Sierpień 2009

Lech Poznań – Club Brugge 1:0

20 sierpnia 2009
Kategoria: Futbol tagi: , ,

Przyznam szczerze, że czekałem na ten mecz z wielką niecierpliwością. Po nieudanym starcie Wisły Kraków, Polonii i Legii z Warszawy, nie mamy już żadnego innego kandydata na start w europejskich pucharach. Brak polskich drużyn w europie, to brak emocji przez kolejny rok. Lech Poznań miał dziś pokazać, że jest kontynentalnym średniakiem, który powinien wyeliminować europejskiego słabeusza – Club Brugge. Tak przynajmniej „mówiło” się o przeciwniku Kolejorza na internetowych forach.

Mecz się rozpoczął, a emocji ewidentnie brakowało. Po każdym zagraniu piłkarzy z poznania, piłka lądowała pod nogami belgów. Bardzo słaba gra lechitów, niedokładne podania, szybka strata piłki i brak dobrego przyjęcia sprawiły, że mecz był bardzo nudny. W dodatku ten „wspaniały” stadion we Wronkach spieprzył cały klimat. Oczywiście trzeba tą sytuację zrozumieć, przecież stadion na Bułgarskiej w Poznaniu budowany jest na Euro 2012 i oczywiście dla klubu. Kibiców było ledwo słychać, a realizacja meczu przez telewizję Polsat była delikatnie mówiąc beznadziejna. W momencie, gdy piłka lądowała w polu karnym drużyny z Club Brugge, położenie kamery z wysokości pola karnego i przybliżenie tak duże, że na ekranie mieścił się tylko piłkarz sprawiała, że nie wiedziałem, w którym w ogóle miejscu pola karnego znajduje się piłka i zawodnik.

Pierwszą połowę, jak i cały mecz wizualnie lepsi byli belgijscy piłkarze. Bardzo często na boisku miało miejsce pewne zagranie, które kompletnie nas rujnowało. Po strzale na bramkę Kasprzika, realizator pokazywał powtórkę. W międzyczasie bramkarz wykopywał piłkę i po zakończeniu powtórki piłkarze Brugge znów byli przy futbolówce i znów konstruowali szybkie ataki. Uważam, że Lech miał dziś więcej szczęścia niż rozumu. Widać, że Belgowie przeanalizowali naszą taktykę i rozbili nas doszczętnie.

Słabą stroną lechitów były długie podania, które prawie w ogóle nie przynosiły pożądanego rezultatu. Za każdym razem pojedynki główkowe wygrywali przeciwnicy. Widać było, że słabym punktem teamu z Club Brugge był bramkarz. Miał tylko to szczęście, że piłkarze Lecha nie mieli w meczu żadnej okazji by strzelać z większej odległości. Zauważyłem też, że gdy poznaniacy podawali sobie piłkę od buta do buta i szybko była zagrywana do partnerów, Belgowie zaczęli się gubić.

Zwycięstwo Lechowi Poznań zapewnił strzał Peszki, który w doliczonym czasie drugiej połowy meczu, strzelał na bramkę Stijnena, która po zmyłce Rengifo szczęśliwie wpadła do siatki. Śmiało można powiedzieć, że piłkarze Kolejorza nie zasłużyli na zwycięstwo w tym meczu, ale lepiej kiepsko grać i wygrać, niż grać dobrze i przegrać. Teraz przyjdzie czas na rewanż w Belgii i śmiem przeczuwać, że to będzie morderczy bój. Powtórka z niemiłej rozrywki z poprzedniej edycji pucharu UEFA z Udinese, może przynieść niepożądany rezultat. Wynik dwumeczu jest sprawą otwartą, ale liczę na polski zespół i wierzę, że nie będą siedzieć tylko na własnej połowie, by bronić dostępu do bramki.

Jakby nie pisać o tym meczu, był na niskim poziomie z obu stron ze względu na niedokładność. Z gry jednak więcej mieli piłkarze z Club, którzy dokładnie podawali piłki i byli zdecydowanie lepiej przygotowani fizycznie i technicznie. Po nudnym meczu, znów czekam z niecierpliwością na mecz rewanżowy…, i sukces Lecha Poznań.

Mango sprzedaje buble?

18 sierpnia 2009
Kategoria: Blog tagi: ,

Niespełna cztery miesiące temu zachwalałem na tym blogu mopa parowego „H2O Mop”, który reklamowany jest przez telezakupy „Mango”. Kupując wtedy nieoryginalny produkt na „Allegro” za 1/3 ceny zaoszczędziłem, a dziś nie czuję się oszukany. Po kilku miesiącach użytkowania, nie zmieniłem zdania o tym domowym pomocniku. Sprząta się nim szybko, dobrze i jest dla mnie niezbędnym urządzeniem do utrzymania domowego porządku.

Dziś jednak przerzucając kanałami telewizyjnymi, trafiłem na reklamowany przez „Mango” produkt, który zachwalany jest jako maszyna czyszcząca suchą parą. Do tej pory byłem pewien, że para nie może być sucha, tak jak lód nie może być ciepły.

Wiecie jak reklamują tego typu cudowne urządzenia? Nieporadne i na siłę wyszukane uderzenia z niemożnością dotarcia do wszystkich zakątków, lejącą się wodą i grymasem bólu na twarzy użytkownika spowodowane zakupem starszego produktu, który nie działa lub się zepsuł. Teraz dzięki temu pomocnikowi nie będziesz już musiał/a cierpieć i czyścić podłóg dwa razy. To już jest standard w tego typu reklamach i zawsze staram się z uśmiechem na twarzy podchodzić to tego typu promocji. Tym razem jednak było nieco inaczej.

W filmie pokazującym stare urządzenia, które się nie sprawdziły, mignął również parowy mop H2O, który sprzedano w dużej ilości w całej Polsce i przez cały czas jest sprzedawany i którego też jestem posiadaczem. Gdy zobaczyłem, że „Mango” sprzedaje produkty, które chwilę później pokazywane są w filmach promocyjnych innych – nowszych urządzeń jako „buble”, ucieszyłem się, że nie zakupiłem u nich oryginalnego mopa. Nie dość, że w kieszeni pozostało mi prawie 350 zł, to jeszcze nie czuję się oszukany przez telezakupy, które wcisnęły mi dobry produkt, by chwilę później reklamować go jako szajs.

Dzięki tej reklamie, pewnie wielu klientów „Mango” się rozczarowało. Szczyt przesady i bezczelności, jaki ma miejsce w prezentowanych przez nich reklamach, spowodował niesmak nawet u mnie. Uważam, że lepiej mogli dobrać niesprawdzone i stare urządzenia, które dziś nie zdają już egzaminów, ale pokazywanie towaru ze złej strony, który nadal jest wystawiany na sprzedaż, to już zachowanie nie godne zaufania…

Orange Sport Info

16 sierpnia 2009
Kategoria: Media tagi:

Od 5 sierpnia nadaje nowy kanał sportowy spod szyldu „Orange” – Orange Sport Info. Od samego początku przyglądam się tej stacji. Program ma charakter informacyjny z dziedziny sportu, który emitowany jest co piętnaście minut. Częste wejścia na żywo oraz duża dawka wiadomości ze świata piłki nożnej, głównie ligi polskiej i francuskiej sprawiają, że często do nich zaglądam. Prezentowane programy z cyklu „jak to jest zrobione”, czyli Orange Sport Info od kuchni przyciągają jeszcze bardziej. Ostatnio nawet transmitowany był na żywo mecz Rosja – Argentyna.

Na początku nie wróżyłem tej stacji wielkich sukcesów. Jednak po kilku dniach przyglądania się jej, nie mam wątpliwości, że byłaby w stanie zawojować nasz rynek. Tym bardziej, że wszystkie inne stacje o tematyce sportowej nie relacjonują tak obszernych i ciekawych informacji. Przede wszystkim skróty meczy Ekstraklasy mogą przyciągnąć tych, którzy niewiele mają wspólnego z Canal+, posiadającego prawa to transmisji tych rozgrywek.

W tej chwili do końca końca września program Orange Sport Info nadawany będzie FTA, czyli odbierać go mogą nawet posiadacze zwykłych tunerów satelitarnych, nie związanych umową z jakąkolwiek platformą cyfrową. Na jesień sygnał zostanie zakodowany, w ten sposób TP zapewnia wykorzystanie praw do transmisji wydarzeń sportowych zgodnie z warunkami licencji, czyli na terenie Polski. Stacja dostępna jest na platformie Cyfra+ w pakiecie podstawowym oraz w satelitarnej usłudze telewizyjnej Telekomunikacji Polskiej.

ODBIÓR Z SATELITY:

Satelita: Hot Bird 8 (13°E)
Transponder: 83
Częstotliwość: 12.360 GHz
Polaryzacja: H (pozioma)
SR: 27500
FEC: 3/4
ID: ORANGE SPORT INFO
Kodowanie: brak (FTA)

Multiroom w Cyfrze+

13 sierpnia 2009
Kategoria: Media tagi: , ,

Czytając poranny newsletter serwisu „Wirtualne Media”, dostrzegłem ciekawą informację. Cyfra+ wprowadziła usługę „multiroom”, która pozwala na legalne oglądanie różnych kanałów na dwóch telewizorach w ramach jednego abonamentu. Świetna sprawa, w dodatku jest po pierwsza platforma cyfrowa, która zdecydowała się na wprowadzenie tego typu usługi. Czytając dalej dowiedziałem się, że wprowadzenie jej było bardzo kosztowne, ale Cyfra traktuje to jako inwestycję.

„Jak działa multiroom? Zestaw do niego składa się z dwóch modułów: głównego i dodatkowego. Moduł główny umieszczany jest w miejscu karty kodowej w dekoderze podłączonym do najczęściej użytkowanego telewizora, moduł dodatkowy zaś współpracuje z dekoderem przy drugim telewizorze (oba odbiorniki muszą być podłączone do anteny satelitarnej). Moduł dodatkowy należy aktywować co sześć godzin (chodzi o czas oglądania telewizji), zbliżając go do modułu głównego. Ma to na celu wyeliminowanie sytuacji korzystania z poszczególnych dekoderów w dwóch różnych gospodarstwach domowych.” – „Wirtualne Media”.

Nie dość, że trzeba biegać z urządzeniem po chacie, to czytając dalej dowiadujemy się jeszcze o tym, że…

Usługa dostępna jest tylko w najdroższym pakiecie, ale w przyszłości prawdopodobnie poszerzona zostanie o pakiet „Komfortowy”. To jeszcze nie koniec bezsensu jaki ma tu miejsce. Czytając dalej okazuje się, że owa usługa jest płatna! Dla nowych klientów, którzy podpisują umowę na 18 miesięcy kosztować będzie 15 zł, a dla podpisujących umowę na 12 miesięcy aż 35 zł! Do tego trzeba doliczyć koszt dzierżawy kolejnego tunera i w sumie musimy dołożyć kolejne 10 zł.

Podsumowując, wygląda na to, że nie jest to zbyt uczciwe, żeby za dostęp do drugiego telewizora trzeba było płacić w najgorszym przypadku aż 45 zł na miesiąc i mówić o tym, że można z niej korzystać w ramach jednego abonamentu. To oczywiste, że obywatele wolą korzystać z nielegalnych splitterów bez dodatkowych miesięcznych wydatków.

Wydaje mi się, że Cyfra+ przegrała sprawę pobierając dodatkowe opłaty za możliwość skorzystania z dwóch telewizorów z jednym abonamentem. Gdyby wprowadziła tą usługę za darmo i ogłosiła to w swoich reklamach, to jestem pewien, że wzięcie na ich platformę byłoby ogromne. W takim wypadku wciągam tą informację jednym uchem, a wypuszczam drugim. Nie zdecydował bym się na skorzystanie z tej usługi w tak dużej cenie i uważam ją za bezsensowną. Tym bardziej, że musiałbym latać po domu, żeby co sześć godzin aktualizować moduł.

Podróż koleją wąskotorową

9 sierpnia 2009
Kategoria: Blog tagi:

W ostatnim czasie z braku laku i wielkich nudów, postanowiłem wraz z dziewczyną skorzystać z jednej z lokalnych atrakcji – kolei wąskotorowej. Lokomotywa z dwoma wagonami startuje o godzinie 10 z Gniezna do Anastazewa, gdzie kończy się trasa. Ponieważ cała podróż a punku „A”, do punktu „B” trwa prawie 5 godzin, postanowiliśmy nieco skrócić podróż, wsiadając na dwie stacje przed końcem trasy – w Powidzu.


Gdy zobaczyłem zbliżającą się kolejkę i wagony przeciskające się przez knieje, ucieszyłem się bardzo. Gdy lokomotywa się zatrzymała i można było już wsiadać, przeraziłem się wielkim syfem jaki zastałem w wagonie. Niemal wszędzie było pełno liści, papierków i puszek po piwie. W dodatku mnóstwo dzieciaków, które darły się tak głośno, ze czułem w głowie uciskający ból. Miało być miło, a na początku okazało się, że będzie to droga przez piekło.

Gdy już kolejka ruszyła ze stacji, przemykała przez miasteczka, lasy, pola, nawet przecinała plaże z ogromną ilością turystów. Ludzie machali i uśmiechali się. Dzięki temu chwile po starcie zapomniałem już o niezbyt przyjemnym pierwszym wrażeniu. Gdy wjechaliśmy do lasu, zrozumiałem, dlaczego tyle liści jest w wagonie. Otwarte wszystkie okna i wciskające się w nie gałęzie drzew, zrywały liście. Oczywiście na stacjach, gdzie były nieco dłuższe postoje, w ruch poszły miotły.

Wagony swoim wyglądem nie różniły się za bardzo od tych używanych do dziś przez PKP. Różnica polegała praktycznie na tym, że siedzenia w środku wyglądały jak drewniane ławki. Poza tym miejsce na bagaż nad siedzeniem, ubikacja i bufet, w którym można była zakupić zimne i gorące napoje.

regulamin
Największy ubaw miałem, gdy zobaczyłem konduktora wyglądającego jakby z przeszłości. Facet ubrany w ładny mundur, czapeczkę, uzbrojony w wielką tekę z biletami i otwierany stary zegarek. Klimat niczym sprzed stu lat. Każdy z pasażerów, który po raz pierwszy zakupił bilet dostawał wraz z nim regulamin. Na początku myślałem, że będą to jakieś rygorystyczne warunki, ale po przeczytaniu pierwszego punktu, mocno się uśmiałem. Sami przeczytajcie całość:

Obowiązki podróżnego
1. Zabrania się zbierania grzybów podczas jazdy pociągu.
2. W czasie jazdy wyskakiwanie z pierwszego i wskakiwanie do ostatniego wagonu jest surowo wzbronione.
3. Wyśmiewanie się z pieszych i rowerzystów nie jest wskazane (w końcu i tak nas wyprzedzą).
4. Zabrania się wznosić okrzyki w rodzaju „gaz do dechy”, gdyż denerwują maszynistę i mogą spowodować u niego czasową niezdolność do pracy.
5. Reklamacje dotyczące szybkości kolejki nie będą uwzględniane, albowiem jedzie ona wolno ze względu na dobro podróżnych, a nie dlatego, że szybciej nie może.
6. Podczas jazdy nad brzegiem jeziora, zabrania się łowienia ryb z okien wagonu – istnieje niebezpieczeństwo wciągnięcia kolejki do wody przez wyrośniętą rybę.
7. Kąpiel w jeziorze podczas jazdy wzbroniona.
8. W razie trudności przy wjeździe na wzniesienie podróżni z ostatniego wagonu zobowiązani są do popychania kolejki.
9. Wnoszenie do wagonów żółwi lub innych równie powolnych zwierząt traktowane będzie jako prowokacja.

Prawa podróżnego
1. Podróżny ma prawo głośno wyrażać zachwyt, będący wyrazem jego uwielbienia dla kolejki.
2. Podziwiać uroki mijanej okolicy i dzielić się uwagami z innymi współtowarzyszami podróży.
3. Chwalić doskonałą obsługę i opiekę, jakiej nie szczędzą mu pracownicy kolejki.
4. Podróżny ma prawo czuć się wyróżniony, jadąc kolejką, podczas gdy inni pędzą na złamanie karku samochodami.
5. Podczas jazdy podróżny ma prawo śpiewać, deklamować wiersze oraz doskonale się bawić.
6. Podróżny ma prawo wiedzieć, że dzieci nie są dla nas jakimkolwiek utrapieniem.
7. Kupno pamiątek, pocztówek i innych atrybutów turysty jest niezaprzeczalnym prawem każdego podróżnego.
8. Podróżny ma prawo oczekiwać od obsługi pociągu uśmiechu i dobrego słowa.
9. Każdy podróżny ma prawo przynieść ze sobą gitarę, grzebień lub inny instrument muzyczny i przygrywać innym podróżnym podczas jazdy pociągu.

Regulamin rozbawił nas do łez. W dodatku wolna jazda przez przepiękne miejsca i weseli pracownicy kolejki sprawili, że uśmiechy u pasażerów nie miały końca. Ze względu na wielki upał, podróż nas troszkę zmęczyła, ale za to mieliśmy tyle wrażeń, że jeszcze długo będziemy je wspominać.

Jeśli znajdziecie się w okolicach Gniezna, Powidza, Przybrodzina lub Anastazewa, skorzystajcie z usług kolejki. Dla zainteresowanych przejazdem, polecam odwiedzić oficjalną stronę organizatorów wypraw gkw-gniezno.pl. Znajdziecie tu wszystko na jej temat wraz z rozkładem jazdy.

Reklama w Adtaily

6 sierpnia 2009
Kategoria: Blog tagi: , ,

Głośno już wszędzie o systemie sprzedaży reklamy „adtaily”, który skierowany jest głównie dla blogerów. Wszechstronna darmowa promocja produktu, znajduje się praktycznie na każdym blogu, który postanowił skorzystać z ich systemu sprzedaży. Natychmiastowa możliwość skorzystania z produktu przez webdesignerów i reklamodawcę sprawiają, że ilość jednych i drugich rośnie w niesamowicie szybkim tempie. Kolejną fajną rzeczą, jest możliwość samodzielnego ustalenia ceny za jednodniową reklamę na naszym blogu. Nie ma żadnych taryfikatorów dyktowanych z góry przez system, czy selekcji blogów. Jako, że „Kurdu.PeL” nie jest jeszcze popularny, a co za tym idzie ma mało odwiedzin i zerowy pagerank, nie mogę sobie w tej chwili pozwolić na jakiekolwiek liczenie zysków z tego typu usług. W tej sytuacji mogę wystąpić chyba tylko jako reklamodawca.

Myślałem już nawet o tym, by zareklamować swoją stronę w ten sposób, jednak ta forma promocji okazuje się być dość droga. Często za jeden dzień emisji buttona 125×125, na blogu o oglądalności 1000-5000 na miesiąc, kosztuje 2 zł dziennie. Miesięczny koszt takiej promocji, to już wydatek rzędu 60 zł! Nie wspomnę już o tych, którzy za taką samą liczbę odwiedzin żądają nawet 7 PLN. Bardzo duży koszt i niewielka ilość kliknięć, zniechęca mnie do tego typu aktywnej promocji. Z kolei strony o dużej oglądalności nie dość, że mają cenę emisji reklamy z kosmosu (20 zł/dzień), to mają już tyle reklam na swojej stronie, że dodawanie kolejnego zaśmiecającego szablon buttona, nie ma już chyba sensu. Liczę się jednak z tym, że system sprzedaży skierowany jest głównie dla firm, które chcą reklamować swoje produkty, a nie do blogerów, którzy mają przecież zmienić swój status z biednego, na bogatego (:

Patrząc jednak na sens, szybkość i łatwość w obsłudze wydaje się, że zrobiono kawał dobrej roboty tworząc tego typu usługę. Jest to pozytywny rodzaj konkurencji do „linklift-u”, do którego dodanie swojej strony graniczy z cudem, a kontakt z administratorem jest niemożliwy. Sam z chęcią skorzystam z „widgeta adtaily”, ale trzeba na to jeszcze troszkę czasu. Najpierw muszę zdobyć kilka „pagerang-ów” i „popularity”, by reklamowanie czegokolwiek na stronie miało jakiś sens. Zaśmiecanie strony za wszelką cenę i pobieranie opłat za bezskuteczną reklamę, a co za tym idzie, pokazanie się z tej złej strony, nie jest w stylu „Kurdu.PLa”.

Drobne oszustwa na Allegro

4 sierpnia 2009
Kategoria: Blog tagi: ,

Już od dobrych ośmiu lat jestem użytkownikiem „Allegro”. W roli sprzedawcy występowałem zaledwie kilka razy. Konto służy mi głównie w poszukiwaniu ciekawych rzeczy, które od czasu do czasu kupuje. Duży wybór i często niska cena, skłaniają mnie do coraz to częstszego szukania… i kupowania. Zakupiłem w sumie ponad 100 produktów na „Allegro” i często unikałem pisania negatywnych oraz neutralnych komentarzy. Starałem się rozgrzeszać sprzedawców za jakieś drobnostki, których nie warto było w ogóle brać pod uwagę. Jednak po dłuższym korzystaniu i nagminnym oszukiwaniu mnie przez sprzedawców postanowiłem, że nie będę się więcej cackał z nimi i wystawiał im będę adekwatne komentarze do tego, co zrobili.

Często wystawiając pozytywny komentarz, liczyłem na to samo. Gdybym każdemu za małe co nieco wystawiał negatywa i w zamian dostawałbym to samo, pewnie nie byłbym już wiarygodnym kupcem. W ostatnim czasie często zdarza się, że za przesyłkę płacę dwa razy więcej niż warta jest ona w rzeczywistości. Zdarzają się również takie klapsy, że płacąc za priorytetową dostawę, czekam na nią dwa tygodnie, a winę zrzuca się na Pocztę Polską. Jednak stempel na kopercie pokazuje, że wysłana była dwa, góra trzy dni temu, albo po prostu wysłano zwykłą, a co za tym idzie, dużo tańszą wysyłką. Wcześniej jakoś nie zwracałem na to uwagi, lub po prostu nie zdarzały się takie wpadki. Zanim kupię jakikolwiek towar, sprawdzam jakie dany sprzedawca ma komentarze. Zazwyczaj spotykam się z opiniami, że towar jest zgodny z opisem, szybka wysyłka i świetny kontakt. W rzeczywistości pisząc do danego sprzedawcy, w ogóle nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, a dodzwonienie się jest niemożliwe. Może to po prostu przypadek, ale skoro ktoś ma 18 tysięcy pozytywnych komentarzy i żadnych innych, to wydaje mi się, że są one z deka naciągane.

Gdyby wszyscy użytkownicy pisali w komentarzach swoją prawdziwą opinię, pewnie u wielu allegrowiczów nie kupiłbym towarów. Dlatego, biorę się konkretnie za ocenę faktyczną sprzedawcy i pisał będę każde uchybienie i zaniedbanie z jego strony. Strzeżcie się wiec (:

stat4u