Październik 2011

Telefon Nokia 101

21 października 2011
Kategoria: Blog tagi:

Wkrótce tzn., jeszcze w tym kwartale ma się pojawić nowy, prosty model telefonu Nokia 101. Ma to być telefon tani (ok. 125zł), przeznaczony głównie na rynek azjatycki i afrykański. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie różniące się od siebie parametry podane na stronie producenta.

W zakładce „funkcje” napisano, że:

Nokia 101 stworzona do codziennego użytku – mała, lekka i trwała, więc zawsze możesz ją zabrać ze sobą. Wytrzymała bateria – do 32 dni w gotowości i 8,5 godzin rozmów, więc wiesz, że zawsze możesz sobie porozmawiać. Nokia 101 to też przystępna cena, a żywe kolory ekranu dodadzą Ci stylu.

Gdy będziemy chcieli sprawdzić specyfikacje tego telefonu na tej samej stronie w zakładce „specyfikacje”, dowiemy się, że:

Czas rozmów (maksymalny): 6,7 godzin
Czas gotowości (maksymalny): 25 dni

Nie mówię tu już tylko o wprowadzaniu w błąd, ale tak renomowanej firmie chyba nie wypada popełniać takich wpadek – prawda?

Światowy protest oburzonych

16 października 2011
Kategoria: Blog tagi: ,

Wczoraj w setkach miast na całym świecie ludzie wyszli na ulice protestować przeciwko „dzikiemu kapitalizmowi”, który sprawia, że coraz więcej ludzi żyje w nędzy. Bankierzy, którzy zapoczątkowali kryzys i dostali pieniądze od rządu (czyt., publicznych) na ratowanie sytuacji, dali sobie podwyżki. Żyją teraz w luksusie, a na zwykłych ludzi nakłada się kolejne podatki lub wymyślone zabezpieczenia, by w razie kolejnego kryzysu ratować nimi chciwych bankierów.

Paradoksalnie wielkie korporacje przenoszą swoje firmy na wschód, bo tam jest podobno taniej. Ludzie ze wschodu uciekają na zachód, bo tam podobno można godnie zarobić. Paradoks polega na tym, że firmy uciekające z zachodu zwalniają pracowników, a do tych krajów przybywa jeszcze więcej imigrantów. Nie dość że pracują za stawkę niewolniczą, to jeszcze zabierają miejsca pracy tubylcom. W Polsce za 30 funtów dziennie można żyć w luksusie, w Wielkiej Brytanii już nie.

Tyle się mówi o niewolniczej pracy w Chinach. Ludzie pracują 7 dni w tygodniu po 18 godzin. Śpią na podłogach, są wychudzeni i zmęczeni. Przysługuje im kilka dni wolnego w roku, by mogli spotkać się z rodzinami. Przywożą „kilka” dolarów do domu i zostawiają, by utrzymać rodzinę. Winna temu nie jest tylko gospodarka chińska, lecz coraz to większa oszczędność ludzi zachodu, którzy zmuszeni są kupić tani chiński bubel, kosztem produktu dobrej jakości. Nakręcamy tym samym chińczyków, a nie swój rynek. To troszkę tak, jakbyśmy kradli pieniądze swoim rodzicom i oddawali innym, by im żyło się lepiej, a sami nie mieli czego jeść.

W dodatku banki, giełdy i rynki wymyślają sztucznie rozbuchane kryzysy. Firmy upadają, ludzie nie mają pracy, a pieniądze lądują w rajach podatkowych. Gdy ogłaszano światowy kryzys na świecie, Polska była „zieloną wyspą”. Nazwa ta prawdopodobnie wzięła się od nazwy Irlandii, którą Donald tak bardzo chciał mieć w Polsce. Mimo zielonej wyspy, podniesiono nam podatki, nakłada się wyższe składki, straszy się że płacimy na emerytury, których nie będzie, a wszystko to podyktowane jest kryzysem.

Podobno nie ma lepszego systemu niż demokracja. Zdaje mi się, że demokracja jest na Ziemi już zbyt długo i chciwcy nauczyli się z niej korzystać tak, by wszyscy zapłacili na jednego, a nie jeden za wszystkich. Zdaje się, że jeśli dzisiejszy świat biznesu nie posypie się jak World Trade Center, to niestabilną sytuację będziemy mieć jeszcze długo. Współzależne od siebie gospodarczo kraje to chyba nie najlepsze rozwiązanie. Widać, że hasło panujące w demokracji „róbta co chceta” nie tylko przynosi problemy w przypadku jednostki, ale i w przypadku jedności.

Sens meczów wyjazdowych

6 października 2011
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

W ostatnim czasie kibice oraz media znęcają się nad trenerem reprezentacji Polski Franciszkiem Smudą jak i PZPN-em. Zadają im pytanie, jaki jest sens wyjeżdżać na spotkania na drugą stronę globu i wrócić nie do Polski, lecz Niemiec i zagrać tam z Białorusią? Zastanawiają się również, dlaczego PZPN nie szuka przeciwników w Europie, skoro przygotowujemy się do rozgrywek na szczeblu europejskim? Wiele pytań, wiele odpowiedzi.

Ja jestem zdania, że nie ma sensu zastanawiać się nad odpowiedziami na wszystkie te pytania. Należy się chyba zastanowić, czy jest sens aby drużyna, która jest gospodarzem turnieju nie brała udziału w eliminacjach. Mówię tu nie tylko o mistrzostwach Europy, lecz także mistrzostwach świata. Można by chyba zrobić tak, że w przypadku Euro 2012 Polska oraz Ukraina brałyby udział w eliminacjach, ale miałyby z góry zapewniony awans. Z jednej strony, kadry miałyby ustalony terminarz rozgrywek, bez zbędnego szukania rywala na ostatnią chwilę i płacenia wielkich sum za mecze towarzyskie.

Jest oczywiście jeszcze więcej pozytywnych aspektów, rozgrywania meczów eliminacyjnych. Wiemy jak wygląda w tej chwili ranking Historyków i Statystyków Piłkarskich. Znajdujemy się w nim w okolicach 70 miejsca tylko dlatego, że rozgrywamy mecze towarzyskie, za które przyznaje się mniej punktów za dobre wyniki. Po dwóch latach bez względu na wyniki lecimy coraz niżej. Są i tacy co się śmieją, że w Afryce Sudan podzielił się na dwa państwa, więc spadniemy w rankingu o kolejne miejsce. I choć może się wydawać to śmieszne, jest jak najbardziej niekorzystne dla kibiców, kadrowiczów, a przede wszystkim działaczy, którzy z tego tytułu dostają cięgi.

Mało tego. Mecze towarzyskie z kim by nie były nie tylko nie przyciągają kibiców na stadiony, ale i oglądanie tych meczów o nic nie ma zbytniego sensu. Wcześniej, gdy tylko leciał mecz w telewizji, emocje w moim domu, a dokładniej pokoju, a jeszcze precyzyjniej w mojej głowie były tak duże, że wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że jest mecz i kurdupel go ogląda. Jeśli byłem zły, walnąłem pilotem z podłogę. Jeśli czekałem na zakończenie meczu stałem przed telewizorem jakbym był na trybunach. Nieudolną grę komentowałem w sposób wulgarny, a po meczu poszedłem się wykąpać, bo byłem cały mokry z wrażenia.

W tej chwili mecze reprezentacji Polski przyjmuję z wielkim spokojem, bez emocji, a weekendy na reprezentację uważam za stracone. Wolę oglądać mecze polskiej Ekstraklasy, bądź innych lig transmitowanych na Canal+. To jest przejaw, że tracę zainteresowanie kadrą, co było do tej pory czymś niesłychanym w moim przypadku. Na szczęście to Euro i tak przyniesie dla naszego rodzimego futbolu więcej zysków niż strat. Tylko ten turniej był w stanie wybudować stadiony, które będą nam służyć do oglądania, mam nadzieje coraz lepszych widowisk. Następną rundę eliminacyjną do mistrzostw świata z Anglikami na pewno zagramy na 55-tysięcznym stadionie narodowym w Warszawie. Czyż to nie piękne, że teraz będziemy się już tylko wstydzić za wynik sportowy?

Nowe stacje muzyczne

1 października 2011
Kategoria: Media tagi: , , , ,

W Polsce jest ostatnio moda na muzyczne stacje telewizyjne, które wyrastają jak grzyby po deszczu. O dziwo, niewiele się one od siebie nie różnią, a wszystkie odnoszą dobre wyniki oglądalności. Największym zaskoczeniem jest wynik stacji Polo tv, która istnieje ok kilku miesięcy, a w rankingu stacji muzycznych zajmuje drugie miejsce za Viva Polska i przed MTV Polska. Warto tu dodać, że stacja ta dostępna jest tylko w Cyfrze+, Cyfrowym Polsacie, N oraz w przekazie niekodowanym z satelity Hot Bird. W telewizjach kablowych stacja do tej pory nie miała wzięcia, więc jeśli chodzi o zasięg, to ma o wiele gorszy niż konkurencja.

We wtorek swój start miała nowa stacja TV Disco, która należy do 4fun i nadawana jest z Izraela. Wkrótce ruszy jeszcze jedna stacja i razem z ESKA TV oraz w/w stacjami, pojawią się one w pakiecie naziemnej telewizji cyfrowej. Czy nie uważacie, że taka ilość kanałów muzycznych na DVB-T to istna głupota? Zapewne zabraknie kanałów informacyjnych, filmowych, dokumentalnych kosztem taniego badziewia, które nie dość że zalewa telewizję, to dostępne jest w radiu i internecie. Szkoda, bo to z pewnością obniży wartość telewizji naziemnej, a ja już powoli nie widzę sensu jej bytu w takiej formie.

stat4u