach do pucharów jest Piast Gliwice, który zmierzył się a azerskim Karabach Agdam.

Jak to już bywa z mentalnością Polaków, niemal wszyscy zapewniamy, że tym razem to już awansować do grupowych rozgrywek pucharów europejskich musimy. Wydziwiamy, jakich to dostajemy przeciwników i licytujemy się, czy w dwumeczu polski klub wygra 5, czy 10 do zera. Realnie ujmując, wyniki pierwszych meczów naszych drużyn były dobre, nie wliczając porażki Piasta Gliwice w Azerbejdżanie 2:1. Śląsk Wrocław wygrał 4:0, Lech i Legia po 3:1 i to na wyjeździe. Awans tych drużyn do następnej rundy wydaje się być więc przesądzony.

W następnej rundzie Legia zmierzy się z ze zwycięzcą meczu Sligo Rovers – Molde. Jeśli wygra, zapewniony będzie mieć start w lidze europejskiej, jeśli nie awansuje w ostatniej rundzie. Lech Poznań trafi na zwycięzcę meczu Żalgiris – Pjunik. Piast Gliwice z Anorthosis lub Gefle, a najgorsze losowanie padło na Śląsk Wrocław, który zagra z belgijskim Club Brugge. Awans Śląska wydaje się więc iluzoryczny, Piasta Gliwice jeśli w ogóle przejdzie do następnej rundy, przeczuwam lanie z cypryjskim Anorthosis.

A na koniec jeszcze żart, trochę z polskiej ligi, trochę z kibiców. Lechia Gdańsk zagra w sobotę z FC Barceloną na stadionie PGE Arena w Gdańsku. Co jest w tym śmiesznego i absurdalnego? W poniedziałek gdańszczanie na tym samym stadionie zagrają mecz pierwszej kolejki Ekstraklasy. Absurdalne jest to, że ceny biletów na mecz z popularną „Barcą” kosztują od 90 do 1000 złotych i – z tego co zasłyszałem w informacjach sportowych, niewiele już ich zostało. Na mecze Lechii na 40tysięczny stadion przychodzi 8 tysięcy widzów, na Barcelonę 40 tysięcy. To czyste szaleństwo.

Kim są freelancerzy?

16 lipca 2013
Kategoria: Blog

Pozwólcie, że określenie freelancer wyjaśnię na podstawie informacji z wikipedii:

Freelancer (pol. wolny strzelec) – osoba pracująca bez etatu, realizująca projekty na zlecenie, najczęściej specjalizująca się w danej dziedzinie. Do profesji szczególnie popularnych wśród wolnych strzelców należą: fotografia, dziennikarstwo, copywriting, tłumaczenie, programowanie, malarstwo, grafika, doradztwo i inne zawody (głównie związane z pracą twórczą)…

Gdy już teorię mamy za sobą czas na praktykę. Od kilku lat zarejestrowany jestem w serwisie zlecenia.przez.net. To strona, na której osoba potrzebująca pomocy np., w edycji czcionki zleca to zadanie w postaci aukcji. Freelancerzy licytują się przedstawiając kwoty, za które mogą wykonać zlecenie. Zleceniodawca po zakończeniu aukcji wybiera ze złożonych ofert tą jego zdaniem najlepszą.

Kilka razy korzystałem z usług serwisu zlecenia.przez.net – dokładnie osiem. Cztery aukcje zakończyły się wyłonieniem zwycięzcy, a cztery nie. Te, które zakończyły się wyłonieniem zwycięzcy, zakończyły się fatalnie. Zlecenia robione na odwal się, a jedną z nieudanych aukcji pamiętam dość dobrze. Osoba miała napisać informacje o dziesięciu zespołach muzycznych. Kto w nich gra i na jakim instrumencie, kiedy powstał zespół, skąd pochodzą i krótką biografię. Osoba wykonująca to zlecenia za 200 złotych, napisała na temat wszystkich zespołów 20 zdań. Spotkałem też takich freelancerów, którzy choć na wykonanie zlecenia mieli 5 dni, nigdy więcej się nie odezwali…

Z tych aukcji, w których zwycięzcy nie wyłoniłem szczególnie pamiętam tą: -Poszukiwałem osoby, która edytuje czcionkę. Dokładniej mówiąc doda do niej polskie znaki. Znalazły się cztery oferty. Najniższa 150 złotych, a najdroższa 450 złotych. W tej najdroższej facet przekonywał mnie do swoich umiejętności i chwalił się tym, że jest inżynierem i potrafi zrobić to szybko i dokładnie. Nie wybrałem żadnej z ofert, bo edycja czcionki za 150, a nie mówiąc już za 450 złotych wydała mi się kwotą dość dużą. Postanowiłem więc sam edytować czcionkę, korzystając z poradników w internecie. Pobrałem stosowne programy i postępowałem według instrukcji edycji. Pierwsza szła mi dość mozolnie. W niewiele ponad godzinę udało mi się ją edytować. Po kilku przerobionych czcionkach, dziś robię to w mniej więcej 5 minut. Tyle czasu potrzeba do pełnego edytowania czcionki, a zapłacić za to musiałbym między 150 a 450 złotych.

Nie ujmując nikomu i nie chcąc kogokolwiek obrazić, bo z freelancerami jest jak z firmami. Każdy bierze, ale nie każdy na to zasługuje. Niska cena gwarantuje, że freelancerem którego wybrałeś jest 16-latek, który nie dość, że nie ma pojęcia od czego zacząć, to jeszcze nie zrobi zlecenia lub spóźni się z nim o kilka tygodni. Ten „droższy freelancer” wcale nie musi być lepszy, ale pewność że wykona zlecenie szybko i solidnie jest większe, bo będzie chciał zgarnąć pieniądze. Jednak kwoty jakich czasami żądają freelancerzy są na tyle wyimaginowane, że zleceniodawcy patrzą na nie ze zdumieniem.

Robienie interesów z freelancerami w moim odczuciu to ciężki kawałek chleba. Albo wydasz „kupę” kasy na niewielkie zlecenie, albo utopisz pieniądze w jakiegoś dzieciaka, który nie znając się na rzeczy nie dość, że wykona zlecenie niechlujnie, to jeszcze wydasz na to pieniądze. To nauczyło mnie, że nie warto robić interesów z ludźmi po drugiej stronie monitora i wszystko czego potrzebuję robię sam. Szukam poradników i na zasadzie prób i błędów sam wykonuje to, co potrzebuję….

Wołyń, ludobójstwo, Sejm

13 lipca 2013
Kategoria: Polityka

Nasi politycy od lewa do prawa, to istni kretyni, którzy za ostatni popis na sali sejmowej powinni otrzymać nagrodę za największy polityczny bubel. 460 posłów spierało się o to, czy tragedia jaka dotknęła Polaków w Wołyniu 70 lat temu, powinna zostać uznana za ludobójstwo, czy jak stwierdził rząd – czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa. Wiem, że hasło typu mordowanie z honorem wydaje się być idiotycznym określeniem, ale sposób w jaki mordowano Polaków był czysto bestialski. Z relacji świadków wynika, że ludzi żywcem przecinano piłami ręcznymi, przybijano gwoździami do płotów, przywiązywano do koni, które ich rozciągały, a dzieci wrzucano do studni. To tylko niektóre ze scen jakie miały miejsce, a szacuje się, że zamordowano tam 100 tysięcy Polaków…

Na pytanie do premiera Polski dlaczego nie chcą uznać tego za ludobójstwo, tylko za czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa odpowiedział:

Zastanówmy się, czy mamy się licytować kto kogo mocniej uderzy słowem – mówił premier. Dodał, że choć powinno się formułować zdania, które nie pozostawiają wątpliwości kto jest winien, to jednocześnie trzeba pamiętać, by takie akty sprzyjały, a nie utrudniały znalezienie wspólnoty na przyszłość z Ukrainą.

Kurwa! Jaką przyszłość? Zastanówmy się, co wydarzyło się w przeszłości i powiedzmy to sobie szczerze, że było to ludobójstwo i koniec. Czy Donald Tusk jest premierem polskiego rządu, czy głową rządu o znamionach premierostwa? Nazywajmy rzeczy po imieniu i nie zamazujmy przeszłości i nie bójmy się przyszłości. Prawda historyczna powinna wyjść wreszcie na jaw, bo dziś w Polsce wielu ludzi w tym i ja, nie dowiedzieliby się o tragedii Wołyńskiej, gdyby politycy nie pociągnęli tego do rangi uchwały. To dziwne, że historycy nie uznali tego wprost za ludobójstwo, tylko pseudo fachowcy w sejmie przyjęli to jako uchwałę w postaci – czystka etniczna o znamionach ludobójstwa.

Gdy usłyszałem kolejne słowa premiera, krew mnie zalała:

Kłamią ci, którzy twierdzą, że patriotą jest ten, kto najgłośniej wykrzyczy swoje oburzenie. Według definicji ONZ, Ukraińcy mogliby za ludobójstwo uznać akcję „Wisła”.

Warto dodać, że Polacy w odwecie przeprowadzili akcję Wisła, w której przesiedlono ponad 140 tysięcy Ukraińców. Nie znalazłem informacji o ilości zamordowanych. Jeśli jednak akcja Wisła była na tyle brutalna i bestialska, że powinna być nazwana ludobójstwem, to niech tak się stanie. Nie uciekajmy od historycznej prawdy bez względu na to, co się działo. Tylko prawda jest w stanie w przyszłości uniknąć takich zdarzeń.

Po tej jakże głośnej sprawie, zajęto się uchwałą zakazująca rytualnego zabijania zwierząt. Miałem wrażenie, że rytualne zabijanie zwierząt jest dla posłów bardziej bestialską rzeczą, niż mordowanie ludzi i całych rodzin na oczach bliskich. To sprawia, że w oczach człowieka takiego jak ja, niezależnego politycznie i nie zakochanego w żadnej partii, widzę w Tusku i jego partyjnych kolegach kretynów, którzy zamiast dać możliwość historykom ocenianie czy tragedia Wołyńska była ludobójstwem czy nie, ci uchwalili uchwałę kompletnie ich kompromitującą…

Podróże kształcą

8 lipca 2013
Kategoria: Blog

Będąc na trzydniowych wakacjach w Kołobrzegu dowiedziałem się, że „perfumy za darmo” mogę zakupić po okazyjnej cenie. Nie za 179, lecz 111 złotych. Jeśli wezmę od ręki dostanę je za 59 złotych, w tym drugie perfumy dla dziewczyny gratis. Po odmowach dowiedziałem się, że mogę je kupić za jedyne 29 złotych pod warunkiem, że nic nie wspomnę szefowi akwizytora. Pan najpierw zapewniał mnie, że dostanę je w prezencie za darmo. Następnie dowiedziałem się, że za darmo to ja nie dostanę nawet w ryj, bo albo coś będę musiał przeskrobać by na to zasłużyć, albo ktoś da mi wpierdol dla moich pieniędzy…

Dowiedziałem się też, że wejście na molo w Kołobrzegu, które ma – może ze 100 lub 150 metrów będę musiał zapłacić 2,50. Dowiedziałem się też, że to nie ja robię przyjemność zarabiającym, lecz oni mnie, dając mi w zamian bilet, który będę mógł w domu powiesić na tablicy korkowej pamiętając, gdzie i za ile go kupiłem.

Dowiedziałem się też, że Kołobrzeg ma niespełna 50 tysięcy mieszkańców, że mieszkał w nim jeden z najsłynniejszych polskich blogerów Tomasz Tomczyk (kominek.in). Dowiedziałem się też tego, że Kołobrzeg lubiany jest nie tylko przez turystów z Polski i Niemiec, lecz także przez mętów, alkoholików i nędzarzy, którzy grzecznie i kulturalnie żebrzą na kolejną flaszkę alkoholu.

Dowiedziałem się też, że ulice dojazdowe do Kołobrzegu z którekolwiek strony są w gorszym stanie niż do mojej małej wsi, o której nikt nigdy nie słyszał. Widziałem też wiele drzew stojących przy ulicach tak gęsto, że nawet słońce nie miało prawa przebić się na chodnik. Widziałem też bloki mieszkalne, które zamiast ponumerowanych klatek 1,2,3 lub a,b,c, oznaczone są jak oddzielne budynki. Spostrzegłem też wokół miasta „zieloną energię” w postaci wiatraków, których było tak dużo, że jadąc samochodem nie można było ich policzyć.

Wiem również, że przejście ze starego rynku do morza to 10 minut z buta. To miasto zaskakuje niewielką powierzchnią i dość dużą liczbą mieszkańców. Dostrzegłem brak męczących komarów i meszek o każdej porze dnia i nocy w samym mieście oraz parkach. Kołobrzeg zaskakuje także ładną promenada, czystą plażą i czymś jeszcze, czego nie rozgryzłem, a co sprawia, że to miasto mi się podoba.

stat4u