Listopad 2011

Kara śmierci

27 listopada 2011
Kategoria: Polityka tagi: ,

Kurdupel z PiS-u, który nie ma ze mną nic wspólnego, stara się wnieść do sejmu nową ustawę, która da możliwość polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, niesprawiedliwie osądzać winnych. Wprowadzenie kary śmierci bez względu na dokonany czyn, uważam za nie cywilizowany krok, a już z pewnością nie zgodny z katolickimi standardami. Właśnie za partię polskich katolików uważany jest PiS. Nawet ojciec Tadeusz Rydzyk na antenie Radia Maryja wychwala swojego drugiego Boga – Kaczyńskiego. Ale czy ten czasami nie zapomniał o piątym punkcie „kodeksu” przykazań?

Karę śmierci uważam za bezsensowną z bardzo wielu powodów. Najważniejszy z nich to ten, że odbywający karę i czekający na wyrok zwyrodnialec, zostanie pozbawiony cierpienia. Śmierć to najlepsza ucieczka od dożywotniego siedzenia w ciasnej i przeludnionej celi. Po co więc ułatwiać „życie” skazanemu na dożywocie, a następnie karę śmierci? Uważam też, że dla ludzi, którzy z wyjątkowym okrucieństwem pozbawili życia innych, powinno się stworzyć piekło na Ziemi. Wybudowanie więzienia o wyjątkowo ostrym rygorze, zmuszanie do ciężkich i syzyfowych prac, szybko by ich skruszyło.

Można by ich ciężką pracę połączyć z pożytecznym. Wynajmowanie więźniów do ciężkich prac społecznych, za które zarabialiby pieniądze. Te z kolei powinny być dożywotnio przesyłane na konta rodzin ofiar.

Pewnie zdarzyło Wam się obejrzeć programy z cyklu „Za kratkami”, czy „Najcięższe więzienia” na National Geographic Channel. W programach dokumentalnych pokazuje się życie więźniów, którzy mają bardzo dobre warunki. Gangi, grupy i inne zboczenia rządzą, handlują, mordują i nie można na to nic poradzić. Tytuły tych programów nawiązują raczej do tego, że w tych więzieniach siedzą niebezpieczni ludzie, a nie dlatego, że są to najcięższe kolonie karne. A wystarczyłoby odpowiednio zmęczyć morderców, a wtedy z pewnością nie chciałoby się im popełniać kolejnych przestępstw.

Pan Kaczyński często powtarza w mediach, że żyjemy w kraju „mało demokratycznym”. Próbuje więc wprowadzić swoje barbarzyńskie sposoby, by można było porównać nas z Białorusią, gdzie kara śmierci nadal obowiązuje. Dlatego to właśnie bałbym się oddać głos w wyborach parlamentarnych na PiS i prezydenckich na Kaczyńskiego. Ten z pewnością swoje zwycięstwo zacząłby od podskoków do Putina, co przełożyłoby się na złe stosunki handlowe. W dodatku pakowałby do więzienia kogo popadnie i nakazał wydawać wyroki śmierci. Tak właśnie kojarzy mi się niezrównoważony człowiek, który w dodatku będący politykiem staje się niebezpieczny dla całego społeczeństwa.

Jakże inne Lato

25 listopada 2011
Kategoria: Futbol tagi: ,

Fanom piłki nożnej nie muszę tłumaczyć, kim był niegdyś Lato – Grzegorz Lato. Znającym się mniej lub bardziej na sporcie nie muszę tłumaczyć kim jest teraz. Głośne sprawy medialne z usunięciem orła z koszulek reprezentantów Polski, jak i najnowsza akcja z aferą korupcyjną w tle, przedstawiła wszystkim polakom co robi, i kim jest. Ci, którzy jeszcze nie wiedzą, jutro z pewnością kupując gazetę, na pierwszej stronie zobaczą Grzesia. Włączą informacje, a on już tam będzie czekać. Postanowią przejrzeć informacyjne strony internetowe i kto na nich będzie? Grzesiu! Ba. Wejdą na KURDU.PL’a i kogo zobaczą na początku – Grzegorza.

Niegdys świetny reprezentant Polski w piłce noznej, wielbiony nie tylko przez Polaków. Moja ś.p. mama opowiadała mi o nim jako o wielkim bohaterze narodowym i wielkim idolu jej młodości. Człowiek który na mundialu w RFN w 1974 roku był królem strzelców zdobywając 7 goli. Dziś mizerny prezes, który nawet na ostatnim zebraniu nie potrafił płynnie przeczytać tekstu z kartki. Człowiek, który zarządza PZPN-em piastując stanowisko prezesa. Jest głową, tułowiem i ogonem własnego związku. Sam decyduje czy orzeł ma być na piersi reprezentantów czy też nie. Jeśli sprawy nie układają się po jego myśli, kupuje sobie sprzymierzeńców i daje łapówki.

Za młodu budował swoją karierę tak, że stał się jej legendą. Dziś człowiek, którego nie lubią nawet jego „przyjaciele”. Dla wielu ludzi był wielkim człowiekiem, ale jego najnowsze poczynania zamazują jego osiągnięcia sportowe.

Widać, że w PZPN-ie liczy się głos tylko prezesa. Inni są jego marionetkami, które mają dobrze opłacone „stołki”, by ci mogli wybrać go na kolejną kadencję. Jakakolwiek interwencja ze strony rządu będzie skutkować na całej piłkarskiej Polsce. Zakazy rozgrywania meczów międzypaństwowych czy wykluczenie z wielkich imprez skutecznie blokuje i osłania tyłek prezesa. Widać, że człowiek który świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków jako piłkarz, robi to o wiele gorzej jako najważniejsza osoba wśród piłkarzy.

Widać również, że nie tylko prezes ale i cały związek piłkarski jest chory. Nagrania kompromitujące prezesa, które dziś obiegły media w całej Polsce powstały w styczniu 2011 roku. Minęło więc od tego momentu wiele czasu, a dopiero dziś ujawniono nagrania. Przypadek? Nie sądzę. To czysta gra, by wyeliminować Grzegorza Lato ze stanowiska i zająć jego miejsce. Bój będzie się toczyć o wielkie pieniądze, bo 60 tysięcy złotych miesięcznie za nic nie robienie to naprawdę dużo. Co ważne, by być prezesem nie trzeba mieć żadnych kwalifikacji, trzeba mieć tylko poparcie…

Silnik elektryczny

19 listopada 2011
Kategoria: Blog tagi: ,

Czy wiecie, że pierwszy silnik elektryczny, który zastosowany został w samochodzie wyprodukowano już w 1899 roku? Ciekawostką zapewne będzie też dla Was to, że jako pierwszy pokonał barierę 100 km/h. Zastanawiające więc jest, że przez tyle lat samochody z silnikami elektrycznymi nadal są wypierane przez te, z silnikami spalinowymi.

W czasach, gdy olej napędowy oraz benzyna drożeje w zawrotnym tempie, postanowiono powrócić do korzeni motoryzacji i rozwinąć silniki elektryczne. Przyjdą czasy, że tradycyjne paliwa będą niedostępne dla zwykłego Kowalskiego, ze względu na malejące zasoby surowców, a co za tym idzie – wzrost cen. Wprowadza się więc powoli samochody z silnikami elektrycznymi, które nie są jeszcze na tyle doskonałe, by przekonać użytkowników do zakupu. Największym ich problemem sA akumulatory, które mają niewielką pojemność co sprawia, że przejechanie ponad 100 km na jednym doładowaniu to już wyzwanie. W dodatku akumulatory nie są zbyt trwałe i co kilka lat trzeba je wymieniać. Problem w tym, że koszt takiego akumulatora często przekracza 50% wartości całego samochodu.

Dlatego to właśnie konstruuje się pojazdy hybrydowe, w których to silnik spalinowy wspomagany jest przez silnik elektryczny. Pomaga to zaoszczędzić paliwa w warunkach miejskich, gdzie przeciskanie się przez korki zmniejsza jego zużycie, przełączając się na zasilanie akumulatorem. Jednak i to rozwiązanie nie jest do końca dobre. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że niewiele jest stacji, na których możemy naładować pojazd, w dodatku proces ten trwa dość długo.

Znajda się też tacy, którzy rewolucję w dziedzinie napędu widzą silniki wodorowe. Jest to wyjątkowo ekologiczny silnik, bo w wyniku jego spalania powstaje czysta woda. Można go tankować tak szybko jak paliwa tradycyjne, a do tego mamy go pod dostatkiem w oceanach. Problemem jest jednak to, że gdyby większość użytkowników przerzuciła się na tego typu samochody z silnikami wodorowymi, mielibyśmy prawdopodobnie wielki deficyt wody.

Podobnie ma się sytuacja w przypadku silników elektrycznych. Choć dziś prąd wydaje się być tanim paliwem, to jednak gdyby został on wykorzystywany na tak dużą skalę jak ropa, prawdopodobnie cena energii elektrycznej wzrosłaby do wymiarów niebagatelnych. Elektrownie nie wytrzymywałyby przeciążeń, a nałożona akcyza i podatki spowodowałyby brak chętnych na tego typu pojazdy.

Na Uniwersytecie w Tulane w Stanach Zjednoczonych Ameryki trwają wszelkiego rodzaju próby i testy, by wykorzystywać makulaturę do produkcji ropy.

Badacze pod kierownictwem profesora Davida Mullina odkryli szczep bakterii, zwany TU-103, który karmiony papierem wytwarza alkohol butylowy. Obecnie związek stosowany jest jako rozpuszczelnik lub składnik perfum, ale jeśli uda się wykorzystać bakterie na skalę przemysłową, stanie się idealnym biopaliwem. Spala się bowiem identycznie jak benzyna i w przeciwieństwie do obecnie używanych biopaliw mozna go wlewać do baku bez potrzeby modyfikowania silników i pojazdów.

I choć to rozwiązanie wydaje się być wielką ciekawostką i pewnie olbrzymim odkryciem, to jednak używany na tak dużą skalę zapewne nie przyniesie korzyści zwykłemu śmiertelnikowi, tylko wynalazcom i pośrednikom. Jak świat długi i szeroki, wszelkie nowinki techniczne i wynalazki powstają dla pieniędzy, bo to jest motorem napędowym pomysłowości i działania. Z jakiego źródła energii byśmy więc nie skorzystali i tak za niego zapłacimy słono.

„Gdzie jest orzeł”

15 listopada 2011
Kategoria: Futbol tagi: , ,

W ostatnim czasie mecze reprezentacji Polski nie emocjonują tak jak zawsze. Powodem takiej sytuacji jest bezustanne rozgrywanie meczów towarzyskich. Jednak zauważalny jest ostatnio trend, że nie piłkarze, kadra, czy trenerzy podnoszą nam poziom adrenaliny, lecz kibice. Choć mistrzostwa Europy już tuż tuż, stadiony mamy piękne i duże, to jednak kibicowanie wychodzi nam mizernie. Ciągłe konflikty między kibicami a PZPN obniżają poziom kibicowania, a co za tym idzie – atmosfery na trybunach.

koszulka bez orła
Na mecze reprezentacji Polski przychodzi po 40 tysiecy kibiców, ale nijak przekłada się to na kibicowanie. Skandowanie hasła „jebać PZPN”, martwa cisza na trybunach, czy transparenty obrażające rząd nie zachęcają do oglądania meczów w telewizji, a tym bardziej nie przyciagają na trybuny. Ostatnio mamy kolejną sprawę, w której tym razem według kibiców znów zawinił PZPN. Na koszulkach reprezentacji Polski nie ma godła narodowego, lecz jest orzełek symbolizujący logo Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Jest to oczywiście kolejny powód by pogniewać się na „Związek” i wykrzykiwać hasła z trybun. Z jednej strony godło narodowe powinno być na koszulkach, tak jak hymn narodowy, który grany i śpiewany jest przed meczem przez kibiców. Wcześniej PZPN też wymyślał wraz ze sponsorem dziwaczne kolory strojów, a teraz spadła na nich krytyka braku orła na piersi piłkarzy.

Wolałbym, gdyby takie sprawy załatwiało się w inny sposób. Pisanie petycji do PZPN-u, bądź znalezienia jeszcze innej formy protestowania angażując w to np., media. Brak dopingu na meczu towarzyskim między Polską a Włochami, na wypełnionym po brzegi nowym stadionie we Wrocławiu nie przystoi kibicom. Słynęliśmy zawsze z dobrego kibicowania, co potwierdziło się na M.Ś. w Niemczech, gdy kibice z Polski zostali wybrani jako najlepsi.

W tej chwili poziom mizerii jest tak duży, że boję się podobnej sytuacji na EURO 2012. Brak treningu dobrego kibicowania może sprawić, że na mistrzostwach Europy, w których będziemy współgospodarzem, mogą nam nie wyjść najlepiej. Gorzej będzie, gdy podczas EURO kibice nadal będą protestować. To z pewnością zapisałoby się w historii futbolu, jako wielki kibicowski niewypał. Czy tak się stanie, nikt nie jest w stanie tego powiedzieć. Wystarczy chwila cierpliwości i przekonamy się na własne uszy, czy coś się w tej sprawie zmieniło.

Nowe loga kanałów Canal+

13 listopada 2011
Kategoria: Media tagi: ,

Canal+ słynie ostatnio ze zmian logo swoich stacji. Zaczęło się od kanałów głównych – Canal+. Ba. Zmieniały się również nazwy stacji – Canal+Gol i Canal+Weekend. Teraz przyszedł czas na kolejne zmiany, tym razem wszystkich kanałów tematycznych należących do grupy Canal+. W ten o to sposób dostaliśmy ujednolicone logo każdej stacji. Różnice polegają tylko na jego kolorze oraz napisie.

Czy zmiany wyszły na lepsze? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Po pierwsze stacje mają identycznie wyglądające logo różniące się kolorem i napisem. Teraz wydaje się, że nie mają one już swojego oryginalnego charakteru. Wszystko na jedno kopyto. Loga stacji wyglądają jakby były robione na kolanie przez dzieciaka i zaakceptowane przez właścicieli. Nawiązanie logo stacji Ale Kino!, Planete, MiniMini, Hyper, Domo, Kuchnia tv miało utożsamiać się z Canal+ i do każdego z nich dodano słynny „+”. Problem chyba polega jednak na tym, że ten plus przypomina stare logo Canal+ sprzed ponad roku. Czarne kwadratowe tło z białym „plusem” w środku już było i zostało zmienione na przezroczysty napis.

Dlaczego więc nie zrobiono podobnego motywu z nowymi logo? Na to pytanie pewnie nie ma odpowiedzi, ale teraz nowe logotypy wyglądają koszmarnie, szczególnie to należące do dokumentalnego kanału Planete. Jest szare, długie i do d… Jedynym „plusem” nowości jest to, że wszystkie kanały nadawane są w jakości HD bez dodatkowych opłat.

„Dzień niepodległości”

12 listopada 2011
Kategoria: Polityka tagi: ,

Kto chce, gdzie chce i o której chce, może manifestować składając wcześniej papiery w urzędzie. Grupy społecznie nienawidzące poglądów innej, zaczynają swój przemarsz w tym samym miejscu. Przydzieleni do pilnowania porządku są policjanci z całego kraju. Dochodzi do manifestacji, pobić, niszczenia chodników, samochodów i ogólnie mienia. Przed kamery wychodzi znana osobistość i mówi coś w stylu – „Konstytucja każdemu w tym kraju zezwala na manifestowanie i nie możemy nic zrobić, bo dochowaliśmy wszelkich starań, aby prawa nie złamać”.

Skoro więc wszelkie osoby, a później media powołują się na konstytucję, przez którą pozwolono na manifestowanie 23 grupom pojebów, w ilości kilkunastu tysięcy, którzy zaczynają swój przemarsz w centrum miasta, blokując drogi chodniki i niszcząc wszystko co popadnie, to ja mam gdzieś taką konstytucję. Skoro chroni ona wynaturzenia społeczne, a później pozwala na pokazanie ich siły, to nie widzę sensu, aby nasz kraj miał konstytucję. Przemarsz tych ludzi powinno się organizować gdzieś na drogach miedzy polami, a rolnicy wcześniej powinni ubezpieczyć swoje uprawy. Wypuścić dzicz do lasu i przede wszystkim nie nagrywać ich poczynań, bo teraz pewnie po „masakrze” w Warszawie większa część debili poleciała do domu nagrać swoje osiągnięcia.

Jestem wielce zdziwiony, że konstytucja zamiast chronić ludzi ode złego, chroni wandali. A może po prostu człowiek zawinił i znad interpretował przepis, aby chronić własny tyłek? Zamiast więc cieszyć się z 93. rocznicy uzyskania przez nasz kraj niepodległości, mówiono wczoraj niemal tylko o działaniach policji w centrum Warszawy.

O dziwo o tym problemie mówiło się wczoraj, rok temu, dwa lata temu… Problem ten za pewne i za rok nie zostanie załatwiony, bo nasi politycy jak zwykle są bezradni w takich sytuacjach. My, jako obywatele płacić będziemy z własnych kieszeni za remont zdemolowanych ulic, a w nasze wspólne święto, zamykać będziemy się w domach, by chronić się od manifestujących szwabów i zdemoralizowanych ludzi.

„Egzorcyzmy Anneliese Michel”

7 listopada 2011
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kilka dni temu obejrzałem na kanale TVP Kultura dokumentalny film polskiej produkcji zatytułowany „Egzorcyzmy Anneliese Michel”. Przedstawiona została w niej historia zwykłej dziewczyny, która w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku, uznana została za opętaną, a po śmierci świętą. Historia miała miejsce w Niemczech, w małym miasteczku Leiblfing.

Anneliese była normalną, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną. Mieszkała wraz z rodzicami w małym miasteczku, miała chłopaka, studiowała. W 1968 roku dziewczyna dostała pierwszych napadów – jak stwierdzili lekarze padaczki. Dostawała silne leki epileptyczne przez 6 lat, które nie dawały pożądanych rezultatów. W międzyczasie dziewczyna miała omamy, widziała diabelskie twarze i słyszała głosy, które mówiły jej że została opętana. Jako, że dziewczyna wywodziła się z rodziny religijnej, postanowiono poszukać pomocy u egzorcysty.

Jak relacjonuje matka dziewczyny. – Jej ciało odbijało się od ściany do ściany, od podłogi do sufitu. Piła mocz, kopała kubek pełen wody, z którego nie wylewała się woda, wybijała głową szyby, gryzła ściany, aż pękały jej zęby. Bluźniła na księży, mówiła demonicznym głosem, a zdarzało się nawet, że szczekała jak pies przez przez dwie doby nieustannie.

Matka dodała również, że pewnego pięknego niedzielnego popołudnia pojechała wraz ze swoich chłopakiem na wycieczkę. Wyszli z samochodu i szli wśród drzew. Tam ujrzała Matkę Świętą, która zapytała ją, czy wytrzyma próbę i przyjmie na siebie pokutę za grzechy wszystkich ludzi? Dodała również, że zanim odpowie, może przemyśleć swoją decyzję i ma na to trzy dni. Po tym spotkaniu nagle dostała siły, mogła swobodnie chodzić i przez trzy dni nie miała żadnego ataku. Po trzech dniach podjęła decyzję, że przyjmie pokutę.

Od tego momentu z Annelise zaczęło dziać się coraz gorzej. Egzorcyzmy, które zostały przeprowadzone, by wyrzucić z niej demoniczne moce choć z pozoru się udały, nie dały rezultatu. Jak pokazano na filmie – demony nie mogły jej opuścić mimo tego, że chciały. Annelise została naznaczona i podobnie jak Jezus Chrystus umarła w cierpieniach, za ludzkie grzechy.

Po śmierci dziewczyny, w Niemczech przeprowadzono proces. Sąd przychylił się do argumentacji prokuratury, która twierdziła, że Anneliese była chora psychicznie, lecz zamiast ją leczyć, poddano ją egzorcyzmom. Te wycieńczyły organizm i w efekcie stały się przyczyną zgonu 24-letniej Niemki. Dwaj księża oraz rodzice Annelise uznani zostali za winnych zaniedbania i skazani zostali na pół roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Historia ta stała się również inspiracją twórców filmu „Egzorcyzmy Emily Rose”, który szczególnie polecam. Film nie dość, że jest straszny, to w dodatku porusza serce i umysł. Daje wiele do myślenie nad swoim życiem i pewnie nawet ateistów wyciąga do kościoła.

Zastanawiam się, czy w taką historię można wierzyć. Choć opowiada ją sam ksiądz, to jednak z „Watykańskiego” punktu widzenia opętanie nie istnieje, lecz choroba psychiczna. To troszkę dziwne, że choć oficjalnie nie mówi się przez kościół o opętaniu, to jednak szkoli się księży egzorcystów. Niejasne jest również to, że takie historie sporadycznie wyciekają z archiwów Watykanu, który całkowicie się od nich odcina. Nie wiem, czy to czasami nie jest celowe działanie. W końcu, gdyby kościół „chwalił” się takimi historiami, stały by się one zbyt powszechne i pewnie uznano by je za straszenie ludzi, by przyciągnąć ich do kościoła.

Tak czy siak, polecam Wam z całego serca film „Egzrocyzmy Anneliese Michel”. Zawarto w nich wiele ciekawych historii z życia napiętnowanej dziewczyny, jak i całej rodziny. Przedstawiono drastyczne nagrania audio, które zaszokują nawet największego twardziela. Pokazano zdjęcia młodej, zadbanej i pięknej dziewczyny, która zaczęła się zmieniać nie do poznania. Ujawniono kilka zdjęć z końcowego etapu życia oraz z dnia śmierci, które z powodu szoku zapamiętam do końca życia.

Film wraz z przedmową, możecie obejrzeć na chomikuj.pl

Statystyka długiego weekendu

2 listopada 2011
Kategoria: Blog tagi: , , ,

W ten wyjątkowo długi weekend, który trwał od soboty do wtorku włącznie, zatrzymano 2128 kierujących pod wpływem alkoholu, spowodowano 464 wypadki i naliczono 51 ofiar śmiertelnych. Ktoś powie, że to dużo. A ja uważam, że jest to wyjątkowo niewiele jak na polskie warunki drogowe oraz ilość kierowców, którzy w tym czasie masowo odwiedzali cmentarze. Tak dla przykładu podam tylko, że każdego innego dnia zeszłego tygodnia na naszych drogach zginęła porównywalna ilość ludzi, złapano mniej więcej tyle samo pijanych kierowców, a statystyki śmiertelne nie odróżniają się niczym od statystycznego dnia długiego weekendu.

Widać więc, że akcja znicz przyniosła należyty skutek. Tylko gdzie Ci policjanci byli? Przez cały ten weekend zjeździłem „kilka” kilometrów i nie spotkałem ani jednego radiowozu. Jak to się więc stało, że przy tak natężonym ruchu mieliśmy tak niewiele wypadków? Akcja znicz, czyli medialna nagonka wystraszyła zapewne ludzi przed szybką jazdą i w ten sposób chronili sie przed ewentualnym patrolem policji. Z drugiej zaś strony ciagłe apele o bezpieczną jazdę przynoszą skutek, bo na drogach eweidentnie widać, że kierowcy dali sobie luz z szybką jazdą i wciskaniem się na trzeciego.

Śmiem również twierdzić, że zdecydowana większość kierowców nie potrzebuje apeli, akcji znicz, ani innych uświadamiających ich akcji bezpiecznej jazdy, by zachować nalezyte warunki bezpieczeństwa. Wystarczy tylko rozumieć, że nie wieziemy w swoim samochodzie gnoju, który można rozsypać po drodzę, lecz naszą najbliższą rodzinę. Dotarcie do celu 20 minut później, to i tak lepsze, niż dotarcie na cmentarz o dwadzieścia lat za wcześnie.

Reszta kierowców, która złapana jest pod wpływem alkoholu, wpada między innymi dlatego, że doprowadza do niegroźnych stłuczek. Wtedy to poddani badaniu zostają zatrzymani. Zdecydowana większość jeździ pijana, bo ostatnią kontrolę lub patrol policji widzieli kilka lat temu. Teraz woli się inwestować w fotoradary, przy których stoją policjanci lub strażnicy miejscy. To dziwne, bo w taki sposób trzeźwości zbadać się nie da i nie przeprowadzi się kontroli stanu technicznego pojazdu.

Co by nie mówić o statystykach długiego weekendu, to trzeba sobie powiedzieć i przyznać szczerze, że wypadków, ofiar i pijanych mieliśmy niewiele więcej od statystycznego dnia. Skutek więc jest taki, że nie dłuższe weekendy są straszne, tylko straszna jest prawda o polskich kierowcach.

stat4u