Styczeń 2010

Ten pierwszy mecz

31 stycznia 2010
Kategoria: Futbol tagi: , ,

W Poznaniu budowany jest stadion na mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Jako, że należy on do miasta, włodarze już zastanawiają się kto powinien zagrać ten pierwszy, historyczny mecz. Jako, że obiekt zostanie oddany do użytku w październiku 2010 roku, liczą na reprezentacje, która w tym czasie pauzować będę w eliminacjach do Euro 2012. Niema w tym nic złego, ale plany sprowadzenia do Poznania którejś z południowoamerykańskich drużyn takich jak Brazylia czy Argentyna, to już chyba byłaby masakra. Pewnie nasza kadra zostałaby niechlubnie zbita, a wynik byłby ewenementem na skalę światową. Kibice z Pyrlandii woleliby, aby na nowym obiekcie zadebiutował Lech Poznań. I nie szuka się Manchesteru, Realu czy Barcelony…

Wracając jednak do reprezentacji takich sław jak Brazylia czy Argentyna, to już delikatnie mówiąc przesada. Za sprowadzenie na mecz towarzyski którejś z tych drużyn, musielibyśmy zapłacić nawet 2 mln $. Ciekawy jestem, czy na przykład Anglicy, Niemcy, czy Hiszpanie też płacą daninę by mieć przyjemność z nimi zagrać? A może to Brazylia im płaci? Wydawało mi się, że dla takiej reprezentacji zaszczytem będzie, że zagra ten pierwszy, historyczny mecz na nowym obiekcie i że został tu zaproszony. Okazuje się jednak, że jest nieco inaczej.

Wychodzi na to, że za zbudowanie kilku obiektów na rzecz Euro zapłacimy w miliardach, a za debiutanckie mecze zapłacimy w dziesiątkach milionów, biorąc pod uwagę ile tych stadionów będzie. Uważam również, że skoro PZPN stać na to, by zapraszać na mecze za tak duże pieniądze, a szczędzi się na młodzież, czy zakazuje się kadrowiczom wymieniać koszulkami po meczu, by ciąć koszty, to coś tu nie gra. Skoro jest tak dużo kasy, to nie pakujmy ich w stronę Brazylijczyków, tylko dajmy polakom, by nie musieli czekać na leczenie miesiącami, a nawet latami. Chore sa pomysły i przekonanie, że na pierwszy mecz musi przyjechać ktoś dobry, znany i bogaty. Wydaje mi się, że jeśli ten pierwszy mecz zagrać by miała nasza reprezentacja, fajnie by było zobaczyć na nich Niemców. Oba kraje biją rekordy oglądalności, gdy nasze narodowości spotykają się na jakimkolwiek szczeblu. Zaszłości historyczne po dziś dzień odgrywają swoją wojnę na boisku, a koszty związane z tym meczem byłyby niższe, lub żadne.

Jestem pewien, że stadion zapełni się w stu procentach, jeśli zagra na nim Lech Poznań. Przeciwnikiem nie musiałaby być wielka światowa potęga. Olympique Marsylia, Hamburger SV, a nawet Rubin Kazań z byłym piłkarzem Lecha Murawskim, wystarczyłyby dla kibiców. Tu już nie chodzi o to kto zagra w Poznaniu, tylko o to, że będę na tym pierwszym historycznym, zapisanym w pamięci Polaków i historyków spotkaniu…

Stany Zjednoczone Ameryki

27 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi:

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy nie mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Tam wszystko jest inne i pewnie w tej chwili nie potrafiłbym się odnaleźć w tym kraju. Gdybym się tam urodził, moja data uroczenia zapisana by była w ten sposób 6/12/82, choć nie urodziłem się w grudniu. Moja waga mierzona by była pewnie w funtach i miałbym ich około 195. Mój wzrost oscylowałby na poziomie około 6 stóp. Mieszkałbym od Poznania około 30-tu mil, a nasz kraj miałby 120696.41 mili kwadratowych. Swój samochód mógłbym maksymalnie zatankować około ośmioma galonami paliwa. Powierzchnia mojego domu miałaby około 48 yardów, choć przyznam szczerze, że nie wiem czy w yardach mierzy się ta powierzchnię. Główne wydanie „Wiadomości” w telewizji publicznej emitowane by były o 7:30 PM, a dzieciaki wstawałyby do szkoły o 7:00 AM. Temperatura mierzona by była w stopniach Kelvina lub Fahrenheita. W dodatku gospodarzem meczu piłkarskiego byłaby drużyna, która występuje jako druga Wisła – Lech. Najważniejszymi sportami byłaby koszykówka, hokej, bejsbol i futbol amerykański. Piłka nożna nazywana by była soccerem, a jej popularność byłaby znikoma. Stacje telewizyjne nadawałyby programy w systemie NTSC, a reklamy w telewizji emitowane by były co 10 minut, by zaraz po nich powtórzone zostało ostatnie 5. Gdybym przeszedł w nieodpowiednim kolorze ciuchów przez strefę gangów, lub jako „białas” poruszałbym się w „czarnej” dzielnicy, mógłbym otrzymać ostrzeżenie w postaci kulki w łeb.

Powiem Wam szczerze, w Polsce mi się podoba…

Stadion Narodowy

24 stycznia 2010
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Odkąd dowiedziałem się, że w Warszawie będzie budowany 55 tysięczny obiekt przeznaczony tylko dla piłki nożnej zastanawiałem się, po co budować kolejny dla Legii, a w przyszłości dla Polonii. Co prawda nie wyobrażam sobie stadionu na Euro 2012 z bieżnią dookoła boiska, jednak patrząc już poza same mistrzostwa Europy, budowanie typowo piłkarskiego stadionu wydaje się szaleństwem. Szczególnie dlatego, że Legia buduje już 33 tysięczny stadion w miejscu starego przy Łazienkowskiej. Co prawda nie ma w najbliższym czasie szans na przebudowę obiektu Polonii Warszawa przy Konwiktorskiej, ale gdyby miało do tego dojść, to mielibyśmy w Warszawie trzy stadiony typowo piłkarskie i dwa liczące się kluby. Reszta piłkarskiej Warszawy raczej nie będzie stać na wynajem tak dużego i nowoczesnego obiektu.

Dlatego Józef Wojciechowski otrzymał zaproszenie od szefa spółki Narodowe Centrum Sportu Rafała Kaplera, by Polonia rozgrywała mecze na Stadionie Narodowym. Właściciel „Czarnych Koszul” takiego rozwiązania nie wyklucza, jednak koszty jakie musiałby ponieść byłyby ogromne. Żeby obiekt ten był rentowny w utrzymaniu, na każdy mecz musiałoby przyjść 30 tysięcy widzów. Biorąc pod uwagę, że w tej chwili stadion Polonii ciężko jest zapełnić, a ma on około 6,5 tysiąca miejsc, problem z narodowym byłby o wiele większy. Właściciel Polonii jednak bierze pod uwagę rozgrywania meczy na dużym obiekcie w razie awansu do pucharów europejskich, ale nie wyklucza również gry w Ekstraklasie, jeśli obiekt na Konwiktorskiej nie spełniałby wymogów licencyjnych…

Największym jednak problemem ma być sam stadion narodowy, którego roczny koszt utrzymania ma oscylować między 20 a 30 milionów złotych. Czy więc budowa takiego molocha, który nie będzie miał własnego klubu do rozgrywania regularnie meczy ma jakiś sens? Osobiście uważam, ze pomysł na budowanie stadionów w Poznaniu, Gdańsku czy Wrocławiu jest wielką szansą dla klubów tam grających. Jednak zamiast budować stadion narodowy w starym miejscu, trzeba było zbudować go dla Legii, lub w przepięknym Krakowie dla Wisły. Wtedy byłby sens bytu takiego obiektu. Okazać się wiec może, że typowy stadion piłkarski w Warszawie będzie używany do organizacji koncertów oraz innych imprez poza sportowych. Oby tylko nowy stadion narodowy nie podzielił losów starego…

Horror czy porno?

20 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kiedy „zakochałem” się w horrorach, miałem może 12 lat. W tamtych czasach chodziłem z kolegami do wypożyczalni kaset video i wypożyczaliśmy najstraszniejsze horrory. W połowie lat 90-tych nie było tak szerokiego wyboru jak dziś, a półka szczególnie z działu horroru, który wtedy też nie był popularny, nie była obfita w kasety. Braliśmy filmy, które wydawały się najstraszniejsze, aż do momentu gdy okazało się, że obejrzeliśmy wszystko co było w „naszej kaseciarni”. Od tego momentu zaczęliśmy zdradzać ją z inną okoliczną wypożyczalnią, zaopatrując się niemal we wszystkie tytuły z lat 70-tych i 80-tych dostępnych wtedy w naszym miasteczku. Siedzieliśmy przed telewizorem odpalając odtwarzacz video, który po włączeniu rzucał nieco obrazem i zacinał dźwięk. Od czasu do czasu wciągnął też taśmę, ale i z tym można było się uporać. [..] W ten o to sposób ja i grupka moich przyjaciół zostaliśmy fanami filmów grozy.

Filmy z lat 70-90 były wyjątkowe. Choć akcja zazwyczaj zaczynała się w 70-tej minucie, to i tak miały swój niepowtarzalny klimat. Brak efektów podrzucanych przez komputer, brak scen zdjętych żywcem z filmów sci-fi i brak nudnych ociekających seksem scen było wtedy czymś, czego nie docenialiśmy, a mówiąc szczerze, nawet nie znaliśmy. Nowe filmy z gatunku grozy są bardzo nudne i nie wiem, czy ja już z tego wyrosłem, czy jakość kina mocno upadła. Moja dziewczyna, choć nie przepada za tego typu filmami, to jednak od czasu do czasu da się namówić na wypad do kina. Chcąc zaprosić ją na coś fajnego i poniekąd przekonać do słuszności mojego filmowego zamiłowania, postanowiłem zabrać ją na seans „Piątek 13-go”. Ci, którzy oglądali ten film wiedzą, że niemal w każdej scenie głupie amerykańskie barbie i mnóstwo niewyżytych kenów pierdolą się co rusz. Czułem się zawstydzony przy niej, że zabrałem ją na tak „ambitny” film. Wstyd i zażenowanie wracają do mnie za każdym razem, gdy tylko przejeżdżam obok tego kina, a w dodatku ja zamiast na fana filmów grozy, wyszedłem na erotomana…

Wyciągając osobiste wnioski z obejrzanych przeze mnie horrorów przez okres około 15 lat uważam, że kino się starzeje. Starzeje się na tyle, że niemal niemożliwe jest nagranie czegoś oryginalnego i niepowtarzalnego. Sceny z filmów typu „Teksańska masakra piłą mechaniczną” przekręcają się niemal w każdej nowej produkcji i swoją ilością zaczynają nudzić widza. Gdyby tego było mało, zaczęto też wprowadzać ogrom scen łóżkowych, które starają się przyciągnąć widza nie związanego z filmami grozy, by zapełnić sale kinowe. Wielka szkoda to dla mnie – horroromaniaka, bo zamiast na wielkim telewizorze na dobrym odtwarzaczu, przy niesamowitej jakości obrazu i dźwięku oglądać sceny wzięte z horroru, oglądam zwykły kicz złożony z filmów porno i świetnych scen dobrze mi znanych z innych starych i klimatycznych horrorów. Oddałbym więc wszystko, żeby móc oglądać stare oryginalne filmy, w starej złej jakości obrazu i dźwięku, by cieszyć swoje oko oraz połechtać i zaspokoić swoje potrzeby związane z oglądaniem horrorów…

„Ciężarówką przez krainę lodu”

18 stycznia 2010
Kategoria: Media tagi: , , ,

Ostatnio dostając rachunek do zapłaty abonamentu Cyfry+, otrzymałem wraz z nim jak zwykle magazyn „Plus”. Magazyn, w którym „podrzucane” są ciekawe propozycje programowe z oferty owej platformy. Jako, że najczęściej wyrzucam ją do kosza, to teraz z zimowej nudy postanowiłem do niej luknąć. Przedstawiono w nim premierowy program „Ciężarówką przez Krainę Lodu”, który to opisano w ten sposób. Nowy cykl filmów o nieustraszonych kierowcach potężnych ciężarówek przemierzających wielkie lodowe pustkowia. Bohaterowie zmagają się z ekstremalnymi temperaturami i niespodziewanymi załamaniami pogody. Muszą jechać w niebezpiecznym, zdradzieckim terenie często przy zerowej widoczności. Kierowcy w ciągu niecałych trzech miesięcy przewożą ponad gabarytowe ładunki 600-kilometrową morderczą trasą przez północną Alaskę. Postój wiąże się niestety ze stratami finansowymi, dlatego część kierowców próbuje, mimo złych warunków atmosferycznych, przemierzać wyznaczoną drogę. Warto dodać, że seria dokumentalna emitowana jest na kanale „History”.

Dla mnie zabrzmiało to dość ciekawie, nie ze względu na ciężarówki, ale warunki w jakich Ci kierowcy muszą pracować. Gdy na północy Alaski zamarzają jeziora i rzeki, szaleńcy przemierzają swoimi 60tonowymi ciężarówkami z towarem po kruchym lodzie, by przewieźć ciężki sprzęt do stacji, w których co roku o tej porze wydobywa się gaz. Temperatura w tym najdalej na północ położonym miasteczku Ameryki Północnej spada do -60 stopni Celcjusza. W takich warunkach muszą dbać o swoje samochody, które w razie awarii sami naprawiają. Siarczysty mróz, obfite opady śniegu i silny wiatr nie są im straszne, jednak nie wszyscy kierowcy wytrzymują cały sezon.

Oglądając dwie pierwsze części, nie mogłem oderwać oczu od telewizora. Opowieści kierowców, że otwierając okno w samochodzie słyszą jak trzaska pod nimi lód mrozi krew w żyłach. W programie przedstawiona jest również historia pierwszych „wypadów” ciężkimi samochodami w te tereny oraz przedstawiane są kulisy transportu od załadunku, po podróż jak na końcu rozładowanie. Gdy sezon się kończy i przychodzi odwilż, kierowcy Ci pędzą na złamanie karku nawet po popękanym lodzie, po którym płynie woda. Robią to nie tylko dla pieniędzy, lecz dla miana najlepszego kierowcy sezonu, który zrobi najwięcej kursów.

Program przyciąga i zadziwia, ale potrafi też nieco zdenerwować. Denerwuje głównie to, że wypowiadający się w programie kierowcy (czyt. amerykanie) nie mają w stosunku do siebie żadnej samokrytyki. Cokolwiek by zrobili źle, to i tak jest dobrze. Wyzywają się przed kamerą, ale zawsze swoją osobę stawiają na pierwszym miejscu. Troszkę staje jest to irytujące, ale po pewnym czasie przechodzi w stan zobojętnienia. Tak czy siak polecam ten program, bo jest godny uwagi.

Owsiak TV Jednak działa

12 stycznia 2010
Kategoria: Media tagi: ,

Na początku czerwca 2009 roku poinformowano, że stacja Owsiak TV zostanie zamknięta pod koniec owego miesiąca. Głównym powodem była nierentowność stacji oraz kryzys gospodarczy. Do dziś byłem przekonany, że ta stacja już nie istnieje, a jednak się myliłem. Od października stacja Jurka Owsiaka dzieli swoje pasmo z kanałem ZigZap, od poniedziałku do piątku w godzinach od 19:30 do 21:00.

Według mnie pomysł jest dobry. Prowadzenie półtoragodzinny program, pięć razy w tygodniu daje jakiś sens bytu stacji. Całodobowy program opierał się na ciągłych powtórkach, a teraz dzięki kilkunastu programach opiera się niemal na samych premierowych emisjach. Co prawda najmłodsi widzowie ZigZap-a są niezadowoleni, że w najlepszym czasie antenowym emitowane są nudne programy, z muzyką która nie ma nic wspólnego z techno. Przyszło więc panu Jurkowi dzielić swój kanał O-TV z ZigZapem oraz Hyperem. Niezły z tego wyszedł galimatias, ale wydaje się, że pomysł jest naprawdę ciekawy, a ramówka wszystkich stacji mocno ją urozmaica.

Więcej o stacji Owsiak TV znajdziecie na oficjalnej stronie: www.o-tv.pl
oraz na filmowej wersji strony YouTube: www.youtube.com/owsiaktv

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

9 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi: ,

Rusza XVIII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że założenie tej fundacji i prowadzenie do dnia dzisiejszego było pomysłem wręcz genialnym. Zebrane z tego tytułu pieniądze przeznaczone są na zakup najpotrzebniejszych sprzętów medycznych dla szpitali w całej Polsce. Jednak nie chcę się skupiać na idei samej orkiestry, lecz na czasie jej organizowania. Pierwsze dni stycznia, to chyba najgorsze dni jakie można było wybrać, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Po pierwsze jest to najzimniejszy miesiąc w roku. Po drugie organizowanie tak wielkiej akcji charytatywnej zaraz po świętach i sylwestrze, po których to Polacy „wyssali” się z kasy, wydaje się dość dziwne i niezrozumiałe.

Choć nigdzie nie znalazłem odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie w styczniu, to jednak chyba chodzi o sentyment. Pierwsza orkiestra zagrała 3 stycznia 1993 roku, gdy jeszcze nie była oficjalnie zarejestrowana. Okazało się, że cała akcja „sprzedała” się dobrze, a Polacy z entuzjazmem przyłączyli się do niej. Dlatego kilka miesięcy po pierwszym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zarejestrowano ją i powtarzano co roku, aż po dziś dzień. To chyba właśnie dlatego „orkiestra” gra w styczniu.

Wydaje się jednak, że więcej pieniędzy można by było zebrać np. w długi majowy weekend. Po pierwsze jest zdecydowanie cieplej. W dodatku dni wolne od pracy i festyny, które wyciągają rzesze ludzi na ulice miast i miasteczek i przy tej okazji wyciągnęłyby też więcej pieniędzy. W styczniu spotyka się raczej przypadkowych przechodniów, którzy jak najszybciej uciekają do domu czy samochodu, chowając się przed zimnem. W małych miasteczkach panuje wręcz złowroga cisza, a na ulicy widać więcej wolontariuszy niż chętnych do oddania ostatniego „grosza”. Zauważalne jest więc, że gestem hojności wykazują się przede wszystkim firmy, które licytują tanie towary za duże sumy, by stać się posiadaczem np., prestiżowego złotego serduszka z numerem 1. Wydaje mi się, że to właśnie dzięki bogatym ludziom na konto WOŚP wpływa najwięcej pieniędzy.

Mad TV

8 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi:

Marzyłeś o własnej stacji telewizyjnej? Teraz możesz stać się właścicielem nie mając nawet grosza. Jak już większość z Was wie, jestem maniakiem telewizyjnym. Zawsze marzyłem o tym by być właścicielem stacji telewizyjnej, ewentualnie radiowej. Nigdy to marzenie się nie ziści, ale znalazłem alternatywną drogę do szczęścia. Mianowicie chodzi o grę „Mad TV”. Jest to bardzo prosta w użytkowaniu gra, której nie trzeba instalować. Grafiką przypomina produkcje z Atari czy Commodore 64, ale chodzi tu bardziej o jej sens.

Wcielamy się w postać człowieka, który zarządza działem programowym i reklamowym. Na początek dnia – nie ważne czy mieliśmy wcześniej sukcesy czy nie, zawsze dostaniemy opieprz od naszego szefa, ale to tak na dobry początek. Nasz dzień zaczyna się od godziny 17-tej, a kończy o 1-szej w nocy. Mamy całe 60 minut, by zakupić świeże wiadomości, filmy, seriale i ułożyć program dnia – oczywiście możemy zrobić to już dzień wcześniej… Pamiętajcie, żeby kupować popularne filmy, brać jak najświeższe wiadomości. Spowoduje to, że przed telewizorami zasiądzie większa liczba maniaków telewizyjnych, a co za tym idzie, będziecie mieć większą kasę z reklam. Nie skojarzyłem w jakich jednostkach określana jest widownia, jednak dzięki tej skali, możemy dobrać odpowiedni zestaw reklam emitowanych w naszej stacji. Decydując się na emisję reklamy, zobowiązani jesteśmy do wywiązania się z pewnej umowy. Niektóre reklamy muszą być emitowane w programach o dużej oglądalności. Jeśli np. oglądalność reklamy wynosi 1,0 – musimy ją wyemitować w programie o takiej lub większej widowni. Ilość widzów wyświetlana jest na dole ekranu. Na początek polecam Wam brać mniejsze zlecenia, bo szybko się przekonacie, że kasą nie ma co rzucać…

W trakcie gry możemy również kupić miejsce na satelicie, zwiększając tym samym swój zasięg i widownię – kupujemy klikając na mapę w naszym pokoju. Gra ma również tą dobrą cechę, że można ją w każdym momencie zapisać. Wystarczy kliknąć na obraz znajdujący się w naszym pokoju – piszę to, bo nie każdy może to znaleźć. Klikając na windę, wybieramy do jakiego pokoju chcemy się dostać – jeśli chcemy kupić film czy serial musimy wjechać na siódme piętro, a dział reklamy znajduje się na dziesiątym. Nie będę Wam więcej pisał o tym gdzie i co się znajduję. Sami będziecie mieć frajdę nad rozpracowywaniem gry. Z doświadczenia tylko powiem, że kilkadziesiąt razy z bankrutowałem zanim udało mi się stworzyć coś wielkiego. Jednak ani razu nie zniechęciłem się i mam teraz ogromną firmę.

Nie wiem czy nie powstała już jakaś nowa gra tego typu. Osobiście się z czymś takim nie spotkałem. Z całym przekonaniem polecam Wam tą starą grę, bo jest ona naprawdę godna polecenia mimo swojej prostoty. Jeśli będziecie potrzebować jakiś wskazówek piszcie w komentarzach, a ja w miarę możliwości będę odpisywał.

Pobierz grę i rozpakuj. Wejdź w folder, który się rozpakował i kliknij na plik o nazwie „MTV”. Gra powinna działać bez problemów.

Pobierz grę Mad TV – 775 kb

stat4u