Niedawno (nie wiem kiedy) wystartował kanał ESKA Rock TV. Zastąpił on kanał HIP-HOP, który działał od marca 2016 roku. Ta zmiana wydaje się być najlepszą z możliwych. Dziś w Polsce mamy kilkadziesiąt stacji telewizyjnych o tematyce muzycznej i niemal wszystkie reprezentują najbardziej komercyjny syf. Wydaje się więc, że kanał rockowy mocno różniący się od reszty, to strzał w dziesiątkę. – Nic bardziej mylnego! To kolejny kanał, który zmieni w niedalekiej przyszłości nazwę, a co za tym idzie także tematykę muzyczną. – Dlaczego? Ponieważ dzisiejsi młodzi widzowie lubiący muzykę rockową nie szukają muzyki z lat 70-tych, ani polskich wykonawców, którzy przypisują sobie rock, jako gatunek muzyczny, który wykonują.

Jako fan muzyki rockowej, nigdy jeszcze nie znalazłem w „polskich stacjach rockowych” utworów, które by mnie zachęciły do oglądania. Niestety po przesiedzeniu dwóch dni z ESKA Rock TV, tu też niewiele jest z muzyki rockowej. Ludzie potrzebują czadu, powera, energii, charyzmatycznych wykonawców, utworów koncertowych, a nie płaczących przy mikrofonie zbłaźnionych wykonawców w stylu „emo”.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że ludzie tworzący stacje telewizyjne o tematyce muzycznej, a konkretnie rockowej kompletnie nie mają pojęcia, czego pragną widzowie. Wygląda to tak, jakby te kanały tworzyli ludzie słuchający disco polo, a o „rocku” wiedzą tylko tyle, że istnieje. Wrzucają więc hardcorowe utwory w stylu T.LOVE – I Love You i myślą, że przyciągną tym fanów muzyki rockowej.

Jestem przekonany, że każdego z wykształconych dyrektorów tych stacji można by zwolnić i na ich miejsce zatrudnić trzech zwyczajnych fanów tej muzyki, a stworzyliby kanał, który biłby rekordy oglądalności. Nie wiem czy to wiecie, ale polscy internauci szukający w internacie muzyki, to poszukiwacze rocka i heavy metalu. A wszystko tylko dlatego, że próżno szukać tej muzyki w jakichkolwiek mediach poza internetem. Jest więc zapotrzebowanie i popyt na ten gatunek, ale przede wszystkim na rock przez duże „R”.

Muzyka Rockowa prze duże „R” to taka, przy której głową chcesz przebijać sufit, nogami podłogę, a rękoma przewracać ściany. Nie ma tutaj kompromisów! Dzisiaj babcie oglądające ESKA Rock TV przytulają się do dziadków gdy słyszą wspomniany przeze mnie utwór T.LOVE – I Love You. W taki sposób możecie tworzyć ESKA Polo TV. Prawdziwy kanał rockowy powinien obrzydzać dziadków i zniechęcać fanów innej muzyki. A tu ESKA Rock TV przyciąga do siebie przeciwników muzyki rockowej i odpycha tych, do których docelowo jest stworzony.

13.10.2017

Przed meczem z Czarnogórą wiadomo było, że wystarczy nam remis, by awansować na mistrzostwa świata w Rosji. Wiadomo także było, że jeśli ten mecz wygramy, to losowani będziemy na ten mundial z pierwszego koszyka. Nikt nie przyjmował do wiadomości porażki, bo gdyby Dania wygrała u siebie z Rumunią, zepchnęłaby nas na drugie miejsce i dalej walczyć o awans musielibyśmy w barażach.

Na całe szczęcie wygraliśmy mecz z Czarnogóra 4:2 – prowadząc już 2:0 straciliśmy w sześć minut 2 gole i mieliśmy remis w 83. minucie. Na nasze szczęście niefortunne zagrania naszych rywali sprawiły, że najpierw Lewandowski strzelił swojego 51. gola w reprezentacji i tym samym podwyższył wynik meczu na 3:2. Na koniec meczu jeszcze ktoś z przyjezdnych wbił sobie samobója i mecz zakończył się zwycięstwem 4:2.

Warto podkreślić, że Dania zremisowała u siebie z Rumunią 1:1 strzelając gola z rzutu karnego, a Rumunii grając jednego zawodnika mniej doprowadzili pod koniec meczu do remisu. Wynik ten co prawda nic nie wnosił do naszej tabeli, ale przy takim wyniku Duńczyków nawet gdybyśmy przegrali w Czarnogórą awansowalibyśmy na mundial.

To już pewne, że 1 grudnia losowani będziemy z pierwszego koszyka. Oznacza to mniej więcej tyle, że na pewno nie spotkamy się w grupie z Rosją, bo jako gospodarz turnieju losowana będzie z tego samego koszyka. – A szkoda, bo z chęcią zobaczyłbym naszych przeciwko „Ruskim” na ich terenie. Byłoby gorąco przed meczem, w trakcie meczu i po meczu…

Co by nie powiedzieć o naszych piłkarzach, to podczas tych eliminacji stracili punkty tylko w dwóch meczach. Pierwsze punkty na starcie eliminacji w Kazachstanie – prowadząc już 2:0 Kazachowie zdołali wyrównać i o mały włos nie wygrali z nami spotkania. Druga strata punktów w żałosnym stylu z Danią. Od tego meczu wróciły wszystkie nasze zmory. Już sam nie wiem, czy Duńczycy byli tak dobrzy, że odprawili nas w Kopenhadze 4:0, czy my tak słabi. – Obstawiam na to drugie, bo poziom gry naszych był tak niski, że prawdopodobnie z Sam Marino mielibyśmy problem wygrać.

Jedziemy na mistrzostwa świata 2018 w Rosji. Cieszy taka sytuacja, bo po zakończeniu emocji lig krajowych, a także ligi mistrzów, można będzie w przyjemnością odliczać dni do turnieju. Oby tylko Lewandowski, Pazdan, Grosicki, Krychowiak, Glik i Szczęsny nie złapali jakiejś kontuzji. Bez jednego z tych piłkarzy nasza kadra się rozsypie, bo zmienników mamy kiepskiej jakości. W dodatku miejmy nadzieję, że wróci Milik, bo odpukać w niemalowane, gdyby „Lewy” odpadł, to praktycznie nie mamy nikogo na pozycję atakującego.

W wyborach parlamentarnych głosowałem na kogoś z Kukiz 15. Dziś to ugrupowanie „walczy” w Sejmie, by wprowadzić łatwiejszy dostęp do broni palnej dla Polaków. Podobno dogadali się w tej kwestii z Prawem i Sprawiedliwością i zapewne w najbliższym czasie ten temat zdominuje wszystkie inne. Jedni twierdzą, że to temat zastępczy, jeszcze inni mówią, że Polacy będą czuć się bezpieczniejsi, a ostatni uważają, że przestępcy będą mieć łatwiejszy dostęp do broni. – Jak więc będzie?

Zapewne nikt do końca nie odpowie na to pytanie. Gdy ustawa ułatwiająca dostęp do broni wejdzie w życie, to pewnie dopiero to zweryfikuje co nastanie. Myślę sobie, że jeśli są trzy warianty wymienione przeze mnie wcześniej, a jeden z nich brzmi – przestępcy będą mieli łatwiejszy dostęp do broni, to choćby z tego ewentualnego powodu nie warto wprowadzać ułatwionego dostępu do niej.

Oglądając film „Zabawy z bronią” pamiętam informację, że w USA jednego dnia od „strzału z broni palnej” ginie tylu ludzi ilu w Europie w ciągu roku. – Podkreślając, że w zdecydowanej większości postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym w Europie występują na lini policjant – przestępca, gdzie przestępca pada ofiarą.

Osobiście jestem zdecydowanie na „NIE” jeśli chodzi o ustawę ułatwiającą dostęp do broni palnej. Nie wierzę, że „dobrzy ludzie” będą kupować ją na potęgę, a „źli ludzie” nie będą mieli do niej dostępu. Po drugie jak zacznie narastać ilość przestępstw z „udziałem pistoletu”, to zapewne dopiero wtedy „dobrzy ludzie” będą się uzbrajać ze względu na strach. A gdy to już się stanie, to pewnie w związku ze strachem wielu „dobrych ludzi” będzie strzelać na oślep, by tylko ratować się ode złego. – Przychodzi mi na myśl historia niepełnosprawnego sportowca Oscara Pistoriusa, który zastrzelił swoją narzeczoną w „kiblu”, bo myślał, że to przestępca.

Zdziwiony w ogóle jestem, że PiS chcę z Kukiz 15 rozmawiać w sprawie tej ustawy. Nie spodziewałbym się po nich tak zdecydowanych kroków. W końcu rządzą samodzielnie i nie potrzebują koalicjanta, więc po co ten ruch?

Jak wiadomo Prawo i Sprawiedliwość „trzyma z Amerykanami”. Tam dostęp do broni palnej uznawany jest za „wolność”, więc może jakieś ogromne lobby z tego kraju optuje za tym, by wprowadzić tu łatwy dostęp do broni i tym samym zapewnić sobie nowy rynek zbytu rodzimym firmom? Aż dziw, że w partii rządzącej nie podnosi się larum sprzeciwiające się temu zagadnieniu. Macierewicz powinien stać na uszach, Kaczyński powinien przemówić do narodu, że wprowadzanie łatwego dostępu do broni palnej będzie możliwy dopiero po jego trupie. – A tu nic, cisza, mówiąca, że jesteśmy „za”, by tylko zdobyć paru posłów z Kukiz 15 i polizać się po jajach z Amerykanami. Jeśli cena polityki warta jest tysięcy zamordowanych w przyszłości Polaków, to gardzę taką polityką…

W polskiej piłce nożnej było wiele patologii. Jeszcze przed EURO 2012 graliśmy na „kartofliskach”, a teraz w Ekstraklasie mamy nowe, ładne stadiony. Kiedyś kibice na meczach tłukli się bez opamiętania, teraz od czasu do czasu dochodzi do małych incydentów przed lub po meczu. Kiedyś kibice Legii bili piłkarzy swojego ukochanego klubu, gdy ci przegrywali mecze i dziś też biją. – Jeden patogen, który nie został jeszcze rozwiązany od początku istnienia tego klubu.

I każdy zadaje sobie pytanie. – Dlaczego zduszono patologie naszego futbolu, a nie można zdusić niezdrowej miłości kibiców Legii do swoich piłkarzy? Odpowiedź wbrew pozorom jest prosta. – Bo klub, piłkarze i całe środowisko Legii nie reaguje na tego typu fakty. Klub nie zgłosił tego zdarzenia na policję, wszyscy udają, że nic się nie stało, a piłkarze dostali od kibiców po ryju oraz zapowiedź, że jak kolejny mecz zagrają tak źle, to kibice znów ich powitają w drzwiach autokaru. I co? I w klubie wszyscy udają, że jest „ok”.

Dla „kibiców” Legii drużyna piłkarska jest jak kobieta. Jak dobrze robi loda, sprząta dom i opiekuje się dziećmi, to jest dobrze. Jak coś idzie nie tak – to po ryju, jak za komuny mężowie traktowali swoje „kochane” żony. Taka miłość przeszła już do lamusa, a jeśli gdziekolwiek jest, uważana jest za niezdrową. Jak z „kibicami” Legii, którzy zatracili się w swoim chorym dziecięcym świecie, w którym zamiast oceniać swoje życie, leją po mordach kibiców innych drużyn, a jak to nie wystarcza, to „piorą” piłkarzy „swojego ukochanego klubu”.

I już teraz nie musimy zadawać sobie pytania „czy”, ale kiedy dojdzie do tego po raz kolejny? Biorąc pod uwagę fakt, że następny mecz Legia gra u siebie z Lechią i groźbę kibiców, że jak źle zagrają to spotkają się z nimi ponownie, to zapewne drużyna z Gdańska zrobi wszystko, by zlać Legię na boisku i tym samym, by „kibice Legii” zlali swoich piłkarzy. „Jak dobrze pójdzie”, kolejny wpierdol piłkarzom Legii szykuje się 15 października…

Serial „Wataha” stworzony przez HBO Polska kręcony był w Bieszczadach. Z tej okazji HBO stworzyło stronę poświęconą nie serialowi, lecz naturze i ludziom tam mieszkającym. Aż chce się wsiąść w samochód, zabrać ze sobą kilka łachów i uciec gdzieś w głąb lasu, by zbudować sobie dom i ukryć się przed całym światem.

29.09.2017

Jakaż to wielka radość ogarnęła moje „straszne serce”, gdy dowiedziałem się, że powstał remake kultowego horroru „It” / „To”. Pamiętam, gdy pierwszą wersję filmu emitowano w latach 90-tych w telewizji. Ponieważ byłem wtedy dzieciakiem i nie mogłem sobie pozwolić, by obejrzeć ten film w telewizji w nocy, to nagrałem go na VHS. Jakież to odległe czasy. – Lata 90-te, kaseta VHS…

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu horror ten wszedł do polskich kin z wielkim impetem. Nie ma znaczenia, czy mieszkasz w Warszawie, Poznaniu, Łowiczu, Gnieźnie, Turku czy na „Wygwiździjewie”, niemal wszędzie ten film wszedł do kin. Nie mogłem nie skorzystać z takiego zaproszenia i wybrałem się na horror „To”, który w przeszłości sprawił, że clown stał się dla mnie synonimem strachu i zła, a nie zabawiaki i rozśmieszacza.

Zwiastun filmu jest genialny, bo jak zapewne wiecie zawiera w sobie najlepsze sceny. Zwiastun także przypomniał mi starą wersję filmu i radość jaką czerpałem z jego oglądania. Niestety, nowa wersja filmu kompletnie mnie do siebie nie przekonała, na dodatek po raz kolejny w filmie grozy spotykam się z wiekszą liczbą elementów komedii niż horroru. Może dla dzieciaków ten film jest fajny, ale dla kogoś kto pamięta pierwszą wersję filmu, to już zapewne nie. Dlaczego? Nieraz tak jest, że przeceniamy filmy, rzeczy i zdarzenia z naszej młodości. Gdy jednak do nich wracamy czujemy się znużeni i zawiedzeni. – Takie właśnie mam odczucia odnośnie nowego filmu „To”.

W kinie zdziwiło mnie, że na ten rzekomo horror wchodziło mnóstwo dzieciaków. Niektóre ledwo wystawały powyżej oparcia fotela. Oglądając ten film ma się wrażenie, że to kino familijno-przygodowe dla najmłodszych i to dlatego dzieciaki wchodziły na niego hurtem. Gdy ja, jako dzieciak oglądałem film „To” 20 lat temu, stał się on dla mnie jednym z niewielu horrorów, które dobrze pamiętam. To właśnie dzięki temu filmowi zacząłem bać się clownów i trwało to do dziś… Do momentu, gdy nie obejrzałem nowej wersji filmu wszystko to zostało tak po prostu zdewaluowane. Może gdybym przestał bać się wysokości, to byłaby fajna terapia, ale przestać się bać przerażającego clowna, to dla mnie dramat, a nie horror. Myślę więc, że dla młodego pokolenie ten film niewiele wniesie, a może nawet zamiast bać się clowna, będą do niego lgnąć?

W filmie jest wiele scen przemocy między dzieciakami, duża ilość przekleństw i zapewne byłoby też dużo seksu, gdyby głównymi bohaterami nie były dwunastolatki. Efekty kompletnie nie powalają na kolana, a wręcz psują film. Po raz kolejny przekonałem się, że nie ma sensu ruszać przeszłości i nie ma sensu oglądać remaków kultowych już horrorów, bo jak zwykle spierdolą to totalnie.

Na końcu filmu pojawił się napis „Chapter I”. I wszystko stało się jasne. Powstanie drugi rozdział, czyli druga część filmu, gdy clown powróci do miasteczka 27 lat później, a ów dzieciaki będą już dorosłe. Myślę sobie, że w tej drugiej części będą się jebać (ruchać) bez opamiętania. Z pierwszej części zrobili kino familijne o wulgarnych dzieciakach, a drugi będzie pewnie wykwintnym porno, wrzucony do działu horroru.

25.09.2017

Powstanie naziemnej telewizji cyfrowej (DVB-T) było wybawieniem dla… – naziemnej telewizji. Jakość obrazu i dźwięku cyfrowego w porównaniu z analogowym, to jak porównanie pierwszego pociągu parowego z najnowszym pociągiem elektrycznym. Problem DVB-T polega jednak na tym, że koncesje na nadawanie naziemne wydawane są na jakiejś podstawie. – Było kilka miejsc na kanały ogólne, kanał sportowy, informacyjny, dokumentalny czy filmowy…

Telewizja Polsat Sport News wygrała miejsce na multipleksie, bo miał to być kanał sportowy. Po kilku latach stacja zmieniała tematykę na „ogólną”, a także nazwę na Super Polsat. W takim przypadku, stacja ta powinna zniknąć z naziemnej telewizji cyfrowej, bo zwyczajnie zmieniła tematykę. Firma obsługująca nadajniki naziemne czyli Emitel, powinna uruchomić kolejny konkurs na kanał sportowy, którego teraz już nie ma na DVB-T.

Jest też taka stacja jak Metro TV, nadawana na ósmym multipleksie, która wygrała przetarg na nadawanie naziemne i zanim jeszcze wystartowała sprzedała 49% udziałów Discovery, który nie wygrał konkursu na multipleksie. Weźmy także TV4, który po wygraniu miejsca na multipleksie naziemnym został przejęty przez Polsat. Przynajmniej w tych dwóch przypadkach stacje nie zmieniły swojej tematyki, ale widać tu jak na dłoni, że ustawki pod stołem mają się w naszym kraju dobrze.

Myślę sobie, że już czas najwyższy rozszerzyć ofertę DVB-T o kanały kodowane, dodatkowo płatne, które odbiorca (klient) powinien mieć możliwość odbierać (płacić za nie). Oferta bezpłatnych kanałów w moim odczuciu już się wyczerpała, bo na dziesięciu kanałach lecą te same seriale, te same filmy dokumentalne czy rozrywkowe, nie wspominając już o filmach fabularnych. Ilość reklam na tych kanałach przekracza granice zdrowego rozsądku i gdyby nie regulacje KRRiT, to dziś nie byłoby w nich nic innego niż reklamy.

Na płatne kodowane kanały powinien zostać ogłoszony przetarg. Ogłosić ile jest miejsc na multipleksie i jeśliby było ich na przykład 5, to ogłosić pięć kolejnych przetargów i nie zważać na to, jaka ma być ich tematyka. Liczy się tylko kasa – kto da więcej ten ma miejsce. Ktoś powie, a jak wszystkie wygra Polsat i wstawi tam swój szmir? – To nikt nie kupi do nich dostępu i tym samym nie będzie za nie płacił, co z kolei sprawi, że oglądalność będzie niska, a dochód żaden, więc w gruncie rzeczy same się wyeliminują…

Pamiętam czasy gdy naziemna telewizja cyfrowa zastępowała analogową. Niektórzy, po części także ja wieszczyli rychły koniec płatnych platform satelitarnych. Byłem przekonany, że skoro na DVB-T będzie ponad 20 kanałów, to liczyłem, że to 1/5 wszystkich polskojęzycznych. Okazało się jednak, że większość z nich powstała specjalnie pod naziemną telewizję cyfrową. Wtedy nikt nie wiedział, że przetargi te będą fikcją, kanały wchodzące w jej skład powstawać będą od podstaw, a ustawki i załatwianie sobie koncesji będzie koleżeńską wymianą uprzejmości…

22.09.2017

Ostatnio miałem nieprzyjemność pracować przez dwa dni z człowiekiem, który z pozoru sprawia wrażenie twardziela i faceta z krwi i kości. Gdzie on nie był, czego nie widział i jakich „lasek nie uprawiał”. Słuchasz o jego alkoholowych szaleństwach, seksualnych podbojach i niesamowitych opowieściach, jak to na pierwszej godzinie nauki na prawo jazdy na samochód ciężarowy wykonywał wszystkie manewry w sposób tak imponujący, że instruktor po pierwszej lekcji puścił go samego na parking przy swojej bazie oddalonej o 5 kilometrów od placu manewrowego. Jego wielkość i aura narcyzmu przekraczała na skali Geigera wszelkie wartości, aż świecił się z zajebistości….

I nagle ten sam człowiek, wspaniały i cudowny, wielki i nietuzinkowy, szaleńczy i czadowy słyszy komendę od swojego szefa:

„No chłopaki, bierzemy się za robotę i idziemy kłaść wełnę mineralną na dach.”

Niemal ze strachu przed gryzącym i nieprzyjemnym pyłem się nie popłakał. W jego oczach było widać strach, a drżenie strun głosowych sprawił, że przemówił piskliwym głosem: – „mam uczulenie”….

Jak to życie szybko weryfikuje twardziela i robi z niego błazna, który był chuj wie gdzie, chuj wie z kim, a tu nagle taka wtopa. Prawdziwy twardziel z krwi i kości. – Zapewne każdy z Was zna takiego debila…

17.09.2017
stat4u